Byliśmy dość zmęczeni po dzisiejszych wrażeniach, ale nie aż tak zmęczeni by jeszcze kłaść się spać. Przed grotą złapał nas Louis.
- Na prawdę..Bardzo ale to bardzo cię przepraszam Kiarei.. Ja nie wiedziałem, a gdybym wiedział nigdy bym tego nie zrobił ! Przysięgam ! - Miał smutny wyraz pyska i opuścił łeb w dół.
- Wiem Lou, nie jestem na ciebie zła..po prostu chwilowo było mi przykro... nie chowam do ciebie urazy bądź spokojny - poklepała go po głowie.
Basior od razu się uśmiechnął.
- Dzięki ci panie !
Wraz z Kiarei zaśmialiśmy się. Lou zawsze był pusty i nie lubił gdy ktoś się na niego gniewa... na niego nie da się być złym. On ma uśmiech i szaleństwo w genach, a tym bardziej rozśmieszanie innych.
- A właśnie ! - Louis zagwizdał.
Usłyszeliśmy tupot kopyt w kłusie. Za chwilę zza krzaków wyskoczył kuc. Ten sam kuc którego, Lou wcześniej o dziwo zabił. Był w świetnej formie ! Nie mam pojęcia jak on to zrobił. Kiarei patrzyła z niedowierzaniem, z resztą tak jak ja.
- Zrobiłem wszystko, żeby mu pomóc... - usiadł uśmiechając się.
- Jj..j... jak to zrobiłeś ?!
- Ma się sposoby - puścił nam oczko.
- Oj Louis Louis... psycholu..
- Haha ! No więc..ja was..zostawię samych
Ukłonił się i pobiegł przed siebie. My natomiast weszliśmy do jamy. Położyłem się na legowisku, a Kiarei tuż obok mnie.
- Co za dzień - westchnąłem z radością w głosie.
( Kiarei ? <3333 )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz