- Serio, Sparta? – Morgul uniósł brwi w kpiącym uśmieszku.
- Co? – postawiłam uszy i wyprostowałam się.
- Boisz się? – spytał już bardziej dosłownie, spokojnie mi
się przyglądając. Usiadłam na ogonie i spojrzałam na niego z udawaną
wyższością.
- Ja? Bać się? Pff… też wymyśliłeś – skwitowałam górnolotnie
i machnęłam łapą. Nagle za naszymi plecami dało się słyszeć trzask, jakby
złamanej gałązki. Wskoczyłam jak opatrzona na grzbiet Morgul’a.
- Spokojnie, pewnie spadła z drzewa – przewrócił oczami, a
potem zdezorientowany łypał oczami raz na mnie, a raz na miejsce gdzie przed
sekundą stałam. Po chwili wybuchnął nieoczekiwanym, głośnym śmiechem. – Mówiłaś
coś? – parsknął serdecznie. Zeskoczyłam z jego grzbietu. Na pysku malował mi
się grymas, a sierść na grzbiecie stała dęba. Milczałam, rysując pazurem jakieś
bohomazy na błotnistej ziemi.
- No i co?! – wybuchłam, jednocześnie z goryczą i urażoną
dumą. Jednym zamaszystym ruchem łapy
zamazałam rysunek. Morgul widocznie nie stracił dobrego humoru.
- W razie czego cię obronię – zaparł beztrosko.
- Ty? – spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Jelonek? –
zapytałam nonszalancko. Zachichotałam i nadepnęłam Morgul’owi na nogę. Odsunął
się po czym, zrobił to samo mi. Zaśmialiśmy się. Spojrzałam maślanym wzrokiem w
niebo, po czym skierowałam go na przyjaciela.
- Zmienisz się w wilka? – spytałam nieoczekiwanie.
- Dlaczego?
- Nie wiem… hm, wolę cię jako psowatego – chlapnęłam
bezmyślnie. Gdy zrozumiałam, co właśnie powiedziałam zarumieniłam się.
Morgul? ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz