Kiarei spojrzała na mnie spod uniesionych brwi. Wzruszyłem ramionami.
- Ashley!- zawołałem.- Tak, mówiłem, ale po pierwsze nad wodospadem, a nie nad przesmykiem, a po drugie to JUTRO!
- No, ale...- zaczęła Ash.
- Ashley błagam daj nam zapolować po przyjacielsku SAMEMU.- powiedziałem.
- No dobra...- mruknęła i wskoczyła w krzaki.
- Ciekawe na ile da nam spokój...- westchnęła Kiarei.
- Zobaczymy.- powiedziałem wyzywająco.- I wiem jak to sprawdzić.
Teraz wokół nas powstała bardzo mała bańka wodna, taka, by pomieścić tylko nas. Była bardzo cienka, prawie niewidzialna. Dotknąłem jej. Nie pękła, była bardzo wytrzymała. Głos puknięcia jakby w szklaną szybę rozległ się po otoczeniu. Tego czegoś Ashley nie przejdzie niezauważona nawet z pomocą czarów.
- Chodź.- zwróciłem się do Alfy.
Tam gdzie poszliśmy, tam też była bańka. Otaczała nas i nie miała zamiaru przestać. Dobrze. Po mniej więcej 10 minutach rozległo się to charakterystyczne puknięcie, a po chwili usłyszeliśmy głos Ashley (która była niewidzialna):
- Ała! Co za idiota postawił tu szybę?!
Potem zaklęcie niewidzialności przestało działać i za nami (oczywiście nie w bańce) pojawiła się biała wadera, która siedziała i masowała obolałe czoło.
- Ashley!- zawołaliśmy z Kiarei w tym samym czasie.
<Kiarei?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz