Wpatrywałam się w niedźwiedzia ciągle mamrocząc słowa zaklęcia. To nie była zwykła magia, której używa się na co dzień. Tak zwana "ekspresja" uważana również za czarną magię. Bardzo łatwo wymykała się z bod kontroli, a wtedy działy się straszne rzeczy. Ryzykowałam, że nie będę panować nad tym co robię ale w końcu czego się nie robi dla ukochanego ? Po chwili niedźwiedź miotał się w powietrzu rycząc strasznie. Powoli łamałam mu każdą kosteczkę, aż w końcu umarł w męczarniach. Popatrzyłam na Bluke'a. Basior z trudem wstał i podszedł do mnie.
- Nie zbliżaj się ! - warknęłam czując, że ekspresja w pewnym stopniu panuje jeszcze nade mną i dopiero za chwilę będę wstanie trzeźwo myśleć.
- O co ci chodzi ? - spytał przytulając mnie - Już wszystko w porządku...
- Nie ! - krzyknęłam i ruchem łapy sprawiłam, że basior wzleciał w powietrze i walną w ścianę osuwając się bez życia - Nie jest dobrze !
Odetchnęłam i jeszcze raz spojrzałam na wilka. Dopiero teraz oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę co zrobiłam.
- O boże ! - krzyknęłam zaczynając płakać - Bluke ?!
Podbiegłam do basiora. Zemdlał ale mimo wszystko żył. Nigdy tego zaklęcia nie próbowałam ale postanowiłam uleczyć Bluke'a. Usiadłam przed jego ciałem i zaczęłam mamrotać zaklęcie. Skupiając się zamknęłam oczy, a gdy ponownie je otworzyłam przestając jednocześnie szeptać zaklęcie rany na boku Bluke'a zniknęły.
- Co się stało ? - spytał basior podnosząc się nieco i patrząc na mnie nieprzytomnym wzrokiem - Czemu rzuciłaś mną o ścianę ?
- Ja... - mój głos się załamał - Bluke... Ja jestem niebezpieczna. Nie powinieneś nigdzie ze mną iść ! W ogóle nie powinieneś się po mnie zbliżać ! Następnym razem cię zabiję, a nie ma zaklęcia które wskrzesza z martwych...
Nie mogłam mówić dalej bo z mojego gardła wydarł się szloch. Cofnęłam się widząc, że basior chce wstać po czym szybko uciekłam w jeden z podziemnych korytarzy.
(Bluke ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz