- Jak już musisz mnie zadręczyć.- przeciągnąłem się ospale.- To chodźmy.
Ruszyliśmy w stronę lasu. Ashley truchtała prawie że w miejscu, a ja powoli maszerowałem. Zaskakiwała mnie ilość energii w tej wilczycy. I ta cała jej radość. Po chwili zwęszyliśmy zdobycz.
- Dobra zrobimy tak.- nachyliłem się i mówiłem do Ashley.- Ja siedzę w krzakach, ty idziesz za drzewa za karibu, przeganiasz je w moją stronę a ja je łapę.
Jak to strateg musiałem mieć opracowany cały plan działania.
- Po co to komu?- zdziwiła się samica.- Działajmy!
Po tych słowach wyskoczyła płosząc całe stado zwierzyny. Pacnąłem się w głowę. Cały plan poszedł w las. Ruszyłem na przód i chyba najjem się tylko wysiłkiem fizycznym. Jednak po kilkuminutowej ganianinie udało nam się upolować dorodnego zwierzaka. Zacząłem go jeść już na polanie.
- Widzę, że lubisz się bawić w stratega- zaśmiała się Ash.
Spojrzałem na nią spod zmrużonych powiek.
- Jestem nim.- odpowiedziałem.
<Ashley?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz