środa, 2 kwietnia 2014

Od Mellie cd. Anavil'a

Szłam obok samca w milczeniu. Udało mi się uspokoić. Zdałam sobie sprawę, że chyba nie wziął mnie za -
a) chorą psychicznie,
b) nienormalną,
c) nawiedzoną,
d) beznadziejną i niedającą się lubić.
Dodało mi to trochę otuchy i postanowiłam postarać się, żeby nie wziął mnie za debila jeszcze do końca dnia (co mogło być trudne, ale byłam pełna nadziei)
Przysłuchując się jego paplaninie i patrząc na niego z ukosa, zdałam sobie sprawę, że... jest bardzo fajny. Mimo, że nie odezwałam się od jakichś 10min, wyraźnie mu to nie przeszkadzało. I mimo, że zgubiliśmy się jakieś dwa razy, on tylko śmiał się perliście i szedł dalej.
Był moim zupełnym przeciwieństwem. Ale coś ciągnęło mnie do niego jak magnes.
- Mellie? - z zadumy wyrwało mnie jego ciche pytanie.
- Hm? - odpowiedziałam pomrukiem, rumieniąc się lekko. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego skrótu.
- Patrz.
Delikatnie skierował mój pysk na widok przed nami.
Słońce chyliło się ku zachodowi, a niebo i rzeka przybrały fiołkowy kolor. Staliśmy na polu wrzosów, które zlewały się z morzem fioletowego dookoła nas.
- Zupełnie jak moje oczy... - wyszeptałam, dopiero po kilku sekundach zdając orientując się jak dziwnie wyglądamy dla osoby z boku. Odskoczyłam od niego nerwowo.
Spojrzał na mnie z niewinnym uśmiechem, a w jego oczach odbijał się blask wody.
Poczułam, że w sercu robi mi się jakoś cieplej.

<Anavli?>
<Mellie jakaś słodka się zrobiła, ojojojoj <3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz