środa, 16 kwietnia 2014

Od Tessy

Szybowałam ponad lasami pod postacią nietoperza, sama nie wiedziałam czego szukam. Jedzenia, źródła z którego mogłabym się napić, a może szczęścia i domu? Wiedziałam tylko, że przemiana powoli zaczynała mnie męczyć więc zaczęłam lecieć jeszcze szybciej by tylko znaleźć bezpieczne miejsce i tam zostać na noc. Bycie nietoperzem miało swoje plusy - doskonale widziałam w nocy, a i dzięki radarowi mogłam łatwo coś (sama nie wiem co) znaleźć. Rozejrzałam się moimi bystrymi oczami po pobliskiej okolicy i poleciałam jak strzała w miejsce, które przykuło moją uwagę. Był to gaj z różowych drzew, kwiatów wiśni czy coś... Wylądowałam pod jednym z tych drzew i przemieniłam się w siebie, Tessę. Mój napis jak zwykle po przemianie emanował mocnym złotym światłem co mogło zwrócić czyjąś uwagę zwłaszcza, że była już noc. Nie chcąc zdradzić swojego położenia położyłam się na ziemi na lewym boku i poszłam spać.

~następny dzień~

- Ej, ty... Żyjesz. - usłyszałam cichy głos, a następnie poczułam lekkie szturchnięcie.
- Odwal się mamo. - mruknęłam zaspana odwracając się na drugi bok. - Pójdę na drugą zmianę.
- Przepraszam? - powiedział ten sam głos tylko bardziej speszony.
Otwarłam prawe oko. Koło mnie stał brązowo-biały wilk o dziwnych (nie brzydkich, lecz bardziej tajemniczych) rysach twarzy. Był widocznie zdziwiony, że nazwałam go matką, ale cóż... Stare nawyki nie łatwo odrzucić.
- Wszystko z tobą w porządku? - dopytał z zmartwioną winą. - Jeśli uderzyłaś się w głowę, czy coś to jestem medykiem i mogę Ci pom...
- Przepraszam, ale czy coś sugerujesz z tym urazem głosy? - odparłam wstając na cztery łapy. Samiec był ode mnie odrobinę wyższy.
- Ja nic... Po prostu myślałem, że coś mogło Ci się stać. Niecodziennie widuje się wadery śpiące pod drzewem.
- Cóż w takim razie przepraszam, że Cię zaniepokoiłam. - samiec opuścił wzrok, a ja zaczęłam odchodzić.
Gdy byłam kilka metrów dalej on nie wiadomo skąd pojawił się u mojego boku.
- Nie przedstawiłem. Louis. - uśmiechnął się przyjaźnie, ale odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Theresa. - odparłam patrząc i idąc przed siebie. - Wybacz, że pytam tak prosto z mostu, ale należysz do jakiejś watahy?

<Louis?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz