Louis prowadził mnie do miejsca, które podejrzewam było poszlaką. Gdy dobiegliśmy miejsca, moim oczom ukazał się makabryczny widok. Leżały tam 3 kucyki rozszarpane na kawałki.
- Kiarei nie może się o tym dowiedzieć - mruknąłem do Louisa. - Nie teraz...
Lou tylko kiwną głową. Wokół szukaliśmy jakichkolwiek śladów. W ułamku sekundy coś mignęło mi przed oczami. Wyczułem znajomy zapach. W oddali zauważyłem biegnące zwierze. Rzuciłem się w pogoń za nim. Adrenalina podskoczyła mi do gardła. Biegłem tak szybko jak jeszcze nigdy dotąd. Jak byłem już bliżej zwierzęcia, poczułem ten sam zapach jaki czułem przy zamordowanych szczeniakach. To był pies, bardzo duży pies. Nie zwracałem uwagi na to, co dzieje się wokół. Po prostu biegłem i nagle zaryłem głową o ziemię. Czułem pulsujący, mocny ból w tylnej łapie. Pies oddalił się, a ja skomlałem z bólu. Po chwili dobiegł Louis.
- Ooo bracie.. - wytrzeszczył oczy.
Wokół mnie rozlegała się plama krwi.
- Ccc..co... je..st ?! - nie mogłem podnieść głowy z ziemi. Zaciskałem zęby i oczy, tak mnie bolało.
- Nie jest dobrze - pokręcił głową.
- To..zz..naczy ? - podniosłem lekko głowę i spojrzałem w dół. Natychmiast głowa mi opadła. Moją łapę miażdżyła pułapka na niedźwiedzie. Była tak mocno zaciśnięta, że przebiła mi kość.
- Nie dam rady ci tego zdjąć, nie jestem taki silny... przepraszam - posmutniał zawył bardzo głośno.
( Kiarei ? :c )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz