Patrzyłem na waderę. Jeszcze nigdy nie spotkałem wilka, który ronił łzy na wspomnienia. Konan od początku była cicha, ale nigdy bym nie pomyślał, że to z powodu tak tragicznej przeszłości. Chciałem ją jakoś pocieszyć (niestety nie jestem w tym najlepszy) więc usiadłem obok niej próbując objąć ją ramieniem. Jednak nie wiedziałem jak zrobić to tak... skrycie, prawie niezauważalnie więc wyszło trochę pokracznie.
- Em... Will... Co robisz? - zapytała ścierając łzy.
- Chciałem Cię pocieszyć. Objąć ramieniem, czy coś, ale wyszedł mi raczej taniec dzikiej kaczki. - mruknąłem ostatecznie krzyżując łapy na piersi.
- Heh... Nie musisz mnie pocieszać. Wystarczy, że mnie wysłuchałeś nie umierając przy tym z nudów. - punkt dla mnie, uśmiechnęła się
- Jeżeli to ma Ci poprawić humor to wyznam Ci, że ja znalazłem się w tej watasze, ponieważ mnie wygnano, a tę decyzję poparła nawet moja matka. - powiedziałem patrząc pustym wzrokiem w ścianę. - Ale mam to w głębokim poważaniu, bo żyje się dalej. Twoi bracia na pewno nie chcieli by byś zadręczała się ich śmiercią. W końcu Yahiko - spojrzałem pytająco na waderę, ponieważ niezbyt mam pamięć do imion, ta na szczęście przytaknęła twierdząco łbem - nie dał Ci przepustki na wolność tylko po to byś zmarnowała swoje życie.
- Chyba... Chyba nie. - odparła po chwili ciszy.
Zaczęło się robić nudno, czego nienawidzę, ale przynajmniej Konan już nie płakała.
- Cóż panienko Konan. Zaczyna się robić ciemno, czy mogę odprowadzić panienkę pod grotę? - zapytałem z uśmiechem, wadera zrobiła grymas na twarzy i wstała.
- Nie nazywaj mnie panienką! - krzyknęła również z uśmiechem. - I tak. Zezwalam na odprowadzenie mnie do jaskini.
- E tam... Nie potrafisz mówić jak szlachta. - zaśmialiśmy się, a następnie poszliśmy w stronę jej jaskini.
Staliśmy pod jaskinią wadery i rozmawialiśmy, gdy zechciało mi się ziewnąć.
- No to chyba na mnie już pora. - mruknąłem kilkukrotnie mrugając.
- Dobranoc. - powiedziała wchodząc do środka jaskini, lecz zanim zniknęła z gardła wyrwało mi się parę słów.
- Zapolujemy jutro razem? Na śniadanie?
<Konan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz