Kiedy poszła Kiarei przyszła do mnie Ashley. Była bardzo rozgadana i miała wiele rzeczy do opowiedzenia. Mówiła prawie non stop. W końcu zrobiło się ciemno i wadera musiała iść. Musiałem ją do tego zachęcać, bo najchętniej zostałaby u mnie na noc. Kiedy zostałem sam położyłem się na ziemi, a łeb ułożyłem na łapach. To był męczący dzień. Cieszę się, że Kiarei zgodziła się byśmy zostali przyjaciółmi. Przynajmniej nie straciłem ją całej. Kiedy już zamykałem oczy usłyszałem:
-Bluke śpisz?
Podniosłem głowę. Przy wejściu do jaskini stała Kiarei.
- Nie.- odpowiedziałem i wstałem.- Wejdź.
Alfa weszła do środka i zasiadła przy stole.
- A więc?- zapytałem ziewając.- O co chodzi?
Wadera uśmiechnęła się.
-Ashley jest w tobie zakochana jak szaleniec.- zaśmiała się.
- Hę?- uniosłem jedną brew.
- Nie widzisz tego?- zdziwiła się.
- Nie????- usiadłem.- Z resztą nie wiem co miałbym widzieć.
- To jesteś ślepy!- znów się zaśmiała.
- Może i jestem, a zresztą nawet jakbym widział to co?- zapytałem wstając.
- Jak to co?- Alfa uniosła brwi.- Ona wprost czeka aż zaprosisz ją na randkę!
- Nie jestem jeszcze na to gotowy.- powiedziałem poważnym tonem.- Nie potrafię... przerzucić się z jednej wadery na drugą i to jeszcze od tak. Potrzebuję większej ilości czasu na takie decyzje.
<Kiarei?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz