- Czujesz to?- zapytała Ashley.
Zatrzymałem się i zamknąłem oczy. Do moich nozdrzy wdarł się obcy zapach.
- Wilk. Albo kilka wilków.- oznajmiłem.- I to na pewno nie z naszej watahy. Lepiej chodźmy szybciej.
Ruszyliśmy dalej. Przez cały czas czułem się obserwowany. Asha chyba też, bo chodziła cały czas spięta. Nagle stanąłem na coś niestabilnego i..... bum! Spadłem do jakiejś szczeliny i zadrapałem sobie bark. Spojrzałem do góry. Dziura była dość głęboka.
- Bluke!- zawołała przerażona Asha.
- Tu jestem!- krzyknąłem.
- A to tu, to znaczy gdzie?!- zaniepokoiła się.
Pomyślałem przez chwilę.
- Widzisz tę stertę liści po twojej prawej?!- zapytałem.
Zamiast odpowiedzi usłyszałem szum spadającego piasku. Wyciągnąłem łapy i złapałem waderę. Byliśmy cali w pyle. Ze śmiechem postawiłem samicę na ziemi i wytrzepałem się. Po chwili przestałem się śmiać, a moje źrenice zrobiły się wielkie jak spodki. Do moich nozdrzy wdarł się nieprzyjemny zapach zgnilizny. Cofnąłem się i coś chrupnęło pod moją nogą. Kość.
- Ashley, schowaj się za mną.- powiedziałem poważnym tonem.
- Bluke?- zapytała jakby chciała jeszcze dodać "Co się dzieje?".
Usłyszeliśmy charakterystyczny ryk. Niedźwiedź. Duży niedźwiedź. Napiąłem mięśnie. Nagle przed nami pojawił się ogromny, czarny, cały w bliznach niedźwiedź, stojący na dwóch łapach. Widać, że stoczył w życiu wiele walk i to on był w nich zwycięzcą. Nie ruszałem się w nadzieji, że nas nie zaatakuje. Myliłem się. Po chwili niedźwiedź z rykiem ruszył w naszą stronę, lecz zaatakował Ashley. Zareagowałem błyskawicznie. Wskoczyłem na jego grzbiet i zatopiłem kły w jego karku. Zwierz zaryczał i odwróci się w moją stronę. Wyjrzałem zza jego ramienia czy z Ashley wszystko w porządku. No całe szczęście nie miała żadnej rany. Wtedy zwierza machnęło łapą i rozdarł mi bok. Upadłem na ziemię.
- Bluke!- zawołała przerażona wadera.
Pysk niedźwiedzia znajdował się bardzo blisko mojego karku.
- Zrób coś!- krzyknąłem do mojej partnerki.
Po chwili Asha zaczęła mamrotać coś pod nosem, chyba wypowiadała jakieś zaklęcie.
<Ashley? Wybrniemy z kłopotów?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz