niedziela, 13 kwietnia 2014

Od Shadow'a

Mój dzień zaczął się bardzo wcześnie. Nie mogłem spać, nie wiem czemu. Wykorzystałem ten czas i poszedłem patrolować tereny watahy. Wolnym krokiem zwiedzałem obrzeża terytorium. Znalazłem się na kryształowych wodospadach. Kocham to miejsce, w końcu jest tu woda. Wskoczyłem na skałę i bawiłem się nią. A konkretnie z kropli tworzyłem różne rzeczy, albo po prostu droczyłem się z rybami. Wydaje się to zabawne, gdy patrzą na mnie tymi swoimi obrzydliwymi oczami gdy zabieram im coś, dzięki czemu nie mogą żyć. Coś przerwało mój spokój. W głębinach lasu mignęła mi postać. Postawiłem uszy i nasłuchiwałem. Ruszyłem w pogoń, za tym czymś. Oczywiście byłem szybszy i łatwo dogoniłem ofiarę. Był to wilk. O wiele mniejszej postury niż ja. Złapałem go za ogon i automatycznie zatrzymałem. Basior rzucał się i drapał. Przygniotłem go moimi masywnymi łapami tak, że nie miał szans na jakąkolwiek ucieczkę. Obnażyłem kły i miałem zjeżoną sierść. Moje czarne pióra na grzbiecie postawiły się i zaczęły grzechotać jak ogon grzechotnika. Dyszałem ze złości. Od urodzenia nie lubiłem obcych na swoich terenach. Wilk patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. Milczał przez chwilę, a potem wybuchł śmiechem. Nic z tego nie rozumiałem.
- O co ci chodzi ?! - Warknąłem.
- Shadow...Pustaku ! - Śmiał się w niebo głosy.
Zrobiłem zdziwioną minę i patrzyłem na niego jak na debila.
- Na prawdę mnie nie pamiętasz ?! -wyślizną się spod moich łap.
- Niee -pokręciłem głową.
- To Ja ! Louis ! - Zrobił specyficzną głupkowatą minę, która tylko jego charakteryzowała.
Na początku nie mogłem w to uwierzyć, ale po chwili wszystko do mnie dotarło.
- Louis ! Przyjacielu ! -Rzuciliśmy się na siebie, jak za dawnych szczenięcych lat.
- Co ty tu robisz ?! - Zapytałem pierwszy.
-To chyba ja powinienem zapytać...
- To mój dom.. i moja wataha... - oznajmiłem.
- Wow..masz nową watahę... Ciekawe co by powiedział twój ojciec
- Nie musi o niczym wiedzieć.. Nie przyszedłeś tu tylko po to, że on ci kazał ?! - Lekko się zdenerwowałem.
- Nie no skąd ! Tak serio to uciekałem przed myśliwymi...
- Cały ty..
Postanowiliśmy się przejść i pogadać o tych straconych latach. Louis był moim przyjacielem od szczeniaka. Nie był w mojej watasze, od zawsze był sam, kochał chodzić własnymi drogami. Zasady są mu obce, tym bardziej często musi uciekać. Nie wytrzyma jak czegoś nie nabroi. Jest trochę głupkowaty, a raczej szalony... dla niego wszystko jest możliwe. Gdy tak rozmawialiśmy, nie zwróciliśmy uwagi na czas. Prawie się ściemniało.
- Masz jakieś miejsce do spania ? -Zapytałem ciekawy.
- Ja ? yyy...Coś się by znalazło.. chyba - Pokręcił oczami.
- To może prześpisz się u mnie ?
- Niee..coś ty, twoja wataha zjadłaby mnie.. Alfa na pewno !
- Alfą jest wadera, przemiła wadera..wyluzuj...
- O wow..to rzadkość
- Wiem - odparłem dumnie.
Louis obserwował mój ogon, który lekko falował po ziemi. Czułem, że się na niego czai. Zawsze to robił, najbardziej mnie tym denerwował. Oczywiście tak się stało. Drażnił się ze mną, a potem doszło do naszych szczenięcych wygłupów. Trochę dziwnie się czułem, bo bardzo dawno tego nie robiłem. Zawsze byłem poważny, a tu przychodzi taki dupek i wszystko zmienia. Nie...Nie on.. Kiarei wszystko zmieniła.. i za to jej Bardzo dziękuję. Potem Louis zaczął śpiewać naszą ulubioną piosenkę.

In a world full of pain, with nothing than rain.
I can nearly breath of doubt, don't far the way out.
I see a light, that just makes me feel alive.
I'm holding on, until my fear has slowly gone...

Wtedy uśmiechnąłem się i dołączyłem do niego.

In my dreams
I'm never far from home.
That's for sure
And i know
I'll never be alone.
In my dreams
In my dreams
I'm never far from home.
That's for sure
And i know
I'll never be alone.
In my dreams

Stwierdziliśmy, że zachowujemy się za głośno i się z tego śmialiśmy. Było już dość późno a ja nie chciałem, żeby mój przyjaciel spał nie wiadomo gdzie. Zaciągnąłem go do Kiarei, z pytaniem czy mógłby dołączyć do naszej watahy. Louis o niczym nie wiedział.

< Kiarei ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz