Zaśmiałem się cicho, a na pyszczku wadery pojawił się uśmiech. Miała zamknięte oczy. Nic nie mówiłem, bo nie chciałem jej rozbudzić. Po chwili Asha już spała. Delikatnie zaniosłem ją do mojej jaskini, bo tak jak wadera mówiła była bliżej. Położyłem ją na futrze, na którym zazwyczaj spałem. Było ono miękkie i bardzo wygodne. Ashley nadal spała. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem wytrzasnąć skądś coś, na czym mógłbym się położyć. Po chwili usłyszałem głos Ashy.
- Bluke, zimno tu...- leżała na posłaniu zwijając się w kłębek.
- Zaraz, zaraz...- zamyśliłem się.- Gdzieś tu powinienem mieć koc...
Zacząłem krzątać się po jamie w poszukiwaniu ciepłego materiału.
- Nie musisz go szukać.- odrzekła widząc moje starania.- Ty jesteś lepszym źródłem ciepła...
Zaśmiałem się, a Ashley uśmiechnęła się. Położyłem się blisko niej, by ją objąć i ogrzać.
- Tak lepiej?- zapytałem patrząc w jej oczy.
- Pewnie - odpowiedziała.- Wiesz... Nie jestem już śpiąca.
Zacząłem rechotać.
- Słodka jesteś.- uśmiechnąłem się szarmancko.- Kocham cię.
Po tych słowach pocałowałem samicę w policzek.
<Ashley? ♥ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz