Kiedy Ashley się do mnie przysunęła i mnie pocałowała wiedziałem, że podjąłem właściwą decyzję. Cieszyłem się, naprawdę się cieszyłem. Chciałem, żeby ta chwila trwała jak najdłużej ale Asha odsunęła się ode mnie zawstydzona.
- A gdzie mi uciekasz?- zaśmiałem się, uśmiechnąłem szarmancko i przedłużyłem nasz pocałunek.
Nareszcie mogę być szczęśliwy.
- Dziękuję ci...- szepnąłem do wadery.
- Za co? - zapytała zdziwiona.
- Za to, że dałaś mi czas- uśmiechnąłem się i popatrzyłem prosto w jej oczy.- Że na mnie czekałaś i potrafisz dać mi szczęście.
Uśmiechnęliśmy się oboje.
- Co prawda jest już ciemno, ale co powiesz na spacerek, hm? - zapytałem.- No wiesz, taki mały spacer przy świetle księżyca...
<Ashley? :*>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz