- To przez czary?- zapytałem bardzo tym zainteresowany.
- Hm... tak właściwie to nie wiem.- odparła wzruszając ramionami.- Niewykluczone, że to wzmaga moją "świrniętość", ale chyba po prostu mam taki charakter.
Uśmiechnąłem się. Po chwili dotarliśmy na wzgórza. Widok zapierał dech w piersi.
- Ale tu pięknie...- rozmarzyłem się patrząc w niebo.
- Co nie?- przytaknęła wadera.- Aż nie do wiary, że wilki przychodzą tu rzadko.
- Naprawdę?- zmarszczyłem brwi.
- Prawie nigdy nie widywałam tu wilków - odpowiedziała.
- Ciekawe dlaczego- wzruszyłem ramionami.
Siedzieliśmy na chłodnej ziemi obok siebie.
- To teraz nie ważne- uśmiechnęła się Asha i oparła głowę na moim barku.
Lekki wiaterek rozwiał nasze futra. Poczułem słodki zapach wilczycy. Zamknąłem oczy i westchnąłem, ale było to westchnienie pełne radości. Zaczęło się robić chłodnawo. Ash zaczęła dygotać. Przytuliłem ją próbując ogrzać.
- Dzięki - uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami pełnymi wdzięczności.
<Ashley? <3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz