Byłam w watasze już 3 dni. Całkiem fajnie mi się tu żyje. Wszystko ok, nikt się nie czepia, wszyscy żyją w zgodnej harmonii. No i fajnie.
Ja czuję, że jestem trochę na uboczu ale już się przyzwyczaiłam. Nie mam z tym problemu.
Dzisiaj rano, tak jak zwykle, wstałam o świcie i pobiegłam nad rzekę. Miałam już wskoczyć do wody gdy zza krzaków wybiegł lis. Stanęłam więc w miejscu i czekałam co zrobi. Ten jednak mnie zauważył i podkulił ogon. Już chciał uciec gdy poczułam od niego zapach...naszej watahy?! Zawołałam do niego:
-Hej, ty tam!- wskazał na siebie łapą. Kiwnęłam twierdząco i już biegłam do niego. On chyba jeszcze bardziej się wystraszył ale stał w miejscu.
-C-czy mogę w czymś pomóc?- zapytał nieśmiało.
-Hm, tak. Dlaczego czuję od ciebie wilczy zapach?- zapytałam podejrzliwie.
-No, bo jestem wilkiem.- zatkało mnie. Co proszę?! No dobra, może jest ale jest na terenach naszej watahy więc...
-Ale, wiesz. To są tereny Watahy Wschodzących Gwiazd więc raczej się zmywaj jak nie chcesz kłopotów.
-Tak, wiem. Należę do niej.
-Aha. To przepraszam. Kitana jestem.- podałam mu łapę na zgodę.
-L-louis.- odpowiedział i podał łapę.
<Louis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz