Uśmiechnąłem się.
- Chodź się przejść.- zaproponowałem.- Cała noc nam zleciała na gadaniu i tańczeniu. Już świta.
- Naprawdę?- zdziwiła się wadera.
- Tak.- odpowiedziałem.- Będzie śliczny wschód słońca. Musimy się pośpieszyć, jeśli chcemy go zobaczyć.
Wybiegliśmy z groty i popędziliśmy na Wzgórza Zorzy tam będzie chyba najładniej i najdokładniej widać wschód słońca.
- No Wzgórza Zorzy!- krzyknąłem radośnie biegnąc.
- Kto pierwszy ten lepszy!- zawołała Asha startując jak strzała.
Nie pozostałem w tyle zbyt długo. Po chwili dogoniłem samicę ale nie zdołałem jej wyprzedzić. Wyścig skończył się remisem. Usiedliśmy dysząc i śmiejąc się w niebo głosy.
-Ci!- szepnęła Ashley.- Zaczyna się!
Uspokoiliśmy się i czekaliśmy. Po kilku minutach słońce zaczęło powoli wychylać się zza horyzontu, wysyłając cienkie promyki ogrzewające nas. Czułem jakby nikt poza nami nie istniał na tym świecie.
- Ale tu pięknie...- rozmarzyła się Asha.
- Fakt...
Zapadło milczenie. Widok zapierał dech w piersi. Zdecydowałem się na ostateczny krok.
- Ashley, chciałbym ci coś powiedzieć.- szepnąłem odwracając się w jej stronę.
Serce biło mi jak młotem. Byłem poddenerwowany, ale szczęśliwy.
- Tak?- zachęciła mnie.
- Długo nad tym myślałem... Kocham cię Ashley.- wyznałem.- Chciałbym się ciebie zapytać czy... czy chciałabyś zostać moją partnerką?
<Asha? <3 ♥♥>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz