~następny dzień~
- Ej, ty... Żyjesz. - usłyszałam cichy głos, a następnie poczułam lekkie szturchnięcie.
- Odwal się mamo. - mruknęłam zaspana odwracając się na drugi bok. - Pójdę na drugą zmianę.
- Przepraszam? - powiedział ten sam głos tylko bardziej speszony.
Otwarłam prawe oko. Koło mnie stał brązowo-biały wilk o dziwnych (nie brzydkich, lecz bardziej tajemniczych) rysach twarzy. Był widocznie zdziwiony, że nazwałam go matką, ale cóż... Stare nawyki nie łatwo odrzucić.
- Wszystko z tobą w porządku? - dopytał z zmartwioną winą. - Jeśli uderzyłaś się w głowę, czy coś to jestem medykiem i mogę Ci pom...
- Przepraszam, ale czy coś sugerujesz z tym urazem głosy? - odparłam wstając na cztery łapy. Samiec był ode mnie odrobinę wyższy.
- Ja nic... Po prostu myślałem, że coś mogło Ci się stać. Niecodziennie widuje się wadery śpiące pod drzewem.
- Cóż w takim razie przepraszam, że Cię zaniepokoiłam. - samiec opuścił wzrok, a ja zaczęłam odchodzić.
Gdy byłam kilka metrów dalej on nie wiadomo skąd pojawił się u mojego boku.
- Nie przedstawiłem. Louis. - uśmiechnął się przyjaźnie, ale odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Theresa. - odparłam patrząc i idąc przed siebie. - Wybacz, że pytam tak prosto z mostu, ale należysz do jakiejś watahy?
<Louis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz