-Ashley!- zawołałem pełen przerażenia kiedy wadera upadła na podłogę i zaczęła krzyczeć.
Nie wiedziałem co robić. Ashley krzyczała, trzęsła się, a z jej oczu kapały łzy. Podbiegłem do niej i złapałem za ramiona. Po chwili samica przestała krzyczeć ale nadal się trzęsła.
- Ci... - szepnąłem i pogładziłem ją po głowie.- Już po wszystkim....
Asha przestała się trząść.
- Zosta....łam... ko...ootwi...cą...- wycharczała.
- Cichutko.- uspokajałem ją.- Nic nie mów.
- Bluke...
- Tak?
- Nie opuścisz mnie, prawda?- zapytała patrząc na mnie ze łzami w oczach.
- Nie opuszczę.- obiecałem.- Nigdy, przenigdy cię nie zostawię. Zawsze będę przy tobie.
Siedziałem przytulając ją przez kilkanaście minut dopóki wadera całkowicie się nie uspokoiła.
- Co się stało?- zapytałem spokojnie patrząc jej w oczy.
- Jestem kotwicą...- szepnęła. Teraz zawsze będę cierpieć...
- Nie możesz się tego jakoś pozbyć?- zapytałem poddenerwowany i smutny.- Nie możesz przełożyć tego na jakiegoś innego wilka? Nie możesz przełożyć tego na mnie? Albo chociaż żebyś połowę przełożyła na mnie. Ashley proszę...
<Ashley?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz