- Nie rób tego.- odrzekłem zbliżając się do wadery.
- Dlaczego niby miałabym NIE odchodzić?- warknęła.- Nic mnie tu nie trzyma.
Odwróciłem się w stronę Kiarei.
- Zostaw nas samych.- powiedziałem do niej.- Proszę.
Alfa odeszła. Siadłem obok Ashley, która stała wpatrując się w horyzont.
- A więc...- odparłem spokojnie.- Gdzie chcesz się wybrać, hm?
Wadera spojrzała na mnie w pełni zdziwienia.
- Jeszcze tego nie wiem.- odpowiedziała.- Gdzieś daleko stąd.
- Szkoda.- powiedziałem znów całkiem spokojnie.- Fajna jesteś...
Znów popatrzyła na mnie nic nie rozumiejąc, szeroko otwierając oczy.
- Będzie ci trudno jeśli nie masz określonego celu.- zachowywałem zimną krew. - Wędrówka jest łatwiejsza, szybsza i przyjemniejsza gdy się wie dokąd się idzie. A i jest mniej niebezpieczna.
- Niebezpieczna?- zapytała siadając.
Słońce już zachodziło. Szybko zleciał ten dzień.
- Tak.- kiwnąłem głową.- No wiesz... Jak zajdziesz na tereny jakiś samców mogą cię zaatakować, nie wszyscy są tak gościnni jak nasza wataha... nie mówiąc już o kłusownikach.
Wadera milczała.
- Asha jesteś upartą waderą, więc nie będę cię przekonywał żebyś została.- powiedziałem patrząc jej prosto w oczy.- I tak zrobisz to co chcesz. Jednak jesteś dla mnie bardzo ważna i zranisz mnie odejściem. Chcę żebyś wiedziała, że jeśli miałbym się z kimś związać to właśnie z tobą.
- Tia... na pewno.- rzekła markotnie.- Pewnie jak odejdę to po kilku tygodniach będziesz mieć już partnerkę.
Kiedy to wypowiedziała po jej policzkach spłynęły łzy.
- Słuchaj mnie i to uważnie.- odwróciłem się w stronę jej pyska.- Z nikim nie będę oprócz ciebie. Rozumiesz to? I nawet jeśli odejdziesz to cały czas, nieustannie dzień i noc będę na ciebie czekał. Nie ważne czy to będzie kilka tygodni, miesięcy czy nawet 15 lat. Zawsze tu będę i zawszę cię przyjmę. Zawsze, rozumiesz? To, że teraz nie jestem gotowy na związek z tobą nie znaczy, że nigdy nie będę gotowy. I pokocham cię tak bardzo jak Kiarei. Wbrew wszystkiemu wiele dla mnie znaczysz... Nie chcę żebyś odchodziła.
A potem zamilkłem. Asha wpatrywała się we mnie tymi wielkimi oczami. Potem obydwoje zaczęliśmy się pochylać w stronę naszych pyszczków aż były całkowicie blisko. Nie wiem kiedy to się stało, ale po chwili złączył nas szczery i długi pocałunek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz