- Bardzo mnie cieszy, że słyszałaś. - uśmiechnąłem się promiennie.
- Słucham? - odparła lekko zirytowana wadera.
- Cieszę się. - powtórzyłem wstając. - Miło jest wiedzieć, że inni spijają słowa z Twoich ust.
- Ale ja nie...
- Nie musisz się tłumaczyć. - przerwałem jej tłumaczenia z chytrym uśmieszkiem. - Nie jesteś pierwsza i nie ostatnia.
- Arrr! Niech Ci będzie. - warknęła odchodząc, a ja ruszyłem za nią. - Czego za mną leziesz?
- Mam nadzieję, że ruszasz na dalsze polowanie. Chętnie zobaczę jak posługujesz się łukiem.
- Co ty nigdy z łuku nie strzelałeś?
- Strzelałem. - odparłem. - Nie chwaląc się jestem dość niezłym strzelcem, ale są lepsi ode mnie...
- No co ty. - mruknęła pod nosem przerywając mi, ale zignorowałem to.
- Wolę posługiwać się sztyletami. - dokończyłem.
- Sztylety tak? - przystanęła na chwilę mrużąc oczy. - Wyglądasz na takiego, który preferuje walkę wręcz.
- Cóż ja nigdy nie powiedziałbym, że walczysz łukiem.
Tak przekomarzaliśmy się idąc przed siebie, ani ja oni Cassandra nie mieliśmy planów, gdzie pójść, a nawet przez moment chcieliśmy zgubić siebie wzajemni.
Nasze małe kłótnie przerwał cichy szum wody, jednak nie wodospadu, a plaży. Sam nie wiem, kiedy dotarliśmy tutaj, ale przed naszymi oczami rozciągała się długa plaża.
- No. Zaciągnęłaś mnie w odludne miejsce, jestem Twój. Co chcesz ze mną zrobić? - zapytałem szarmancko. Choć znam Cassandrę od kilku godzin już zdążyłem polubić wnerwianie jej.
- Nie przeginaj pały. - warknęła, lecz jej kąciki prawie niezauważalnie uniosły się w górę.
- Nie przeginam... pały. - odparłem zastanawiając się nad dwuznacznością tego stwierdzenia. - W ogóle wiesz gdzie jesteśmy?
- Plaża Dwóch Księżyców? Jakoś tak. - odparła
- Hm... - przez krótką chwilę zapanowała cisza w ciągu, której przypatrywałem się waderze. Moje spojrzenie zatrzymało się na jej łuku. - Może pokażesz mi w końcu jakim jesteś strzelcem?
- Tutaj? - parsknęła. - W co mam celować skoro nawet w wodzie nie ma ryb.
- Chwila. - powiedziałem i przebiegłem się wzdłuż drzew szukając czegoś. W końcu znalazłem kokosa. Za pomocą telekinezy "przymocowałem" go do głowy i krzyknąłem do samicy - Strzelaj!
<Cass? brak weny x.x>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz