Obudziłem się wcześnie rano. Thalia, mama i tata jeszcze spali więc po cichu wymknąłem się z groty i pognałem jak najdalej od centrum watahy. Rozpierała mnie energia której koniecznie musiałem się pozbyć. Pędziłem między drzewami nucąc pod nosem piosenkę. W sumie nie wiem skąd mogłem ją znać... Może tata ją śpiewał ??? Mimo, że nie zbyt rozumiałem o czym jest wiedziałem, że treści nie powinien poznać żaden szczeniak. No ale w końcu nie jestem już taki mały mam już ponad tydzień.
- Co robisz ?! - krzyknął ktoś kogo najwyraźniej potrąciłem pod czas biegu.
- Biegnę - mruknąłem zatrzymując się i patrząc z pode łba na stojącego przede mną basiora. Jeśli się nie mylę miał na imię Thresh.
- To bardziej uważaj - warknął i już chciał odejść ale go zatrzymałem.
- Bo co mi zrobisz ? - prychnąłem - Zjesz ?
- Słuchaj mały !!! - ryknął wilk - Jedyne co powstrzymuje mnie przed zabiciem to to, że jesteś Następcą Alf !!!
- Nie potrzebnie - zaśmiałem - Zawsze Thalia może zostać Alfą, no nie ? Śmiało zabij mnie. Ja nic nie stracę, a ty tylko pozbędziesz się upierdliwego malucha.
Thresh zamierzył się i już miał trzepnąć mnie łapą kiedy dookoła mnie pojawiły się płomienie. Basior krzyknął i odskoczył.
- Pogięło cię ?! - spytał z wściekłością.
- Ty wiesz... Całkiem prawdopodobne - zaśmiałem się.
Wilk pokręcił głową i odbiegł. Ja pognałem dalej. Po chwili upolowałem sobie zająca i właśnie kiedy w spokoju go konsumowałem gdzieś z daleka usłyszałem wrzask:
- BLOOD !!!
To bez wątpienia był mój "kochany" tatuś. Pewnie ten parszywy Thresh na mnie naskarżył. Niezbyt mądrze z jego strony ale cóż... Nim zajmę się potem. Dojadając w biegu zająca dotarłem po niedługim czasie do centrum watahy i zatrzymałem się przed moimi rodzicami.
- Coś nie tak ? - spytałem zadziornie. Shadow spojrzał na mnie wrogo i już wiedziałem, że dostanę straszną burę. Nie wiele mnie to jednak obchodziło. Przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz.
(Shadow ?)
środa, 30 kwietnia 2014
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Od Kiarei cd. Shadow'a
Kiedy małe zasnęły ja i Shadow cicho wymknęliśmy się z groty.
- To co robimy ? - spytał basior.
- Możemy się przejść jak masz ochotę - zaproponowałam.
- Ok - zgodził się i ruszyliśmy powoli w stronę lasu.
- Jak tam młodzież ? - jak z pod ziemi wyrósł przed nami Louis uśmiechając się promiennie.
- Śpi - uciął krótko Shadow.
- Poszły jeszcze z nami nad rzekę i Blood odkrył swoje moce - wyjaśniłam.
- Aha - mruknął najwyraźniej nie zachwycony, że nie zawołaliśmy go żeby mógł się pobawić z małymi - A jaką ma moc ?
- Ogień - odparłam - Aha i jeszcze maluchy nauczyły się mówić.
- Wow - Lou zagwizdał - Szybko się uczą.
- Tak to prawda - zgodził się Shadow.
(Shadow ? Brak weny...)
- To co robimy ? - spytał basior.
- Możemy się przejść jak masz ochotę - zaproponowałam.
- Ok - zgodził się i ruszyliśmy powoli w stronę lasu.
- Jak tam młodzież ? - jak z pod ziemi wyrósł przed nami Louis uśmiechając się promiennie.
- Śpi - uciął krótko Shadow.
- Poszły jeszcze z nami nad rzekę i Blood odkrył swoje moce - wyjaśniłam.
- Aha - mruknął najwyraźniej nie zachwycony, że nie zawołaliśmy go żeby mógł się pobawić z małymi - A jaką ma moc ?
- Ogień - odparłam - Aha i jeszcze maluchy nauczyły się mówić.
- Wow - Lou zagwizdał - Szybko się uczą.
- Tak to prawda - zgodził się Shadow.
(Shadow ? Brak weny...)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Patrzyłem zdumiony na to co zrobił właśnie mój syn. Kiarei razem z Thalią również obserwowały całą sytuację w szoku.
- Jak to zrobiłeś ?! - Zdziwiła się mała wadera.
- Odkrył swoją moc - uśmiechnąłem się.
- Dość szybko - Kiarei popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Masz racje - kiwnąłem głową.
Thalia pobiegła do brata. Kręcił się wokół niego i obserwując, czy nic mu nie jest.
- Hm ?! - Basiorek patrzył dziwnie na nią.
- To dziwne ! - Oburzyła się
- Spokojnie, na ciebie tez przyjdzie czas - wyszedłem z wody i poklepałem małą po główce.
Kiarei usiadał obok nas.
- Dużo wrażeń jak na jeden dzień...
- O tak, może wrócimy już do domu ? - popatrzyłem na maluchy, które wydawały się dość zmęczone.
- Zabierzmy je - Kiarei wzięła w pysk Blooda, a ja Thalię i kierowaliśmy się do naszej jaskini. Przez całą drogę powrotną wilczki milczały. Były ewidentnie zmęczone. Gdy weszliśmy do domu, położyliśmy ich obok siebie na miękkim mchu, a one od razu zasnęły.
Kiarei ?
- Jak to zrobiłeś ?! - Zdziwiła się mała wadera.
- Odkrył swoją moc - uśmiechnąłem się.
- Dość szybko - Kiarei popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Masz racje - kiwnąłem głową.
Thalia pobiegła do brata. Kręcił się wokół niego i obserwując, czy nic mu nie jest.
- Hm ?! - Basiorek patrzył dziwnie na nią.
- To dziwne ! - Oburzyła się
- Spokojnie, na ciebie tez przyjdzie czas - wyszedłem z wody i poklepałem małą po główce.
Kiarei usiadał obok nas.
- Dużo wrażeń jak na jeden dzień...
- O tak, może wrócimy już do domu ? - popatrzyłem na maluchy, które wydawały się dość zmęczone.
- Zabierzmy je - Kiarei wzięła w pysk Blooda, a ja Thalię i kierowaliśmy się do naszej jaskini. Przez całą drogę powrotną wilczki milczały. Były ewidentnie zmęczone. Gdy weszliśmy do domu, położyliśmy ich obok siebie na miękkim mchu, a one od razu zasnęły.
Kiarei ?
Od Luisa cd. Tessy
- Hm...pochodzę..ja..y.. - trochę zrobiło mi się głupio, ale nie chciałem tego pokazywać.
- No więc pochodzę z takiej..małej wioski, bardzo daleko stąd, takie małe beznadziejne coś..szkoda mówić.. co tam o mnie, lepiej opowiedz o sobie - uśmiechnąłem się i usiadłem obok niej.
Nie chciałem opowiadać o sobie. To chyba jedna z rzeczy których bardzo nie lubię. Z tym są związane same moje przykrości i jak o tym mówię, wszystko mi się przypomina. Nie lubię tego. Gdy wadera opowiadała ja słuchałem bacznie. Ma bardzo ciekawą historię. Na pewno o wiele lepsza od mojej. No bo, gdzie i dlaczego można spotkać takie dziwactwo jak ja ? Hmmm..raczej takich mieszanek jest mało. Trochę szkoda, może by mną tak nie pomiatali. No cóż, nie wybiera się tym kim się jest. Taki już jestem. Za dużo się przejmuję. Wszystkie myśli skupiły mi się w głowie. Potrząsnąłem głową i dalej jej słuchałem. Nie będę już o tym myślał. Tessa przecież nie wiedziała o tym, że tego nie lubię. Nie mam jej oczywiście tego za złe.
Tessa ?
- No więc pochodzę z takiej..małej wioski, bardzo daleko stąd, takie małe beznadziejne coś..szkoda mówić.. co tam o mnie, lepiej opowiedz o sobie - uśmiechnąłem się i usiadłem obok niej.
Nie chciałem opowiadać o sobie. To chyba jedna z rzeczy których bardzo nie lubię. Z tym są związane same moje przykrości i jak o tym mówię, wszystko mi się przypomina. Nie lubię tego. Gdy wadera opowiadała ja słuchałem bacznie. Ma bardzo ciekawą historię. Na pewno o wiele lepsza od mojej. No bo, gdzie i dlaczego można spotkać takie dziwactwo jak ja ? Hmmm..raczej takich mieszanek jest mało. Trochę szkoda, może by mną tak nie pomiatali. No cóż, nie wybiera się tym kim się jest. Taki już jestem. Za dużo się przejmuję. Wszystkie myśli skupiły mi się w głowie. Potrząsnąłem głową i dalej jej słuchałem. Nie będę już o tym myślał. Tessa przecież nie wiedziała o tym, że tego nie lubię. Nie mam jej oczywiście tego za złe.
Tessa ?
Od Tessy cd. Louis'a
- Niezbyt przytulnie ale gdy z tym skończę będzie o wiele lepiej. - uśmiechnęłam się siadając pod przeciwległą ścianą.
- Zdziwiłbym się gdyby było inaczej. - odwzajemnił mój uśmiech i obrócił łeb tak by widzieć "świat zewnętrzny".
- A ty gdzie mieszkasz? - zagadnęłam.
- Dosłownie parę kroków stąd.
- Pokażesz? - zapytałam dodając szybko. - O ile masz ochotę.
- Czemu nie. W końcu nie trzymam tam zwłok. - zaśmialiśmy się i wyszliśmy z mojej jaskini.
Louis rzeczywiście mieszkał parę kroków ode mnie oddalały nas dwie inne groty. Gdy wilk wszedł do swojego "mieszkania" za zatrzymałam się i czekałam, aż mnie zaprosi.
- Dlaczego nie wchodzisz? - zapytał unosząc brew
- Czekam aż mnie zaprosisz. - oświadczyłam.
- A co ty wampir?
- Dama.
- Ech... Zapraszam w moje skromne progi. - powiedział z udawanym akcentem.
- Dziękuje. - weszłam do środka i usiadłam w najbliższym kącie. - Po za tym to o wampirach to bzdury. Wcale nie trzeba ich zapraszać.
- Skąd...?
- To wiem? Moja słodka tajemnica. - samiec usiadł naprzeciw mnie tak, że swobodnie nam się rozmawiało. W końcu gdy tematy zaczęły się kończyć rzuciłam - Opowiesz mi skąd pochodzisz?
<Louis?>
- Zdziwiłbym się gdyby było inaczej. - odwzajemnił mój uśmiech i obrócił łeb tak by widzieć "świat zewnętrzny".
- A ty gdzie mieszkasz? - zagadnęłam.
- Dosłownie parę kroków stąd.
- Pokażesz? - zapytałam dodając szybko. - O ile masz ochotę.
- Czemu nie. W końcu nie trzymam tam zwłok. - zaśmialiśmy się i wyszliśmy z mojej jaskini.
Louis rzeczywiście mieszkał parę kroków ode mnie oddalały nas dwie inne groty. Gdy wilk wszedł do swojego "mieszkania" za zatrzymałam się i czekałam, aż mnie zaprosi.
- Dlaczego nie wchodzisz? - zapytał unosząc brew
- Czekam aż mnie zaprosisz. - oświadczyłam.
- A co ty wampir?
- Dama.
- Ech... Zapraszam w moje skromne progi. - powiedział z udawanym akcentem.
- Dziękuje. - weszłam do środka i usiadłam w najbliższym kącie. - Po za tym to o wampirach to bzdury. Wcale nie trzeba ich zapraszać.
- Skąd...?
- To wiem? Moja słodka tajemnica. - samiec usiadł naprzeciw mnie tak, że swobodnie nam się rozmawiało. W końcu gdy tematy zaczęły się kończyć rzuciłam - Opowiesz mi skąd pochodzisz?
<Louis?>
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Pokażmy małym jak się pływa - zaproponowałam.
- Dobra - zgodził się - Im wcześniej się wszystkiego nauczą tym lepiej.
- Chodźcie ! - zawołałam do wilczków. Thalia i Blood szybko pognały za mną i Shadow'em. Mała waderka bez wahania wskoczyła do wody lecz wilczek zatrzymał się tuż przed brzegiem rzeki.
- Chodź Blood - zachęcił go Shadow.
- Nie - warkną basiorek.
- Tak - odparła Thalia patrząc z nadzieją na brata - Das lade.
- Mówi się "dasz radę" - poprawiłam ją - Powtórz.
- Dasz radę - powiedziała całkiem wyraźnie.
- Pięknie - zachwycił się Shadow.
- No - uśmiechnęłam się - Blood ! Nie bój się.
Wilczek popatrzył niepewnie na wodę ale w końcu skoczył. Woda w około niego zapłonęła tak, że stał w płonieniach nie dotykając wody. Potem ogień delikatnie "przeniósł" Blood'a na brzeg.
(Shadow ?)
- Dobra - zgodził się - Im wcześniej się wszystkiego nauczą tym lepiej.
- Chodźcie ! - zawołałam do wilczków. Thalia i Blood szybko pognały za mną i Shadow'em. Mała waderka bez wahania wskoczyła do wody lecz wilczek zatrzymał się tuż przed brzegiem rzeki.
- Chodź Blood - zachęcił go Shadow.
- Nie - warkną basiorek.
- Tak - odparła Thalia patrząc z nadzieją na brata - Das lade.
- Mówi się "dasz radę" - poprawiłam ją - Powtórz.
- Dasz radę - powiedziała całkiem wyraźnie.
- Pięknie - zachwycił się Shadow.
- No - uśmiechnęłam się - Blood ! Nie bój się.
Wilczek popatrzył niepewnie na wodę ale w końcu skoczył. Woda w około niego zapłonęła tak, że stał w płonieniach nie dotykając wody. Potem ogień delikatnie "przeniósł" Blood'a na brzeg.
(Shadow ?)
niedziela, 27 kwietnia 2014
Od Shadow'a cd. Kiarei
To był taki słodki widok. Uśmiechnąłem się do Kiarei i oboje patrzyliśmy jak maluchy do nas dobiegły. Maluchy nie było o dziwo głodne, więc mieliśmy czas, aby zjeść nasz posiłek. Thalia i Blood bawiły się razem niedaleko nas. Na gałęzi niskiego drzewa usiadła sroka. Małe wbiły w nią wzrok. Podeszły do drzewa cały czas mając podniesione do góry pyszczki. Thalia wyszczerzyła malutkie kiełki i położyła po sobie uszy, a Blood się zjeżył. Basiorek rozejrzał się i stanął bliżej drzewa. Mała złotooka wskoczyła na niego a potem sprawnie na gałąź. Ptak od razu odwrócił głowę w jej stronę. Thalia skradała się do zwierzęcia, Blood bacznie ją obserwował. Sroka cały czas się na nią patrzyła. Nie wiedzieliśmy jak reagować z Kiarei, więc również się przyglądaliśmy. Szybkim ale nie profesjonalnym ruchem skoczyła w stronę ptaka, a ten szybko wzbił się w powietrze. Drzewo było niskie, a Blood w tym momencie wskoczył na kamień i w ostatniej chwili złapał ptaka za ogon i pociągnął go w dół. Wadera usiadła sobie na gałęzi obserwując nas z góry. Kiarei wskoczyła na drzewo i zdjęła ją bezpiecznie. Blood bawił się żyjącym ptakiem, który cały czas skrzeczał. Oh, jaki to irytujący dźwięk. Mała trochę się wyrywała, gdy tylko dotknęła łapkami podłoża od razu pobiegła do brata. Złapała srokę za skrzydło, a Bloodspill puścił wtedy jej ogon. Ptak ewidentnie był zdenerwowany i zaczął dziobać Thalię po głowie. W końcu mała puściła go a ten odleciał. Wilczki odprowadziły ją wzrokiem.
- Szybko się uczą...bardzo szybko - Mruknąłem do Kiarei.
- O tak, są godni naszych miejsc - Usiadła obok mnie.
Wilczki dalej poddały się wspólnej zabawie.
( Kiarei ? )
- Szybko się uczą...bardzo szybko - Mruknąłem do Kiarei.
- O tak, są godni naszych miejsc - Usiadła obok mnie.
Wilczki dalej poddały się wspólnej zabawie.
( Kiarei ? )
Od Kitany cd. Louisa
Oddaliłam się. Cieszyłam się, że wyjaśniłam sobie to wszystko z Louisem. Pobiegłam do swojej jaskini i zapadłam w sen.
*Następnego dnia*
Obudziłam się dość późno i przeciągnęłam każdą po kolei łapę. Wybiegłam z jaskini i pobiegłam nad Rzeczny Przesmyk.
Na miejscu pomyślałam, że mogłabym się kiedyś przejść tam dalej, wzdłuż rzeki ale nie teraz. Położyłam głowę na łapach i obserwowałam ganiające po trawie lecz nie miałam ochoty na nie polować. Leniwie ziewnęłam i podniosłam się z ziemi. Miałam zamiar poznać resztę watahy ale spotkałam tylko ptaki, jednego zająca i węża, który nie wiem po jakiego mlecza mnie ugryzł. Nie spuchło mi ugryzienie ale miałam mroczki i źle się czułam. Postanowiłam wytrzymać ale jak zaczęłam widzieć jakieś atakujące mnie smoki, doczołgałam się do Louisa i powiedziałam tylko: "wąż" i "bark" po czym czekałam, co wykombinuje Lou.
<Louis?>
*Następnego dnia*
Obudziłam się dość późno i przeciągnęłam każdą po kolei łapę. Wybiegłam z jaskini i pobiegłam nad Rzeczny Przesmyk.
Na miejscu pomyślałam, że mogłabym się kiedyś przejść tam dalej, wzdłuż rzeki ale nie teraz. Położyłam głowę na łapach i obserwowałam ganiające po trawie lecz nie miałam ochoty na nie polować. Leniwie ziewnęłam i podniosłam się z ziemi. Miałam zamiar poznać resztę watahy ale spotkałam tylko ptaki, jednego zająca i węża, który nie wiem po jakiego mlecza mnie ugryzł. Nie spuchło mi ugryzienie ale miałam mroczki i źle się czułam. Postanowiłam wytrzymać ale jak zaczęłam widzieć jakieś atakujące mnie smoki, doczołgałam się do Louisa i powiedziałam tylko: "wąż" i "bark" po czym czekałam, co wykombinuje Lou.
<Louis?>
piątek, 25 kwietnia 2014
Od Ashley cd. Bluke'a
- I co my to niby mamy robić ? - spytałam z irytacją - To bez sensu.
Wyszłam z chatki i odeszłam do pochodni tak by przyzwyczaić oczy do ciemności. Mimo, że przez parę minut stałam w mroku nie widziałam wiele więcej niż tylko czarna mgła otaczająca całe pomieszczenie. Coś musi być nie w porządku. W końcu jeśli ktoś nam to dał to przecież nie dla naszej korzyści. Musi mieć w tym jakiś cel. Może to ludzie, którzy zaraz wyskoczą z nożami i nas pozabijają ? Nie... Ludzie nie stworzyli by pola na, którym nie da się czarować. Nie umieją tego. Chyba, że wykorzystali jakąś moc rzuconą wcześniej na to miejsce albo to naturalna magia tej jaskini.
- Bluke ? - spytałam.
- Tak ? - odparł również wychodząc z domku i podchodząc do mnie.
- To co robimy ? Przecież nie możemy tu zostać i nic nie robić.
- Moim zdaniem możemy - mruknął spokojnie - Przynajmniej trochę odpoczniemy.
- A co jeśli ktoś lub coś zamierza nas zaatakować ? - zadałam kolejne pytanie.
(Bluke ? Brak weny...)
Wyszłam z chatki i odeszłam do pochodni tak by przyzwyczaić oczy do ciemności. Mimo, że przez parę minut stałam w mroku nie widziałam wiele więcej niż tylko czarna mgła otaczająca całe pomieszczenie. Coś musi być nie w porządku. W końcu jeśli ktoś nam to dał to przecież nie dla naszej korzyści. Musi mieć w tym jakiś cel. Może to ludzie, którzy zaraz wyskoczą z nożami i nas pozabijają ? Nie... Ludzie nie stworzyli by pola na, którym nie da się czarować. Nie umieją tego. Chyba, że wykorzystali jakąś moc rzuconą wcześniej na to miejsce albo to naturalna magia tej jaskini.
- Bluke ? - spytałam.
- Tak ? - odparł również wychodząc z domku i podchodząc do mnie.
- To co robimy ? Przecież nie możemy tu zostać i nic nie robić.
- Moim zdaniem możemy - mruknął spokojnie - Przynajmniej trochę odpoczniemy.
- A co jeśli ktoś lub coś zamierza nas zaatakować ? - zadałam kolejne pytanie.
(Bluke ? Brak weny...)
Od Bluke'a cd. Ashley
- Przynajmniej mógłbym cię wtedy nieść na rękach.- uśmiechnąłem się szarmancko.
- Ej!- zawołała Asha.
- No co?!- niby się oburzyłem, ale po chwili oboje szliśmy z uśmiechami na ustach.
Na początku panowało milczenie, ale potem zaczęliśmy rozmawiać.
- Masz może pomysł jakby się stąd wydostać, albo chociaż zdobyć jakieś jedzenie?- zapytałem.
- Niestety nie. Nie znam też żadnego zaklęcia na jedzenie.- odparła samica.
- Hm...... - mruknąłem.- No to wygląda, że czeka nas głodówka.
Moje futro rozjaśniało teren wokół nas. Trochę mi to przeszkadzało, gdyż świeciło jaskrawym światłem i raziło mnie w oczy. Postanowiłem to jednak wytrzymać. Nagle przed nami rozpostarła się ogromna komnata.
- Wow...- westchnęliśmy oboje.
Ostrożnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Na środku pomieszczenia stał podeścik.
- O ty patrz, skrzynka!- krzyknęła nagle Asha i pobiegła w stronę podeściku.
Fakt, na nim stała duża skrzynia. Podbiegłem do wilczycy i razem otworzyliśmy pojemnik. W środku znajdowało się:
- deski
- 2 skóry
- kilka ryb
- kilka porcji mięsa
- zapałki
- patyki nasączone naftą
- kolejna skrzyneczka.
- Co to ma oznaczać?- skrzywiła się Ashley.
- Wygląda na to, że ktoś już to zaplanował.- burknąłem i zapakowałem podarunki w jedną ze skór.
- Co ty robisz?!- krzyknęła Ash.
- Ktoś najwyraźniej chce, byśmy nie umarli z głodu i przemęczenia. - główkowałem.- Skóry posłużą nam za posłania, a deski wykorzystamy do zbudowania domu.
Nagle przestałem świecić.
- Czemu już nie świecę?- zapytałem się zdziwiony.
- Nie wiem...- burknęła wilczyca.- Spróbuję rzucić następne zaklęcie.
Po 15 minutach spojrzałem na nią z uniesioną brwią.
- I?
- Nie działa!- zbulwersowała się samica.
- Aha. Czyli jesteśmy w pomieszczeniu, gdzie najprawdopodobniej ktoś nas obserwuje, a ta powierzchnia jest odporna na magię. Okej... - wywnioskowałem.
Następnie zbudowaliśmy prowizoryczny domek. Jako latarki mięliśmy zapalone patyki, które znaleźliśmy w skrzynce. W szałasie rozłożyliśmy skóry i położyliśmy się na nich.
- Ciekawe co jest w środku tej małej skrzyneczki...- zaciekawiła się Ashley i uchyliła wieczko.- Woda!
Odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej nie umrzemy z głody i odwodnienia. Ale to może być wiele więcej niebezpieczeństw. Wyjrzałem niespokojnie przez "okno" w naszym "domku" napinając mięśnie. Czułem, że coś się święci.
<Asha?>
- Ej!- zawołała Asha.
- No co?!- niby się oburzyłem, ale po chwili oboje szliśmy z uśmiechami na ustach.
Na początku panowało milczenie, ale potem zaczęliśmy rozmawiać.
- Masz może pomysł jakby się stąd wydostać, albo chociaż zdobyć jakieś jedzenie?- zapytałem.
- Niestety nie. Nie znam też żadnego zaklęcia na jedzenie.- odparła samica.
- Hm...... - mruknąłem.- No to wygląda, że czeka nas głodówka.
Moje futro rozjaśniało teren wokół nas. Trochę mi to przeszkadzało, gdyż świeciło jaskrawym światłem i raziło mnie w oczy. Postanowiłem to jednak wytrzymać. Nagle przed nami rozpostarła się ogromna komnata.
- Wow...- westchnęliśmy oboje.
Ostrożnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Na środku pomieszczenia stał podeścik.
- O ty patrz, skrzynka!- krzyknęła nagle Asha i pobiegła w stronę podeściku.
Fakt, na nim stała duża skrzynia. Podbiegłem do wilczycy i razem otworzyliśmy pojemnik. W środku znajdowało się:
- deski
- 2 skóry
- kilka ryb
- kilka porcji mięsa
- zapałki
- patyki nasączone naftą
- kolejna skrzyneczka.
- Co to ma oznaczać?- skrzywiła się Ashley.
- Wygląda na to, że ktoś już to zaplanował.- burknąłem i zapakowałem podarunki w jedną ze skór.
- Co ty robisz?!- krzyknęła Ash.
- Ktoś najwyraźniej chce, byśmy nie umarli z głodu i przemęczenia. - główkowałem.- Skóry posłużą nam za posłania, a deski wykorzystamy do zbudowania domu.
Nagle przestałem świecić.
- Czemu już nie świecę?- zapytałem się zdziwiony.
- Nie wiem...- burknęła wilczyca.- Spróbuję rzucić następne zaklęcie.
Po 15 minutach spojrzałem na nią z uniesioną brwią.
- I?
- Nie działa!- zbulwersowała się samica.
- Aha. Czyli jesteśmy w pomieszczeniu, gdzie najprawdopodobniej ktoś nas obserwuje, a ta powierzchnia jest odporna na magię. Okej... - wywnioskowałem.
Następnie zbudowaliśmy prowizoryczny domek. Jako latarki mięliśmy zapalone patyki, które znaleźliśmy w skrzynce. W szałasie rozłożyliśmy skóry i położyliśmy się na nich.
- Ciekawe co jest w środku tej małej skrzyneczki...- zaciekawiła się Ashley i uchyliła wieczko.- Woda!
Odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej nie umrzemy z głody i odwodnienia. Ale to może być wiele więcej niebezpieczeństw. Wyjrzałem niespokojnie przez "okno" w naszym "domku" napinając mięśnie. Czułem, że coś się święci.
<Asha?>
Od Ashley cd. Bluke'a
W jednej chwili świat staną w miejscu. Chciałam odepchnąć Bluke'a w obawie, że mogę mu coś zrobić ale oczywiście on był silniejszy, a bynajmniej nie miał zamiaru ustępować. Ponieważ byłam przy ścianie nie mogłam się też wycofać. Byłam w krytycznej sytuacji. Jednak bardzo szybko spostrzegłam, że w mojej głowie nie ma już czarnej magii. Jestem w stanie myśleć trzeźwo i wiem, że nie zrobię krzywdy Bluke. Kiedy basior powoli odsunął się patrząc mi uważnie w oczy uśmiechnęłam się i tym razem to ja go pocałowałam.
- Kocham cię - mruknęłam - Ale jak coś ci się stanie i umrzesz to nie spocznę puki nie odnajdę zaklęcia które może cię ożywić.
- No... Było blisko - zaśmiał się - I wciąż jest bo jeśli się stąd nie wydostaniemy to oboje umrzemy z głodu.
- Uhum - uśmiechnęłam się - Spróbujmy się jakoś wydostać.
Ruszyliśmy przez ciemny korytarz. Ponieważ trochę boję się ciemności (to chyba jedyne czego się boję) zaczęłam szeptem mówić jedno z zaklęć ale tak żeby Bluke tego nie słyszał. Po chwili zgodnie z moimi oczekiwaniami basior zaczął świecić ciepłym blaskiem.
- Co jest ?! - krzykną zaskoczony.
- Robisz za latarkę - powiedziałam władczym tonem - Przynajmniej do czegoś się przydasz.
- No weź - zaśmiał się - To, że jesteś czarownicą nie znaczy, że możesz sobie strzelać zaklęciami gdzie popadnie.
- Nie mogę - przyznałam - Czarowanie zabiera dużo energii ale czasami nie mogę się powstrzymać. Dobrze, że ekspresja nie wysysa energii bo gdyby tak było to pewnie nie miałabym siły nawet kłapnąć szczęką.
(Bluke ? <3)
- Kocham cię - mruknęłam - Ale jak coś ci się stanie i umrzesz to nie spocznę puki nie odnajdę zaklęcia które może cię ożywić.
- No... Było blisko - zaśmiał się - I wciąż jest bo jeśli się stąd nie wydostaniemy to oboje umrzemy z głodu.
- Uhum - uśmiechnęłam się - Spróbujmy się jakoś wydostać.
Ruszyliśmy przez ciemny korytarz. Ponieważ trochę boję się ciemności (to chyba jedyne czego się boję) zaczęłam szeptem mówić jedno z zaklęć ale tak żeby Bluke tego nie słyszał. Po chwili zgodnie z moimi oczekiwaniami basior zaczął świecić ciepłym blaskiem.
- Co jest ?! - krzykną zaskoczony.
- Robisz za latarkę - powiedziałam władczym tonem - Przynajmniej do czegoś się przydasz.
- No weź - zaśmiał się - To, że jesteś czarownicą nie znaczy, że możesz sobie strzelać zaklęciami gdzie popadnie.
- Nie mogę - przyznałam - Czarowanie zabiera dużo energii ale czasami nie mogę się powstrzymać. Dobrze, że ekspresja nie wysysa energii bo gdyby tak było to pewnie nie miałabym siły nawet kłapnąć szczęką.
(Bluke ? <3)
Od Bluke'a cd. Ashley
- Ashley!- zawołałem za nią i pobiegłem w korytarz, w który skręciła ona.
Było ciemno, mokro i cuchniało stęchlizną. Pomimo to nie zatrzymywałem się. Po kilku minutach biegu zobaczyłem w ciemnym kącie małą, białą postać. Podszedłem tam. To była Ashley.
- Ashley!- zawołałem od razu.- Co ty wyprawiasz?! Oszalałaś?!
Wadera nie podniosła wzroku.
- Spójrz mi w oczy!- krzyknąłem.- Słyszysz?! Spójrz!
Samica lekko podniosła głowę.
- Jesteś dla mnie wszystkim.- odpowiedziałem natychmiast.- Nie potrafię żyć bez ciebie. Co ty za bzdury opowiadasz, że jesteś niebezpieczna?!! Nawet jeśli kiedykolwiek mnie zabijesz, to i tak będę szczęśliwy, bo wolę zginąć przy twoim boku, niż w samotności!
Z oczu Ashy pociekły łzy.
- Słyszysz mnie?
Odwróciła głowę. Ująłem jej pyszczek w łapy i pocałowałem z uczuciem.
<Ashley?>
Było ciemno, mokro i cuchniało stęchlizną. Pomimo to nie zatrzymywałem się. Po kilku minutach biegu zobaczyłem w ciemnym kącie małą, białą postać. Podszedłem tam. To była Ashley.
- Ashley!- zawołałem od razu.- Co ty wyprawiasz?! Oszalałaś?!
Wadera nie podniosła wzroku.
- Spójrz mi w oczy!- krzyknąłem.- Słyszysz?! Spójrz!
Samica lekko podniosła głowę.
- Jesteś dla mnie wszystkim.- odpowiedziałem natychmiast.- Nie potrafię żyć bez ciebie. Co ty za bzdury opowiadasz, że jesteś niebezpieczna?!! Nawet jeśli kiedykolwiek mnie zabijesz, to i tak będę szczęśliwy, bo wolę zginąć przy twoim boku, niż w samotności!
Z oczu Ashy pociekły łzy.
- Słyszysz mnie?
Odwróciła głowę. Ująłem jej pyszczek w łapy i pocałowałem z uczuciem.
<Ashley?>
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Tia - zaśmiałam się - Dobra maluchy idziemy spać!
- WTF ! - krzyknął Louis - W środku zabawy !
- No - stwierdziłam lekko rozbawiona - Ale ty dalej możesz się bawić.
- Jasne - warkną - Dobra to ja spadam. Powiedzcie jak się obudzą.
Louis odbiegł, a ja popatrzyłam za nim.
- Chyba bardzo je polubił - zaśmiał się Shadow.
- Tak - zgodziłam się - Trudno zresztą ich nie lubić.
- Dobra to ja idę coś upolować, a ty je połóż. Spotkamy się nad strumieniem ? - spytał.
- Ok - zgodziłam się biorąc młode w pysk i niosąc do groty - Idziemy spać.
- WTF - jękną Blood opierając się.
- Zaraz coś ty powiedział ?! - krzyknęłam.
- Ta WTF - dodała Thalia.
- Nie no ! - krzyknęłam - To ma być pierwsze słowo grzecznego dziecka ?
Blood i Thalia popatrzyli na mnie słodkimi oczkami po czym oboje zwinęli się w kłębki i zasnęli. Wyszłam z groty i ruszyłam w stronę rzeki. Byłam już prawie przy Shadow'ie czekającym na mnie z jedzeniem kiedy zorientowałam się, że jestem śledzona. Odwróciłam się i zobaczyłam dwa szczeniaki: Thalię i Bloodspilla. Całkiem zgrabnie biegli za mną.
- A to świnie ! - krzyknęłam nie mogąc jednak powstrzymać uśmiechu. Maluchy tak szybko się uczyły.
(Shadow ? Takie sobie... )
- WTF ! - krzyknął Louis - W środku zabawy !
- No - stwierdziłam lekko rozbawiona - Ale ty dalej możesz się bawić.
- Jasne - warkną - Dobra to ja spadam. Powiedzcie jak się obudzą.
Louis odbiegł, a ja popatrzyłam za nim.
- Chyba bardzo je polubił - zaśmiał się Shadow.
- Tak - zgodziłam się - Trudno zresztą ich nie lubić.
- Dobra to ja idę coś upolować, a ty je połóż. Spotkamy się nad strumieniem ? - spytał.
- Ok - zgodziłam się biorąc młode w pysk i niosąc do groty - Idziemy spać.
- WTF - jękną Blood opierając się.
- Zaraz coś ty powiedział ?! - krzyknęłam.
- Ta WTF - dodała Thalia.
- Nie no ! - krzyknęłam - To ma być pierwsze słowo grzecznego dziecka ?
Blood i Thalia popatrzyli na mnie słodkimi oczkami po czym oboje zwinęli się w kłębki i zasnęli. Wyszłam z groty i ruszyłam w stronę rzeki. Byłam już prawie przy Shadow'ie czekającym na mnie z jedzeniem kiedy zorientowałam się, że jestem śledzona. Odwróciłam się i zobaczyłam dwa szczeniaki: Thalię i Bloodspilla. Całkiem zgrabnie biegli za mną.
- A to świnie ! - krzyknęłam nie mogąc jednak powstrzymać uśmiechu. Maluchy tak szybko się uczyły.
(Shadow ? Takie sobie... )
Od Shadow'a cd. Kiarei
Thalia leżała na moich łapach, a Loui wpatrywał się w jej oczy.
- Weź przestań, bo załapie głupotę po tobie ! - zażartowałem.
- Pfff ! .. - Prychnął pokazując mi język.
Mała wilczyca popatrzyła to na mnie to na niego a potem znów na mnie i pokazała mi język.
- Ej !
Louis popadł w atak śmiechu. Thalia również się śmiała, a raczej popiskiwała. Kiarei uśmiechnęła się widząc całą sytuację.
- Ha ha ha ... - przewróciłem oczami.
- Dobrze mała ! Tata jest zły ! - podburzał ją Lou.
- Wylecisz na kopach zaraz - warknąłem lekko zdenerwowany.
- Wyluuuuzuj - wyszczerzył się.
Pokręciłem tylko łbem. Thalia wyrwała mi się z łap i stanęła chwiejnie na łapki. Popatrzyła na mnie i na Kiarei z uśmiechem. Zamerdała ogonem jak Louis w chwili obecnej. Zrobiła parę kroków do przodu cały czas patrząc się w niebo. Razem z Kiarei dumnie patrzyliśmy na małe. Thalia podeszła do Bloodspilla i oboje zaczęli się słodko bawić.
( Kiarei ? Brak weny O.o )
- Weź przestań, bo załapie głupotę po tobie ! - zażartowałem.
- Pfff ! .. - Prychnął pokazując mi język.
Mała wilczyca popatrzyła to na mnie to na niego a potem znów na mnie i pokazała mi język.
- Ej !
Louis popadł w atak śmiechu. Thalia również się śmiała, a raczej popiskiwała. Kiarei uśmiechnęła się widząc całą sytuację.
- Ha ha ha ... - przewróciłem oczami.
- Dobrze mała ! Tata jest zły ! - podburzał ją Lou.
- Wylecisz na kopach zaraz - warknąłem lekko zdenerwowany.
- Wyluuuuzuj - wyszczerzył się.
Pokręciłem tylko łbem. Thalia wyrwała mi się z łap i stanęła chwiejnie na łapki. Popatrzyła na mnie i na Kiarei z uśmiechem. Zamerdała ogonem jak Louis w chwili obecnej. Zrobiła parę kroków do przodu cały czas patrząc się w niebo. Razem z Kiarei dumnie patrzyliśmy na małe. Thalia podeszła do Bloodspilla i oboje zaczęli się słodko bawić.
( Kiarei ? Brak weny O.o )
Od Ashley cd. Bluke'a
Wpatrywałam się w niedźwiedzia ciągle mamrocząc słowa zaklęcia. To nie była zwykła magia, której używa się na co dzień. Tak zwana "ekspresja" uważana również za czarną magię. Bardzo łatwo wymykała się z bod kontroli, a wtedy działy się straszne rzeczy. Ryzykowałam, że nie będę panować nad tym co robię ale w końcu czego się nie robi dla ukochanego ? Po chwili niedźwiedź miotał się w powietrzu rycząc strasznie. Powoli łamałam mu każdą kosteczkę, aż w końcu umarł w męczarniach. Popatrzyłam na Bluke'a. Basior z trudem wstał i podszedł do mnie.
- Nie zbliżaj się ! - warknęłam czując, że ekspresja w pewnym stopniu panuje jeszcze nade mną i dopiero za chwilę będę wstanie trzeźwo myśleć.
- O co ci chodzi ? - spytał przytulając mnie - Już wszystko w porządku...
- Nie ! - krzyknęłam i ruchem łapy sprawiłam, że basior wzleciał w powietrze i walną w ścianę osuwając się bez życia - Nie jest dobrze !
Odetchnęłam i jeszcze raz spojrzałam na wilka. Dopiero teraz oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę co zrobiłam.
- O boże ! - krzyknęłam zaczynając płakać - Bluke ?!
Podbiegłam do basiora. Zemdlał ale mimo wszystko żył. Nigdy tego zaklęcia nie próbowałam ale postanowiłam uleczyć Bluke'a. Usiadłam przed jego ciałem i zaczęłam mamrotać zaklęcie. Skupiając się zamknęłam oczy, a gdy ponownie je otworzyłam przestając jednocześnie szeptać zaklęcie rany na boku Bluke'a zniknęły.
- Co się stało ? - spytał basior podnosząc się nieco i patrząc na mnie nieprzytomnym wzrokiem - Czemu rzuciłaś mną o ścianę ?
- Ja... - mój głos się załamał - Bluke... Ja jestem niebezpieczna. Nie powinieneś nigdzie ze mną iść ! W ogóle nie powinieneś się po mnie zbliżać ! Następnym razem cię zabiję, a nie ma zaklęcia które wskrzesza z martwych...
Nie mogłam mówić dalej bo z mojego gardła wydarł się szloch. Cofnęłam się widząc, że basior chce wstać po czym szybko uciekłam w jeden z podziemnych korytarzy.
(Bluke ?)
- Nie zbliżaj się ! - warknęłam czując, że ekspresja w pewnym stopniu panuje jeszcze nade mną i dopiero za chwilę będę wstanie trzeźwo myśleć.
- O co ci chodzi ? - spytał przytulając mnie - Już wszystko w porządku...
- Nie ! - krzyknęłam i ruchem łapy sprawiłam, że basior wzleciał w powietrze i walną w ścianę osuwając się bez życia - Nie jest dobrze !
Odetchnęłam i jeszcze raz spojrzałam na wilka. Dopiero teraz oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę co zrobiłam.
- O boże ! - krzyknęłam zaczynając płakać - Bluke ?!
Podbiegłam do basiora. Zemdlał ale mimo wszystko żył. Nigdy tego zaklęcia nie próbowałam ale postanowiłam uleczyć Bluke'a. Usiadłam przed jego ciałem i zaczęłam mamrotać zaklęcie. Skupiając się zamknęłam oczy, a gdy ponownie je otworzyłam przestając jednocześnie szeptać zaklęcie rany na boku Bluke'a zniknęły.
- Co się stało ? - spytał basior podnosząc się nieco i patrząc na mnie nieprzytomnym wzrokiem - Czemu rzuciłaś mną o ścianę ?
- Ja... - mój głos się załamał - Bluke... Ja jestem niebezpieczna. Nie powinieneś nigdzie ze mną iść ! W ogóle nie powinieneś się po mnie zbliżać ! Następnym razem cię zabiję, a nie ma zaklęcia które wskrzesza z martwych...
Nie mogłam mówić dalej bo z mojego gardła wydarł się szloch. Cofnęłam się widząc, że basior chce wstać po czym szybko uciekłam w jeden z podziemnych korytarzy.
(Bluke ?)
czwartek, 24 kwietnia 2014
Od Bluke'a cd. Ashley
- Czujesz to?- zapytała Ashley.
Zatrzymałem się i zamknąłem oczy. Do moich nozdrzy wdarł się obcy zapach.
- Wilk. Albo kilka wilków.- oznajmiłem.- I to na pewno nie z naszej watahy. Lepiej chodźmy szybciej.
Ruszyliśmy dalej. Przez cały czas czułem się obserwowany. Asha chyba też, bo chodziła cały czas spięta. Nagle stanąłem na coś niestabilnego i..... bum! Spadłem do jakiejś szczeliny i zadrapałem sobie bark. Spojrzałem do góry. Dziura była dość głęboka.
- Bluke!- zawołała przerażona Asha.
- Tu jestem!- krzyknąłem.
- A to tu, to znaczy gdzie?!- zaniepokoiła się.
Pomyślałem przez chwilę.
- Widzisz tę stertę liści po twojej prawej?!- zapytałem.
Zamiast odpowiedzi usłyszałem szum spadającego piasku. Wyciągnąłem łapy i złapałem waderę. Byliśmy cali w pyle. Ze śmiechem postawiłem samicę na ziemi i wytrzepałem się. Po chwili przestałem się śmiać, a moje źrenice zrobiły się wielkie jak spodki. Do moich nozdrzy wdarł się nieprzyjemny zapach zgnilizny. Cofnąłem się i coś chrupnęło pod moją nogą. Kość.
- Ashley, schowaj się za mną.- powiedziałem poważnym tonem.
- Bluke?- zapytała jakby chciała jeszcze dodać "Co się dzieje?".
Usłyszeliśmy charakterystyczny ryk. Niedźwiedź. Duży niedźwiedź. Napiąłem mięśnie. Nagle przed nami pojawił się ogromny, czarny, cały w bliznach niedźwiedź, stojący na dwóch łapach. Widać, że stoczył w życiu wiele walk i to on był w nich zwycięzcą. Nie ruszałem się w nadzieji, że nas nie zaatakuje. Myliłem się. Po chwili niedźwiedź z rykiem ruszył w naszą stronę, lecz zaatakował Ashley. Zareagowałem błyskawicznie. Wskoczyłem na jego grzbiet i zatopiłem kły w jego karku. Zwierz zaryczał i odwróci się w moją stronę. Wyjrzałem zza jego ramienia czy z Ashley wszystko w porządku. No całe szczęście nie miała żadnej rany. Wtedy zwierza machnęło łapą i rozdarł mi bok. Upadłem na ziemię.
- Bluke!- zawołała przerażona wadera.
Pysk niedźwiedzia znajdował się bardzo blisko mojego karku.
- Zrób coś!- krzyknąłem do mojej partnerki.
Po chwili Asha zaczęła mamrotać coś pod nosem, chyba wypowiadała jakieś zaklęcie.
<Ashley? Wybrniemy z kłopotów?>
Zatrzymałem się i zamknąłem oczy. Do moich nozdrzy wdarł się obcy zapach.
- Wilk. Albo kilka wilków.- oznajmiłem.- I to na pewno nie z naszej watahy. Lepiej chodźmy szybciej.
Ruszyliśmy dalej. Przez cały czas czułem się obserwowany. Asha chyba też, bo chodziła cały czas spięta. Nagle stanąłem na coś niestabilnego i..... bum! Spadłem do jakiejś szczeliny i zadrapałem sobie bark. Spojrzałem do góry. Dziura była dość głęboka.
- Bluke!- zawołała przerażona Asha.
- Tu jestem!- krzyknąłem.
- A to tu, to znaczy gdzie?!- zaniepokoiła się.
Pomyślałem przez chwilę.
- Widzisz tę stertę liści po twojej prawej?!- zapytałem.
Zamiast odpowiedzi usłyszałem szum spadającego piasku. Wyciągnąłem łapy i złapałem waderę. Byliśmy cali w pyle. Ze śmiechem postawiłem samicę na ziemi i wytrzepałem się. Po chwili przestałem się śmiać, a moje źrenice zrobiły się wielkie jak spodki. Do moich nozdrzy wdarł się nieprzyjemny zapach zgnilizny. Cofnąłem się i coś chrupnęło pod moją nogą. Kość.
- Ashley, schowaj się za mną.- powiedziałem poważnym tonem.
- Bluke?- zapytała jakby chciała jeszcze dodać "Co się dzieje?".
Usłyszeliśmy charakterystyczny ryk. Niedźwiedź. Duży niedźwiedź. Napiąłem mięśnie. Nagle przed nami pojawił się ogromny, czarny, cały w bliznach niedźwiedź, stojący na dwóch łapach. Widać, że stoczył w życiu wiele walk i to on był w nich zwycięzcą. Nie ruszałem się w nadzieji, że nas nie zaatakuje. Myliłem się. Po chwili niedźwiedź z rykiem ruszył w naszą stronę, lecz zaatakował Ashley. Zareagowałem błyskawicznie. Wskoczyłem na jego grzbiet i zatopiłem kły w jego karku. Zwierz zaryczał i odwróci się w moją stronę. Wyjrzałem zza jego ramienia czy z Ashley wszystko w porządku. No całe szczęście nie miała żadnej rany. Wtedy zwierza machnęło łapą i rozdarł mi bok. Upadłem na ziemię.
- Bluke!- zawołała przerażona wadera.
Pysk niedźwiedzia znajdował się bardzo blisko mojego karku.
- Zrób coś!- krzyknąłem do mojej partnerki.
Po chwili Asha zaczęła mamrotać coś pod nosem, chyba wypowiadała jakieś zaklęcie.
<Ashley? Wybrniemy z kłopotów?>
Od Kiarei cd. Shadow'a
Popatrzyłam na szczeniaki. Thalia nawet spokojnie przyjęła to, że jest trzymana w pysku i, że pokazuje się ją całej watasze, ale Blood ciągle się wiercił. Widziałam w nim wielkiego wojownika, który jest dobrym i sprawiedliwym samcem Alfa. Uśmiechnęłam się widząc jak Bloodspill wyrywa się Ashley. Tak kopał i gryzł, że wilczyca w końcu położyła delikatnie malca na skale. Ten natychmiast chciał się podnieść lecz niezbyt mu to wychodziło. Przewalał się i wywracał lecz w końcu dopiął swego i chwiejnie stanął na łapy. Popatrzył dumnie na watahę po czym uśmiechnął się.
- Uparciuch z niego - stwierdziłam.
- Będzie dobrym samcem Alfa - zgodził się Shadow - A jakie stanowisko zajmie Thalia ?
- Myślę, że powinna zostać Gammą - zaproponowałam - Takiego stanowiska jeszcze dotychczas nie było w naszej watasze no ale cóż... Co o tym sądzisz ?
- Brzmi dobrze - zaśmiał się basior - No dobra ! Wracajcie wszyscy do swoich spraw ! Myślę, że młode powinny trochę odpocząć !
Wszystkie wilki się rozeszły, a Louis i Ashley zeszli z naszej groty oddając nam małe.
- Ten Blood to straszny rozbójnik - zaśmiała się Ashley odchodząc - Zupełnie jak ja !
(Shadow ?)
- Uparciuch z niego - stwierdziłam.
- Będzie dobrym samcem Alfa - zgodził się Shadow - A jakie stanowisko zajmie Thalia ?
- Myślę, że powinna zostać Gammą - zaproponowałam - Takiego stanowiska jeszcze dotychczas nie było w naszej watasze no ale cóż... Co o tym sądzisz ?
- Brzmi dobrze - zaśmiał się basior - No dobra ! Wracajcie wszyscy do swoich spraw ! Myślę, że młode powinny trochę odpocząć !
Wszystkie wilki się rozeszły, a Louis i Ashley zeszli z naszej groty oddając nam małe.
- Ten Blood to straszny rozbójnik - zaśmiała się Ashley odchodząc - Zupełnie jak ja !
(Shadow ?)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Patrzyłem na małe ze zdumieniem. Takie dwa tycie,słodkie kluseczki. Rozpierała mnie duma. Usiadłem i zapatrzyłem się na malutką wilczycę.
- Sądzę, że będzie pasowało do niej Thalia - wpatrzyłem się w jej jeszcze ledwo otworzone ślepka.
- Dobrze, a więc Bloodspill i Thalia... Ładnie, podoba mi się - Uśmiechnęła się Kiarei.
Wataha obserwowała całą sytuację. Louis przebił się przez tłum razem z Ashley. Podeszli do Kiarei, i popatrzyli na małe, które leżały na jej łapach.
- Ale super kluchy ! - Krzyknął Lou.
- Już wiem kogo będzie można męczyć - zaśmiała się Ashley.
- Zapomnij ! - Warknęła żartobliwie Alfa.
Biała wilczyca, razem z brązowym wilkiem wzięli szczeniaki lekko w pysk i weszli na jamę. Unieśli je wysoko a cała wataha zawyła do nieba. Razem z Kiarei byliśmy bardzo dumni. Usiadłem obok niej i przytuliłem ją.
- Są piękne - z uśmiechem spojrzałem na nią, a nasze ogony się złączyły.
( Kiarei ? )
- Sądzę, że będzie pasowało do niej Thalia - wpatrzyłem się w jej jeszcze ledwo otworzone ślepka.
- Dobrze, a więc Bloodspill i Thalia... Ładnie, podoba mi się - Uśmiechnęła się Kiarei.
Wataha obserwowała całą sytuację. Louis przebił się przez tłum razem z Ashley. Podeszli do Kiarei, i popatrzyli na małe, które leżały na jej łapach.
- Ale super kluchy ! - Krzyknął Lou.
- Już wiem kogo będzie można męczyć - zaśmiała się Ashley.
- Zapomnij ! - Warknęła żartobliwie Alfa.
Biała wilczyca, razem z brązowym wilkiem wzięli szczeniaki lekko w pysk i weszli na jamę. Unieśli je wysoko a cała wataha zawyła do nieba. Razem z Kiarei byliśmy bardzo dumni. Usiadłem obok niej i przytuliłem ją.
- Są piękne - z uśmiechem spojrzałem na nią, a nasze ogony się złączyły.
( Kiarei ? )
środa, 23 kwietnia 2014
Od Kiarei cd. Shadow'a
Znów poczułam straszny ból i chyba na chwilę zemdlałam bo gdy po paru minutach ocknęłam się u mojego boku leżały dwa śliczne wilczątka. Waderka była rudo - brązowo - beżowa natomiast basiorek był czarno - kremowo - biały.
- Są śliczne - uśmiechnęła się Yume - Cała wataha zebrała się pod grotą więc możesz zanieść je na zewnątrz.
- Cała wataha ? - spytałam lekko otumaniona - Cooo... ?
- Wszyscy zebrali się żeby zobaczyć następców Alf - wyjaśniła spokojnie wadera tonem jakim zwraca się do dziecka.
- Okey, okey - mruknęłam po czym podniosłam się. Z czułością spojrzałam na młode i delikatnie chwytając je w zęby zaniosłam przed watahę.
- Jak je nazwiemy ? - spytałam patrząc na Shadow'a który mierzył małe takim wzrokiem jakby były kosmitami.
- Nie mam pojęcia - odparł nie odrywając zdumionego spojrzenia od szczeniaków.
- Hmm... - zastanowiłam się - Myślę, że basiorek mógł by mieć na imię Bloodspill. Mówiło by się na niego Blood. Co ty na to ?
- Eee... Brzmi nawet nieźle - westchnął - A mała ?
- Rusz mózgownicę i sam wymyśl - zaśmiałam się.
(Shadow ? <3)
Od Louis'a cd. Kitany
- Zawszę ci pomogę, jak coś ci się stanie - zażartowałem na koniec.
Wadera oddalała się. Wydawała się bardzo miła. Dziwne, że wszyscy jakoś w tej watasze są dla mnie tacy mili. Nasze relacje z Kitaną nie zaczęły się dobrze, ale na pewno jest świetną wilczycą. Na pewno nie jest sama..musi kogoś mieć..w sumie..sam nie wiem.. Nigdy nie interesowały mnie związki. Jestem na nią za głupi i pewnie zbyt nie poważny. Muszę się jeszcze ''wyszumieć''. Moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Głupi jestem, że pozwoliłem jej odejść. No, będe miał dużo szans żeby ją jeszcze dorwać i coś się o niej dowiedzieć. Tak po prostu czasem pogadać i pospacerować. Wszystko przed nami.
( Kitana ? Rozumiem haha, może przyjaźń? )
Wadera oddalała się. Wydawała się bardzo miła. Dziwne, że wszyscy jakoś w tej watasze są dla mnie tacy mili. Nasze relacje z Kitaną nie zaczęły się dobrze, ale na pewno jest świetną wilczycą. Na pewno nie jest sama..musi kogoś mieć..w sumie..sam nie wiem.. Nigdy nie interesowały mnie związki. Jestem na nią za głupi i pewnie zbyt nie poważny. Muszę się jeszcze ''wyszumieć''. Moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Głupi jestem, że pozwoliłem jej odejść. No, będe miał dużo szans żeby ją jeszcze dorwać i coś się o niej dowiedzieć. Tak po prostu czasem pogadać i pospacerować. Wszystko przed nami.
( Kitana ? Rozumiem haha, może przyjaźń? )
Od Shadow'a cd. Kiarei
Trochę spanikowałem jak usłyszałem, że Kiarei boli brzuch. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji i czułem się bardzo dziwnie. Gdy pobiegłem do Yume cały czas sapałem i dyszałem, ledwo mnie zrozumiała. Na początku śmiała się, jak już wykrztusiłem to co miałem powiedzieć szybko pobiegliśmy do Kiarei. Usiadłem koło drzwi i bacznie obserwowałem całą sytuację. Yume podeszła do wadery. Usiadła obok i lekko dotknęła łapą jej brzuch.
- mmmm - wymruczała wadera z uśmiechem na pysku.
- Co jest ?! - Zapytała z nie pokojem Kiarei.
- Zaczyna się - wstała i popatrzyła na mnie.
Nie miałem pojęcia jak mam się zachować, ale uśmiechnąłem się.
- Shadow, lepiej żebyś wyszedł...
- Czemu ?! Nie może zostać - popatrzyła na Yume, smutna z bólu Kiarei.
- Ja czuję się nie swojo gdy basior mnie obserwuje w takim momencie - zapewniła Yume.
- Dobrze, wyjdę- podszedłem do kochanej, pocałowałem ja w czoło i uściskałem. - Bądź dzielna - Uśmiechnąłem się i wyszedłem.
- Obiecuję - przytaknęła.
Wyszedłem z jamy. Nie mogłem pozbierać myśli. Wszystko działo się tak szybko, jeszcze niedawno ją poznałem. Pamiętam dzień naszego pierwszego spotkania i naszej pierwszej rozmowy. Tak niedawno powiedziała mi, że jest w ciąży. Prędkość tego czasu mnie denerwuje. Gdy tak kręciłem się w kółko Louis zaskoczył mnie od tyłu.
- NO SIEMA ! -Krzyknął.
- Lou ! Nie denerwuj mnie ! - oburzyłem się.
- Co jest ? Jakiś taki spięty jesteś.. - Wskoczył na mnie i zaczął skakać mi po grzbiecie. Natychmiast go z siebie zrzuciłem.
- Dzieci mi się właśnie rodzą ! - Krzyknąłem pod presją okoliczności.
- Ale suuper ! - Uradował się machając ogonem. Zawył głośno, tak aby usłyszała cała wataha.
- Zgłupiałeś ?! - Uciszyłem go zamykając mu pysk.
- Cała wataha musi wiedzieć ! - Zachowywał się jakby był bardziej uradowany niż ja. Owszem jestem uradowany, nawet nikt nie wiem jak bardzo, po prostu nie umiem tego JESZCZE pokazać.
( Kiarei ? <3333 )
- mmmm - wymruczała wadera z uśmiechem na pysku.
- Co jest ?! - Zapytała z nie pokojem Kiarei.
- Zaczyna się - wstała i popatrzyła na mnie.
Nie miałem pojęcia jak mam się zachować, ale uśmiechnąłem się.
- Shadow, lepiej żebyś wyszedł...
- Czemu ?! Nie może zostać - popatrzyła na Yume, smutna z bólu Kiarei.
- Ja czuję się nie swojo gdy basior mnie obserwuje w takim momencie - zapewniła Yume.
- Dobrze, wyjdę- podszedłem do kochanej, pocałowałem ja w czoło i uściskałem. - Bądź dzielna - Uśmiechnąłem się i wyszedłem.
- Obiecuję - przytaknęła.
Wyszedłem z jamy. Nie mogłem pozbierać myśli. Wszystko działo się tak szybko, jeszcze niedawno ją poznałem. Pamiętam dzień naszego pierwszego spotkania i naszej pierwszej rozmowy. Tak niedawno powiedziała mi, że jest w ciąży. Prędkość tego czasu mnie denerwuje. Gdy tak kręciłem się w kółko Louis zaskoczył mnie od tyłu.
- NO SIEMA ! -Krzyknął.
- Lou ! Nie denerwuj mnie ! - oburzyłem się.
- Co jest ? Jakiś taki spięty jesteś.. - Wskoczył na mnie i zaczął skakać mi po grzbiecie. Natychmiast go z siebie zrzuciłem.
- Dzieci mi się właśnie rodzą ! - Krzyknąłem pod presją okoliczności.
- Ale suuper ! - Uradował się machając ogonem. Zawył głośno, tak aby usłyszała cała wataha.
- Zgłupiałeś ?! - Uciszyłem go zamykając mu pysk.
- Cała wataha musi wiedzieć ! - Zachowywał się jakby był bardziej uradowany niż ja. Owszem jestem uradowany, nawet nikt nie wiem jak bardzo, po prostu nie umiem tego JESZCZE pokazać.
( Kiarei ? <3333 )
Od Kitany cd. Louis'a
Wilk odwrócił się i odchodził ale nagle krzyknęłam:
-Czekaj!- ruszyłam w jego stronę. Zastanawiałam się po co ale już za późno. Byłam przy nim.
-Tak?- zapytał.
-No, bo ja...Chciałam ci życzyć szczęścia. Może się jeszcze spotkamy za niedługo. Nawet na pewno bo jesteś medykiem a ja często mam problem z ranami. Więc, na razie!- pożegnałam wilka a ona odpowiedział mi tym samym. W pewnym momencie myślałam, że mogłabym z nim być ale potem okazało się że jestem starsza i tak jakoś dziwnie by było.
<Koniec. Wybacz Lou, ale wydaje mi się, że lepiej jak będziesz pisał z Tessy. Ja jestem "za stara" XD >
-Czekaj!- ruszyłam w jego stronę. Zastanawiałam się po co ale już za późno. Byłam przy nim.
-Tak?- zapytał.
-No, bo ja...Chciałam ci życzyć szczęścia. Może się jeszcze spotkamy za niedługo. Nawet na pewno bo jesteś medykiem a ja często mam problem z ranami. Więc, na razie!- pożegnałam wilka a ona odpowiedział mi tym samym. W pewnym momencie myślałam, że mogłabym z nim być ale potem okazało się że jestem starsza i tak jakoś dziwnie by było.
<Koniec. Wybacz Lou, ale wydaje mi się, że lepiej jak będziesz pisał z Tessy. Ja jestem "za stara" XD >
wtorek, 22 kwietnia 2014
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Ała - jęknęłam bo nagle poczułam straszny ból brzucha - O kurczę !
- Co jest ? - zaniepokoił się Shadow patrząc na mnie z troską.
- Nic... Po prostu... Bardzo boli mnie brzuch - wysapałam rozstawiając szerzej łapy żeby utrzymać równowagę.
- Iść po Yume ? - spytał basior.
- No. Było by miło - uśmiechnęłam się słabo. Shadow wybiegł z groty, a ja położyłam się na posłaniu. Zastanawiałam się czy już będę rodzić czy to tylko taki okres przejściowy. W sumie nawet nie zauważyłam jak czas szybko leci. Młode często już kopią, a mnie coraz trudniej jest się poruszać. W ciągu ostatnich paru dni chodziłam tylko na małe spacerki, a polowanie i wszystkie sprawy załatwiał Shadow. Po chwili w grocie pojawił się Shadow razem z Yume.
(Shadow ? Sorry, że takie krótkie)
- Co jest ? - zaniepokoił się Shadow patrząc na mnie z troską.
- Nic... Po prostu... Bardzo boli mnie brzuch - wysapałam rozstawiając szerzej łapy żeby utrzymać równowagę.
- Iść po Yume ? - spytał basior.
- No. Było by miło - uśmiechnęłam się słabo. Shadow wybiegł z groty, a ja położyłam się na posłaniu. Zastanawiałam się czy już będę rodzić czy to tylko taki okres przejściowy. W sumie nawet nie zauważyłam jak czas szybko leci. Młode często już kopią, a mnie coraz trudniej jest się poruszać. W ciągu ostatnich paru dni chodziłam tylko na małe spacerki, a polowanie i wszystkie sprawy załatwiał Shadow. Po chwili w grocie pojawił się Shadow razem z Yume.
(Shadow ? Sorry, że takie krótkie)
Od Ashley cd. Bluke'a
- Ale fajnie - stwierdziłam z uśmiechem, sprężystym krokiem pokonując nieznaną ziemię - To najlepszy dzień mojego życia !
- Gdzieś to już słyszałem - zaśmiał się basior.
- No... Jeden z najlepszych dni mojego życia - poprawiłam się szturchając lekko Bluke'a - Tak samo jak każdy, który spędzam z tobą.
- Hmm... Ze mną jest podobnie - zgodził się robiąc poważną minę. Długo jednak nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
- Wiesz jaką przed chwilą miałeś minę ? - spytałam - Coś w tym stylu.
Nadęłam policzki i zrobiłam zeza.
- Ta jasne - mruknął.
- Uhum - droczyłam się - Powinieneś iść się leczyć. Zez to niebezpieczna choroba.
- A wiesz co jest bardziej niebezpieczną chorobą ? - zaśmiał się - Wariactwo. To nawet śmiertelne. Więc jak mi się znudzisz to nie zabiję cię tylko poczekam trochę to sama umrzesz.
Zaczęłam się śmiać ale szybko przestałam. Coś było nie w porządku. Zaczęłam węszyć, aż w po chwili poczułam zapach obcego wilka.
- Nie jesteśmy tu sami - mruknęłam bacznie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu obcego.
(Bluke ?)
- Gdzieś to już słyszałem - zaśmiał się basior.
- No... Jeden z najlepszych dni mojego życia - poprawiłam się szturchając lekko Bluke'a - Tak samo jak każdy, który spędzam z tobą.
- Hmm... Ze mną jest podobnie - zgodził się robiąc poważną minę. Długo jednak nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
- Wiesz jaką przed chwilą miałeś minę ? - spytałam - Coś w tym stylu.
Nadęłam policzki i zrobiłam zeza.
- Ta jasne - mruknął.
- Uhum - droczyłam się - Powinieneś iść się leczyć. Zez to niebezpieczna choroba.
- A wiesz co jest bardziej niebezpieczną chorobą ? - zaśmiał się - Wariactwo. To nawet śmiertelne. Więc jak mi się znudzisz to nie zabiję cię tylko poczekam trochę to sama umrzesz.
Zaczęłam się śmiać ale szybko przestałam. Coś było nie w porządku. Zaczęłam węszyć, aż w po chwili poczułam zapach obcego wilka.
- Nie jesteśmy tu sami - mruknęłam bacznie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu obcego.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
- Dobra. to chodź ogłosić to Kiarei.- uśmiechnąłem się.- Jest Alfą i raczej musi wiedzieć o naszej wyprawie.
- Zgadzam się z tobą. - odpowiedziała "odrywając się" ode mnie.
Ruszyliśmy w stronę jaskini Alf. Kiarei siedziała przed grotą z Shadow'em patrząc się w niebo.
- Cześć wam!- uśmiechnąłem się witając parę.
Shadow spojrzał na mnie znaczącym spojrzeniem.
- Hej!- uśmiechnęła się Kiarei.- Jak wam się wiedzie?
Asha przytuliła się do mnie.
- Dobrze.- odpowiedziałem na pytanie Alfy.- Chcielibyśmy was poinformować, że nie będzie nas przez kilka tygodni, a nawet miesięcy.
- A co się stało?- zapytała trochę przestraszona Kiarei.
- Idziemy szukać przygód.- uśmiechnęła się Ashley.
Para Alfa wyglądała na zszokowaną.
- A no to... powodzenia.- lekko się uśmiechnęli.
Potem wróciliśmy do domu i zabraliśmy potrzebne rzeczy. Kiedy każdy z nas miał swój plecak, a w nim zapas prowiantu itp. zapytałem się Ashley:
- To w którą stronę idziemy?
- Hm... poszłabym na wschód.- odpowiedziała.
- Ok.
Ruszyliśmy na wyprawę. Kiedy wykroczyliśmy poza tereny naszej watahy serce zaczęło mi bić szybciej. Wziąłem głęboki wdech. To będzie wspaniała wędrówka, pełna niewiarygodnych przygód.
<Ashley?>
- Zgadzam się z tobą. - odpowiedziała "odrywając się" ode mnie.
Ruszyliśmy w stronę jaskini Alf. Kiarei siedziała przed grotą z Shadow'em patrząc się w niebo.
- Cześć wam!- uśmiechnąłem się witając parę.
Shadow spojrzał na mnie znaczącym spojrzeniem.
- Hej!- uśmiechnęła się Kiarei.- Jak wam się wiedzie?
Asha przytuliła się do mnie.
- Dobrze.- odpowiedziałem na pytanie Alfy.- Chcielibyśmy was poinformować, że nie będzie nas przez kilka tygodni, a nawet miesięcy.
- A co się stało?- zapytała trochę przestraszona Kiarei.
- Idziemy szukać przygód.- uśmiechnęła się Ashley.
Para Alfa wyglądała na zszokowaną.
- A no to... powodzenia.- lekko się uśmiechnęli.
Potem wróciliśmy do domu i zabraliśmy potrzebne rzeczy. Kiedy każdy z nas miał swój plecak, a w nim zapas prowiantu itp. zapytałem się Ashley:
- To w którą stronę idziemy?
- Hm... poszłabym na wschód.- odpowiedziała.
- Ok.
Ruszyliśmy na wyprawę. Kiedy wykroczyliśmy poza tereny naszej watahy serce zaczęło mi bić szybciej. Wziąłem głęboki wdech. To będzie wspaniała wędrówka, pełna niewiarygodnych przygód.
<Ashley?>
Już jestem!
Wróciłam :) Możecie teraz wysyłać opowiadania. Mam nadzieję, że wszyscy miło spędzili święta !
piątek, 18 kwietnia 2014
Uwaga!
Naprawdę bardzo was przepraszam ale wyjeżdżam na święta na wieś gdzie nie mam dostępu do komputera i nie będę mogła wstawiać ani dokańczać opowiadań. Wracam we wtorek, mam nadzieję, że wcześnie, i w tedy postaram się nadrobić zaległości. Mam nadzieję, że będziecie mieć tyle fajnej zabawy i rodzinnych zajęci, że nie będziecie mieć czasu na pisanie opowiadań xD Życzę wszystkim wesołych świąt wielkanocnych !
Pozdrawiam !
Administratorka (Alfa, Kiarei, Ashley, czy jak tam chcecie <3)
Od Shadow'a cd. Kiarei
- No w końcu ktoś nim musi być - wzruszył ramionami Louis.
- No wiadomo - zmierzwiłem mu futro na głowie.
- Dobra, zostawiam was samych... Idę opiekować się nikim, który zawsze jest u mego boku - puścił nam oczko i wyszedł z jamy.
Patrzyłem jak wychodzi, trochę zrobiło mi się go żal. Szkoda, że ma tak przegrane życie, mam nadzieje że mu się wszystko poukłada.
- On zawsze nawet z nieszczęścia robi sobie żarty ? - Kiarei popatrzyła na mnie.
- Oooo taaaaak - kiwnąłem głową.
- Z jednej strony..fajnie tak, chyba on nie przejmuje się tak wszystkim - stwierdziła.
- Możliwe, ale jestem pewny, że gdzieś w środku go to męczy - westchnąłem. - Muszę mu kogoś znaleźć !
- Będziesz bawił się w swatkę ? - zażartowała.
- Chyba nie mam wyjścia...
- Widziałam go, jak rozmawiał z Tessą, nową wilczyca w naszym stadzie..
- aaa..taa, Znam ją.. i w sumie widziałem ich razem
- A widzisz...i jeszcze z Kitaną chodził po lesie..
- To chyba jednak nie będę mu pomagał - zaśmiałem się razem z Kiarei.
( Kiarei ? lekki brak weny )
- No wiadomo - zmierzwiłem mu futro na głowie.
- Dobra, zostawiam was samych... Idę opiekować się nikim, który zawsze jest u mego boku - puścił nam oczko i wyszedł z jamy.
Patrzyłem jak wychodzi, trochę zrobiło mi się go żal. Szkoda, że ma tak przegrane życie, mam nadzieje że mu się wszystko poukłada.
- On zawsze nawet z nieszczęścia robi sobie żarty ? - Kiarei popatrzyła na mnie.
- Oooo taaaaak - kiwnąłem głową.
- Z jednej strony..fajnie tak, chyba on nie przejmuje się tak wszystkim - stwierdziła.
- Możliwe, ale jestem pewny, że gdzieś w środku go to męczy - westchnąłem. - Muszę mu kogoś znaleźć !
- Będziesz bawił się w swatkę ? - zażartowała.
- Chyba nie mam wyjścia...
- Widziałam go, jak rozmawiał z Tessą, nową wilczyca w naszym stadzie..
- aaa..taa, Znam ją.. i w sumie widziałem ich razem
- A widzisz...i jeszcze z Kitaną chodził po lesie..
- To chyba jednak nie będę mu pomagał - zaśmiałem się razem z Kiarei.
( Kiarei ? lekki brak weny )
Od Kiarei
Jak zwykle obudziłam się bardzo wcześnie. Shadow oczywiście jeszcze spał więc wymknęłam się z groty i ruszyłam przez las ciesząc się ładną pogodą. Nie było bardzo ciepło i gdyby nie mocne słońce pewnie bym marzła ale lubiłam taką pogodę. Idąc tak zobaczyłam nową wilczycę o której wczoraj mówił mi Shadow. Była to Tessa.
- Cześć - przywitałam się z uśmiechem podbiegając do wilczycy - Jesteś Tessa, co nie ? Ja mam na imię Kiarei i jestem Samicą Alfa.
- Fajnie - mruknęła wilczyca patrząc krytycznym wzrokiem na mój brzuch. No tak... Był już trochę większy i można było pomyśleć, że dużo jem i z tego powodu jestem gruba.
- Jestem w ciąży - wyjaśniłam szybko - Niezbyt przyjemne ale jakoś się trzymam.
- Współczuję - Tessa uśmiechnęła się lekko. Nie wiedzieć czemu bardzo chciałam się z nią zaprzyjaźnić. Może to dla tego, że wyglądała na wyjątkową, a może dla tego, że nie miałam zbyt wielu przyjaciół bo wszyscy traktowali mnie z rezerwą z powodu stanowiska. Ona wyraźnie nie przejmowała się tym, że jestem Alfą i to, między innymi, podobało mi się w niej.
- Kto to jest ? - spytała wilczyca wskazując na biegnącą w naszym kierunku Ashley.
- Moja siostra - wyjaśniłam - Ma trochę nie po kolei...
- Niektórzy twierdzą, że i ja jestem nie normalna - Tessa zaśmiała się cicho - Może będziemy się dobrze rozumiały.
- Według mnie jesteś fajna - stwierdziłam.
- Cześć ! - zawołała Ashley zatrzymując się przy nas - Jak leci ?
- Nie źle - odparła Tessa.
- No nie najgorzej - zgodziłam się. Ashley wyglądała jakby chciała coś powiedzieć ale nagle mina jej zbladła. Wpatrywała się w jakiś niewidoczny punkt między drzewami, a w jej oczach malowało się przerażenie.
- Co jest ? - spytałam zaskoczona, a Tessa miała równie zdziwioną minę. Ashley nawet na nas nie spojrzała tylko powoli, ostrożnie ruszyła przed siebie, ciągle nie odrywając oczu od czegoś czego nie mogłam dostrzec.
- W co ona się tak gapi ? - spytałam Tessę.
- Właśnie miałam spytać cię o to samo - mruknęła wilczyca obserwując jak Ash zatrzymuje się.
- Jesteś gotowa ? - spytała Asha. Wyglądało to jakby zwracała się do drzewa.
- WTF - jęknęłam - Jej chyba ciałkiem odbiło.
- Uhum - potwierdziła Tessa.
Nagle, zupełnie niespodziewanie Ashley upadła na ziemię i zaczęła strasznie krzyczeć. Po chwili jednak przestała i podeszła do nas.
- No więc ? - spytała starając się przybrać beztroski ton chodź nie udało jej się ukryć drżenia głosu - Wracając do tematu... O czym my to mówiłyśmy ? Aha. No więc ja też mam się nawet nie źle.
- Ashley - warknęłam - Nie udawaj, że nic się nie stało. Co to do cholery miało być ?!
- A to przez czary - wyjaśniła szybko - Czasami po prostu mi odbija.
(Tessa ? Jeśli czytałaś poprzednie opo. to wiesz o co chodzi. A może oglądałaś The Vampire Diaries ? Bo jeśli tak to Ashley jest trochę jak Bonnie (w sensie jest kotwicą) no i czarownicą)
- Cześć - przywitałam się z uśmiechem podbiegając do wilczycy - Jesteś Tessa, co nie ? Ja mam na imię Kiarei i jestem Samicą Alfa.
- Fajnie - mruknęła wilczyca patrząc krytycznym wzrokiem na mój brzuch. No tak... Był już trochę większy i można było pomyśleć, że dużo jem i z tego powodu jestem gruba.
- Jestem w ciąży - wyjaśniłam szybko - Niezbyt przyjemne ale jakoś się trzymam.
- Współczuję - Tessa uśmiechnęła się lekko. Nie wiedzieć czemu bardzo chciałam się z nią zaprzyjaźnić. Może to dla tego, że wyglądała na wyjątkową, a może dla tego, że nie miałam zbyt wielu przyjaciół bo wszyscy traktowali mnie z rezerwą z powodu stanowiska. Ona wyraźnie nie przejmowała się tym, że jestem Alfą i to, między innymi, podobało mi się w niej.
- Kto to jest ? - spytała wilczyca wskazując na biegnącą w naszym kierunku Ashley.
- Moja siostra - wyjaśniłam - Ma trochę nie po kolei...
- Niektórzy twierdzą, że i ja jestem nie normalna - Tessa zaśmiała się cicho - Może będziemy się dobrze rozumiały.
- Według mnie jesteś fajna - stwierdziłam.
- Cześć ! - zawołała Ashley zatrzymując się przy nas - Jak leci ?
- Nie źle - odparła Tessa.
- No nie najgorzej - zgodziłam się. Ashley wyglądała jakby chciała coś powiedzieć ale nagle mina jej zbladła. Wpatrywała się w jakiś niewidoczny punkt między drzewami, a w jej oczach malowało się przerażenie.
- Co jest ? - spytałam zaskoczona, a Tessa miała równie zdziwioną minę. Ashley nawet na nas nie spojrzała tylko powoli, ostrożnie ruszyła przed siebie, ciągle nie odrywając oczu od czegoś czego nie mogłam dostrzec.
- W co ona się tak gapi ? - spytałam Tessę.
- Właśnie miałam spytać cię o to samo - mruknęła wilczyca obserwując jak Ash zatrzymuje się.
- Jesteś gotowa ? - spytała Asha. Wyglądało to jakby zwracała się do drzewa.
- WTF - jęknęłam - Jej chyba ciałkiem odbiło.
- Uhum - potwierdziła Tessa.
Nagle, zupełnie niespodziewanie Ashley upadła na ziemię i zaczęła strasznie krzyczeć. Po chwili jednak przestała i podeszła do nas.
- No więc ? - spytała starając się przybrać beztroski ton chodź nie udało jej się ukryć drżenia głosu - Wracając do tematu... O czym my to mówiłyśmy ? Aha. No więc ja też mam się nawet nie źle.
- Ashley - warknęłam - Nie udawaj, że nic się nie stało. Co to do cholery miało być ?!
- A to przez czary - wyjaśniła szybko - Czasami po prostu mi odbija.
(Tessa ? Jeśli czytałaś poprzednie opo. to wiesz o co chodzi. A może oglądałaś The Vampire Diaries ? Bo jeśli tak to Ashley jest trochę jak Bonnie (w sensie jest kotwicą) no i czarownicą)
czwartek, 17 kwietnia 2014
Od Dascara cd. Evelynn
- Może chcesz się gdzieś przejść ? - spytała unosząc brew.
Spojrzałem na Evelynn, i uśmiechnąłem się szarmancko:
- Zawsze, a gdzie konkretnie? - odpowiedziałem pytaniem, spoglądając za siebie.
- Może nad jezioro? - odpowiedziała mi.
- Świetnie... - powiedziałem tajemniczo, posyłając kolejny uśmiech.
< Evelynn? >
Spojrzałem na Evelynn, i uśmiechnąłem się szarmancko:
- Zawsze, a gdzie konkretnie? - odpowiedziałem pytaniem, spoglądając za siebie.
- Może nad jezioro? - odpowiedziała mi.
- Świetnie... - powiedziałem tajemniczo, posyłając kolejny uśmiech.
< Evelynn? >
Od Ashley cd. Bluke'a
- Ja też - uśmiechnęłam się - Ale najpierw uciekniemy gdzieś daleko stąd. Co ty na to ?
- Hmm... - zastanowił się - I co byśmy robili tam gdzie byśmy uciekli ?
W jego głosie czułam rozbawienie i wiedziałam, że nie traktuje mojego pomysłu na poważnie.
- Ja naprawdę marzę przez całe życie żeby spędzić podróż pełną przygód i niebezpieczeństw. Dla tego właśnie tak dużo wędrowałam zanim tu dotarłam. Ale kiedy tylko zobaczyłam cię po raz pierwszy zrozumiałam dlaczego moje wyprawy nie dawały oczekiwanego przeze mnie rezultatu. Nie było w nich ciebie. A teraz jesteś tu ze mną i chcę żeby spełniły się moje marzenie. Więc wysil się trochę i potraktuj to na poważnie - burknęłam - Dobrze ?
- Jasne, jasne - zaśmiał się po czym pocałował mnie - Ja chcę tylko wiedzieć co będziemy robić.
- Wiesz co jest najprzyjemniejsze w przygodach ? - spytałam nieco lodowatym tonem.
- Że są niebezpieczne ? - strzelił Bluke.
- To też, ale chodzi mi o to, że nikt ich nie zaplanował. One nas zaskakują - wyjaśniłam patrząc uważnie na Bluke'a - To co idziesz ze mną czy mam odbyć kolejną samotną i nie udaną podróż ?
- A czy ja mówię, że nie chcę ? - spytał - To jest też i moje marzenie. Jedno z wielu, a wszystkie dotyczą ciebie.
- Uhum - mruknęłam gładząc basiora po miękkiej sierści i uśmiechając się do niego słodko.
(Bluke ?)
- Hmm... - zastanowił się - I co byśmy robili tam gdzie byśmy uciekli ?
W jego głosie czułam rozbawienie i wiedziałam, że nie traktuje mojego pomysłu na poważnie.
- Ja naprawdę marzę przez całe życie żeby spędzić podróż pełną przygód i niebezpieczeństw. Dla tego właśnie tak dużo wędrowałam zanim tu dotarłam. Ale kiedy tylko zobaczyłam cię po raz pierwszy zrozumiałam dlaczego moje wyprawy nie dawały oczekiwanego przeze mnie rezultatu. Nie było w nich ciebie. A teraz jesteś tu ze mną i chcę żeby spełniły się moje marzenie. Więc wysil się trochę i potraktuj to na poważnie - burknęłam - Dobrze ?
- Jasne, jasne - zaśmiał się po czym pocałował mnie - Ja chcę tylko wiedzieć co będziemy robić.
- Wiesz co jest najprzyjemniejsze w przygodach ? - spytałam nieco lodowatym tonem.
- Że są niebezpieczne ? - strzelił Bluke.
- To też, ale chodzi mi o to, że nikt ich nie zaplanował. One nas zaskakują - wyjaśniłam patrząc uważnie na Bluke'a - To co idziesz ze mną czy mam odbyć kolejną samotną i nie udaną podróż ?
- A czy ja mówię, że nie chcę ? - spytał - To jest też i moje marzenie. Jedno z wielu, a wszystkie dotyczą ciebie.
- Uhum - mruknęłam gładząc basiora po miękkiej sierści i uśmiechając się do niego słodko.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
To pytanie całkowicie zbiło mnie z tropu. Szczeniaki?
- Lubie szczeniaki.- odparłem.- Nawet bardzo.
Ashley wyglądała jakby miała westchnąć z ulgą.
- A chciałbyś je mieć?- zapytała ponownie.
Znów zalała mnie fala zdziwienia.
- Oczywiście, że tak!- zawołałem. - A dlaczego się pytasz? Jesteś zazdrosna o Kiarei?
Wadera milczała. Najwidoczniej zastanawiała się nad odpowiedzią.
- No wiesz...- szepnęła.- Fajnie by było mieć takie słodkie brzdące, które biegają po jaskini... Bałam się, że nie podzielisz mojej opinii o dzieciach...
Zamarłem.
- Dlaczego tak myślałaś?!- zdziwiłem się.- Bardzo chciałbym mieć szczeniaki, w szczególności z tobą...
<Ashley? To jak będzie? <3>
- Lubie szczeniaki.- odparłem.- Nawet bardzo.
Ashley wyglądała jakby miała westchnąć z ulgą.
- A chciałbyś je mieć?- zapytała ponownie.
Znów zalała mnie fala zdziwienia.
- Oczywiście, że tak!- zawołałem. - A dlaczego się pytasz? Jesteś zazdrosna o Kiarei?
Wadera milczała. Najwidoczniej zastanawiała się nad odpowiedzią.
- No wiesz...- szepnęła.- Fajnie by było mieć takie słodkie brzdące, które biegają po jaskini... Bałam się, że nie podzielisz mojej opinii o dzieciach...
Zamarłem.
- Dlaczego tak myślałaś?!- zdziwiłem się.- Bardzo chciałbym mieć szczeniaki, w szczególności z tobą...
<Ashley? To jak będzie? <3>
Od Ashley cd. Bluke'a
- Czy tobie nie przeszkadza, że wszyscy uważają, że jestem wariatką ? - spytałam.
- Nie - odparł z uśmiechem - Dla mnie nie liczy się zdanie innych na twój temat. Lubię cię taką jaka jesteś i nie zmieni tego niczyja opinia.
- Fajnie - uśmiechnęłam się - A jak minie parę lat i zacznie mi jeszcze bardziej odbijać ?
W sumie nigdy dotąd nie zdawałam sobie sprawy jaką cenę ma uprawianie magii.
- To będę cię kochał tak samo mocno albo nawet bardziej - zaśmiał się po czym mnie pocałował.
- A... Mam jeszcze jedno kluczowe pytanie - zaczęłam niepewnie.
- No - zachęcił mnie.
- Co sądzisz na temat szczeniaków - wypaliłam. Bałam się poruszać ten temat bo chciałam pobyć sobie z Bluke, wybrać się gdzieś daleko i przeżyć przygody które potem moglibyśmy opowiadać dzieciom, ale nie wiedziałam co on o tym sądzi. Z drugiej jednak strony to opiekowanie się moją siostrą było fajne i wyobrażałam sobie jak by to było gdybym miała szczeniaki i to nimi się tak opiekowała.
(Bluke ??? <3)
- Nie - odparł z uśmiechem - Dla mnie nie liczy się zdanie innych na twój temat. Lubię cię taką jaka jesteś i nie zmieni tego niczyja opinia.
- Fajnie - uśmiechnęłam się - A jak minie parę lat i zacznie mi jeszcze bardziej odbijać ?
W sumie nigdy dotąd nie zdawałam sobie sprawy jaką cenę ma uprawianie magii.
- To będę cię kochał tak samo mocno albo nawet bardziej - zaśmiał się po czym mnie pocałował.
- A... Mam jeszcze jedno kluczowe pytanie - zaczęłam niepewnie.
- No - zachęcił mnie.
- Co sądzisz na temat szczeniaków - wypaliłam. Bałam się poruszać ten temat bo chciałam pobyć sobie z Bluke, wybrać się gdzieś daleko i przeżyć przygody które potem moglibyśmy opowiadać dzieciom, ale nie wiedziałam co on o tym sądzi. Z drugiej jednak strony to opiekowanie się moją siostrą było fajne i wyobrażałam sobie jak by to było gdybym miała szczeniaki i to nimi się tak opiekowała.
(Bluke ??? <3)
Od Bluke'a cd. Ashley
Wzdrygnąłem się. Okropieństwo. Współczuję Ashley, że musi przez to przechodzić.
- Okropność.- powiedziałem.- Co powiesz na to, by wybrać się naszej groty?
Uśmiechnąłem się szarmancko. Cieszę się i to bardzo, że Asha zgodziła się zostać moją partnerką. Jest cudna.
- Jestem jak najbardziej za.- przytaknęła.- Jestem trochę zmęczona. Przecież całą noc nie spaliśmy.
Ruszyliśmy do naszej już wspólnej jaskini. Szliśmy wolno, nie było powodu by się śpieszyć. Kiedy dotarliśmy n miejsce Asha położyła się na miękkim futrze, a ja tuż obok niej.
- Przykro mi z powodu, że jesteś kotwicą...- szepnąłem.- Nie zasługujesz na takie cierpienia...
Wadera nic nie odpowiedziała.
- Spałeś kiedyś w dzień?- zapytała po chwili.
- Szczerze, to nie.- przyznałem.- A ty?
- Też nie.
Leżeliśmy tak w ciszy, a ja zacząłem się bawić białym futerkiem Ashley. Było takie czyste i puszyste. Robiłem łapami okrężne ruchy masując jej ciało, a kiedy skończyłem zacząłem bawić się jej grzywką robiąc coś w stylu loków.
- Świetne masujesz- zaśmiała się samica.
- Hm?- udawałem, że nie wiem o co je chodzi.
W odpowiedzi wadera cmoknęła mnie w policzek. Uśmiechnąłem się pełen satysfakcji.
- Bluke?- zaczęła po chwili.
<Ashley? ♥>
- Okropność.- powiedziałem.- Co powiesz na to, by wybrać się naszej groty?
Uśmiechnąłem się szarmancko. Cieszę się i to bardzo, że Asha zgodziła się zostać moją partnerką. Jest cudna.
- Jestem jak najbardziej za.- przytaknęła.- Jestem trochę zmęczona. Przecież całą noc nie spaliśmy.
Ruszyliśmy do naszej już wspólnej jaskini. Szliśmy wolno, nie było powodu by się śpieszyć. Kiedy dotarliśmy n miejsce Asha położyła się na miękkim futrze, a ja tuż obok niej.
- Przykro mi z powodu, że jesteś kotwicą...- szepnąłem.- Nie zasługujesz na takie cierpienia...
Wadera nic nie odpowiedziała.
- Spałeś kiedyś w dzień?- zapytała po chwili.
- Szczerze, to nie.- przyznałem.- A ty?
- Też nie.
Leżeliśmy tak w ciszy, a ja zacząłem się bawić białym futerkiem Ashley. Było takie czyste i puszyste. Robiłem łapami okrężne ruchy masując jej ciało, a kiedy skończyłem zacząłem bawić się jej grzywką robiąc coś w stylu loków.
- Świetne masujesz- zaśmiała się samica.
- Hm?- udawałem, że nie wiem o co je chodzi.
W odpowiedzi wadera cmoknęła mnie w policzek. Uśmiechnąłem się pełen satysfakcji.
- Bluke?- zaczęła po chwili.
<Ashley? ♥>
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Wiecie co ? - spytałam podsładzając ton mojego głosu - To może wy zajmujcie się sobą nawzajem, a my będziemy robić co nam się podoba ?
- Piątka ! - zaśmiał się Shadow i oboje przybiliśmy łapy - Skoro macie taką potrzebę zajmowania się kimś możecie ją wyładowywać na kimś innym.
- Hej ! - jęknął Louis - To było wredne.
- Poza tym ! - krzyknęła - Tak dla waszej wiadomości mam partnera ! A jakbym miała potrzebę zajmowania się kimś to zajęłabym się albo Bluke albo sobą ! Nie mam potrzeby zajmowania się kimś tylko po prostu się o was martwię. To wszystko !
Zanim zdążyliśmy coś powiedzieć wilczyca wybiegła z groty.
- Czy jej zrobiło się przykro ? - spytałam zaskoczona - Przecież powinna wiedzieć, że ją lubimy.
- Myślę, że pierwszy raz w życiu kimś się zajmowała i robiła to z własnej chęci - mruknął Shadow.
- No i nie zapominajmy, że to wariatka więc może coś jej nagle strzeliło do głowy i sobie odbiegła - rozmyślał Louis.
- I kto to mówi ! - zakpił Shadow.
- Zamknij się ! Też masz nie po kolei więc siedź cicho ! - odgryzł się i chodź starał się przybrać obrażoną minę nie uszło mojej uwadze, że się uśmiecha.
- Każdy na swój sposób ma nie równo pod sufitem - stwierdziłam - Każdy kto ma dobrego przyjaciela jest chodź trochę nie normalny. Bo to właśnie na błędach opiera się prawdziwa przyjaźń, a pod czas popełniania błędów, każdy może nieco zwariować.
- Mówisz jak psycholog - zaśmiał się Shadow.
- Jak psychopata ! - ryknął Louis.
- A oto gatunek na wymarciu ! - mruknęłam pokazując łapą na Lou - Ostatni okaz półgłówka !
(Shadow ?)
- Piątka ! - zaśmiał się Shadow i oboje przybiliśmy łapy - Skoro macie taką potrzebę zajmowania się kimś możecie ją wyładowywać na kimś innym.
- Hej ! - jęknął Louis - To było wredne.
- Poza tym ! - krzyknęła - Tak dla waszej wiadomości mam partnera ! A jakbym miała potrzebę zajmowania się kimś to zajęłabym się albo Bluke albo sobą ! Nie mam potrzeby zajmowania się kimś tylko po prostu się o was martwię. To wszystko !
Zanim zdążyliśmy coś powiedzieć wilczyca wybiegła z groty.
- Czy jej zrobiło się przykro ? - spytałam zaskoczona - Przecież powinna wiedzieć, że ją lubimy.
- Myślę, że pierwszy raz w życiu kimś się zajmowała i robiła to z własnej chęci - mruknął Shadow.
- No i nie zapominajmy, że to wariatka więc może coś jej nagle strzeliło do głowy i sobie odbiegła - rozmyślał Louis.
- I kto to mówi ! - zakpił Shadow.
- Zamknij się ! Też masz nie po kolei więc siedź cicho ! - odgryzł się i chodź starał się przybrać obrażoną minę nie uszło mojej uwadze, że się uśmiecha.
- Każdy na swój sposób ma nie równo pod sufitem - stwierdziłam - Każdy kto ma dobrego przyjaciela jest chodź trochę nie normalny. Bo to właśnie na błędach opiera się prawdziwa przyjaźń, a pod czas popełniania błędów, każdy może nieco zwariować.
- Mówisz jak psycholog - zaśmiał się Shadow.
- Jak psychopata ! - ryknął Louis.
- A oto gatunek na wymarciu ! - mruknęłam pokazując łapą na Lou - Ostatni okaz półgłówka !
(Shadow ?)
Od Louisa cd. Tessy
- Niee no.. Skąd ! Nie miał.. - Pokręcił głową - Po prostu on nie lubi gdy ktoś nieznajomy wchodzi mu od co do domu.
- Ahh..Przepraszam - powiedziała obojętnie wadera.
- Tak, Shadow jest dość rygorystycznym do nowych, ale jest wspaniałym wilkiem.. i bardzo dużym.. gdyby nie był moim przyjacielem, nie chciałbym mieć go za przeciwnika, ale wiesz co.. jako wataha jesteśmy bardzo zżyci ze sobą, więc na pewno się tu zadomowisz - uśmiechnąłem się do niej.
- Cieszę się - odparła.
Skoro już dołączyła do nas postanowiłem pokazać jej całe nasze terytorium. Spacerowaliśmy prawie cały dzień. Opowiadałem szczegółowo o całym terytorium, tak jak pierwszym razem zrobiła to Kiarei, podczas gdy mi to opowiadała. Czasem zastanawiałem się, czy jej nie nudzę..pewnie tak. Nie rozmawiałem nigdy tak długo z waderami, może dlatego, że byłem zawsze odtrącany ? i w końcu byłem ''lisem'' więc mnie przeganiano. Tak więc nie wiem o czym mogłem jej innym mówić. Starałem się opowiadać jak najciekawiej. Gdy pokazałem jej już wszystko, postanowiłem odprowadzić ją do jej domu. Najpierw zaszliśmy jeszcze raz do domu Alf, tam poznała Kiarei. Alfa powiedziała mi, do którego domu mam ją zaprowadzić i tak zrobiłem. Był niedaleko. Niedaleko była dawna jama Shadow'a w której obecnie mieszkam Ja. Czyli tak jakby będziemy mieszkać blisko siebie. Dotarliśmy.
- Proszę, to tu - usiadłem.
( Tessa ? )
- Ahh..Przepraszam - powiedziała obojętnie wadera.
- Tak, Shadow jest dość rygorystycznym do nowych, ale jest wspaniałym wilkiem.. i bardzo dużym.. gdyby nie był moim przyjacielem, nie chciałbym mieć go za przeciwnika, ale wiesz co.. jako wataha jesteśmy bardzo zżyci ze sobą, więc na pewno się tu zadomowisz - uśmiechnąłem się do niej.
- Cieszę się - odparła.
Skoro już dołączyła do nas postanowiłem pokazać jej całe nasze terytorium. Spacerowaliśmy prawie cały dzień. Opowiadałem szczegółowo o całym terytorium, tak jak pierwszym razem zrobiła to Kiarei, podczas gdy mi to opowiadała. Czasem zastanawiałem się, czy jej nie nudzę..pewnie tak. Nie rozmawiałem nigdy tak długo z waderami, może dlatego, że byłem zawsze odtrącany ? i w końcu byłem ''lisem'' więc mnie przeganiano. Tak więc nie wiem o czym mogłem jej innym mówić. Starałem się opowiadać jak najciekawiej. Gdy pokazałem jej już wszystko, postanowiłem odprowadzić ją do jej domu. Najpierw zaszliśmy jeszcze raz do domu Alf, tam poznała Kiarei. Alfa powiedziała mi, do którego domu mam ją zaprowadzić i tak zrobiłem. Był niedaleko. Niedaleko była dawna jama Shadow'a w której obecnie mieszkam Ja. Czyli tak jakby będziemy mieszkać blisko siebie. Dotarliśmy.
- Proszę, to tu - usiadłem.
( Tessa ? )
Od Shadow'a cd. Kiarei
Cały czas byłem przytomny, po prostu miałem zamknięte oczy i udawałem, że śpię. Słyszałem jak Louis gadał z Ashley, jak gratulował jej nowego związku..ehh.. czy on musi do wszystkich się podlizywać ? W sumie miał ciężkie życie to fakt, ale bez przesady. Nie wytrzymałem, musiałem już wstać. Nie lubię się nad sobą użalać. Szybkim ruchem podparłem się i usiadłem. Owszem, zabolało mnie to, ale nie pokazywałem bólu.
- Co ty kretynie wyprawiasz ?! - wydarł się Louis.
- Zamknij się - wymamrotałem.
- Ahh... jak zawsze miły, no super..czyli dochodzi do siebie ! - pokiwał pyskiem.
Kiarei wciągnęła połowę zdobyczy do jamy. Ashley od razu zareagowała.
- Siostra ! miałaś się nie przemęczać ! - Złapała zwierzę za nogi i wciągnęła całkiem do groty.
- Nie przesadzaj mam jeszcze wystarczająco sił na łosia ! - oburzyła się.
- Kocham jak damy się kłócą - patrzył z ciekawością na pysku.
Obie spojrzały się na niego z wyrzutem a ten schował się za mną, wychylił tylko głowę z nieśmiałym uśmiechem.
- Shadow, nie powinieneś odpoczywać? - Kiarei podeszła do mnie.
- Kochanie, mógłbym powiedzieć to samo...
- Jakie to słodkie - westchnął Lou.
- Też jej to mówię, ale w ogóle mnie nie słucha ! - Ashley fuknęła zwracając się do siostry.
- Shadow, połóż się ! - Lou chciał mnie zmusić, ale bez skutecznie.
- Oboje są okropnie uparci !
- Pasują do siebie jak ulał - pokręcił oczami.
Kiarei uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek.
- Tak czy siak musimy się wami opiekować, razem pewnie możecie zrobić jakieś głupstwa ! - stwierdziła Ashley a Lou ją poparł.
Kiarei się zaśmiała a ja lekko uśmiechnąłem.
( Kiarei ? )
- Co ty kretynie wyprawiasz ?! - wydarł się Louis.
- Zamknij się - wymamrotałem.
- Ahh... jak zawsze miły, no super..czyli dochodzi do siebie ! - pokiwał pyskiem.
Kiarei wciągnęła połowę zdobyczy do jamy. Ashley od razu zareagowała.
- Siostra ! miałaś się nie przemęczać ! - Złapała zwierzę za nogi i wciągnęła całkiem do groty.
- Nie przesadzaj mam jeszcze wystarczająco sił na łosia ! - oburzyła się.
- Kocham jak damy się kłócą - patrzył z ciekawością na pysku.
Obie spojrzały się na niego z wyrzutem a ten schował się za mną, wychylił tylko głowę z nieśmiałym uśmiechem.
- Shadow, nie powinieneś odpoczywać? - Kiarei podeszła do mnie.
- Kochanie, mógłbym powiedzieć to samo...
- Jakie to słodkie - westchnął Lou.
- Też jej to mówię, ale w ogóle mnie nie słucha ! - Ashley fuknęła zwracając się do siostry.
- Shadow, połóż się ! - Lou chciał mnie zmusić, ale bez skutecznie.
- Oboje są okropnie uparci !
- Pasują do siebie jak ulał - pokręcił oczami.
Kiarei uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek.
- Tak czy siak musimy się wami opiekować, razem pewnie możecie zrobić jakieś głupstwa ! - stwierdziła Ashley a Lou ją poparł.
Kiarei się zaśmiała a ja lekko uśmiechnąłem.
( Kiarei ? )
Od Ashley cd. Bluke'a
- Hmm... - zastanowiłam się - W sumie to nie lubię mojej groty. Możemy zamieszkać w twojej ?
- Ok - zgodził się - Mi pasuje.
- To fajnie - uśmiechnęła się Kiarei - To ja lecę na polowanie.
- A nie masz przypadkiem odpoczywać ? - warknęłam na nią.
- E tam ! Czuję się świetnie - zaśmiała się wilczyca i pognała w stronę lasu.
- O tam stoi jakiś wilk - wskazałam łapą na szaro-czarnego basiora - Macha do mnie.
- Gdzie ? - spytał zaskoczony Bluke wpatrując się w polany na tle których stał wilk.
- Zaraz - jęknęłam przerażona - Ty go nie widzisz ?
- Nie. Nie wiem w ogóle co mam widzieć... Czekaj czy on nie żyje ? - Bluke też zrozumiał o co chodzi - Dasz sobie radę ?
- Tak - odparłam - Ale wolałabym znaleźć się w jakimś mniej widocznym miejscu.
Oboje ruszyliśmy w stronę lasu, a wilk za nami.
- Ok - westchnęłam stając pośród drzew - Tu nas raczej nikt nie zauważy.
- Co zamierzasz zrobić ? - spytał - Stać i czekać aż do ciebie przyjdzie ?
- Nie - stwierdziłam - Porozmawiam z nim. Może się boi albo coś... Jakbym ja umierała chciałabym żeby ktoś ze mną porozmawiał i wsparł mnie.
Podeszłam do wilka i uśmiechnęłam się.
- Ty nie żyjesz, prawda ? - spytałam nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Tak, ale nie chcę przechodzić na drugą stronę - szepnął - Czy to boli ?
- Nie - uspokoiłam go - Nic nie poczujesz.
Wyciągnęłam łapę w stronę wilka, a ten szybko, jakby bojąc się skutku, chwycił za nią. W jednej chwili wilk zniknął, a ja padłam na ziemię krzycząc. Po paru minutach wszystko ucichło i ból odpłynął.
- Ten to miał bolesną śmierć - jęknęłam starając się jednocześnie uśmiechnąć - Zgaduję, że ktoś powoli, nie śpiesząc się pozbawił jego ciało całej krwi.
(Bluke ?)
- Ok - zgodził się - Mi pasuje.
- To fajnie - uśmiechnęła się Kiarei - To ja lecę na polowanie.
- A nie masz przypadkiem odpoczywać ? - warknęłam na nią.
- E tam ! Czuję się świetnie - zaśmiała się wilczyca i pognała w stronę lasu.
- O tam stoi jakiś wilk - wskazałam łapą na szaro-czarnego basiora - Macha do mnie.
- Gdzie ? - spytał zaskoczony Bluke wpatrując się w polany na tle których stał wilk.
- Zaraz - jęknęłam przerażona - Ty go nie widzisz ?
- Nie. Nie wiem w ogóle co mam widzieć... Czekaj czy on nie żyje ? - Bluke też zrozumiał o co chodzi - Dasz sobie radę ?
- Tak - odparłam - Ale wolałabym znaleźć się w jakimś mniej widocznym miejscu.
Oboje ruszyliśmy w stronę lasu, a wilk za nami.
- Ok - westchnęłam stając pośród drzew - Tu nas raczej nikt nie zauważy.
- Co zamierzasz zrobić ? - spytał - Stać i czekać aż do ciebie przyjdzie ?
- Nie - stwierdziłam - Porozmawiam z nim. Może się boi albo coś... Jakbym ja umierała chciałabym żeby ktoś ze mną porozmawiał i wsparł mnie.
Podeszłam do wilka i uśmiechnęłam się.
- Ty nie żyjesz, prawda ? - spytałam nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Tak, ale nie chcę przechodzić na drugą stronę - szepnął - Czy to boli ?
- Nie - uspokoiłam go - Nic nie poczujesz.
Wyciągnęłam łapę w stronę wilka, a ten szybko, jakby bojąc się skutku, chwycił za nią. W jednej chwili wilk zniknął, a ja padłam na ziemię krzycząc. Po paru minutach wszystko ucichło i ból odpłynął.
- Ten to miał bolesną śmierć - jęknęłam starając się jednocześnie uśmiechnąć - Zgaduję, że ktoś powoli, nie śpiesząc się pozbawił jego ciało całej krwi.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
- Hehehe- zaśmiałem się i przytuliłem wilczycę. - Chyba musimy pójść ogłosić to Alfie.
- Chyba masz rację.- wilczyca pocałowała mnie w policzek.
- To chodźmy.
Ruszyliśmy w stronę jaskini Kiarei. Jak się okazało stała ona przed wejściem.
- Cześć wam!- krzyknęła na nasz widok.- Co was do mnie sprowadza?
Aby uwiarygodnić to co mięliśmy jej do powiedzenia obięliśmy się.
- Chcielibyśmy poinformować cię, że zostaliśmy parą.- powiedziałem.
- Wow!- krzyknęła uradowana.- Gratuluje!
Uśmiechnęliśmy się lekko.
- To w której jaskini zamieszkacie?- zapytała się nas.
Popatrzyłem pytająco na Ashley.
<Ashley? Brak weny :< >
- Chyba masz rację.- wilczyca pocałowała mnie w policzek.
- To chodźmy.
Ruszyliśmy w stronę jaskini Kiarei. Jak się okazało stała ona przed wejściem.
- Cześć wam!- krzyknęła na nasz widok.- Co was do mnie sprowadza?
Aby uwiarygodnić to co mięliśmy jej do powiedzenia obięliśmy się.
- Chcielibyśmy poinformować cię, że zostaliśmy parą.- powiedziałem.
- Wow!- krzyknęła uradowana.- Gratuluje!
Uśmiechnęliśmy się lekko.
- To w której jaskini zamieszkacie?- zapytała się nas.
Popatrzyłem pytająco na Ashley.
<Ashley? Brak weny :< >
Od Tessy cd. Louisa
- Tak sama. - odparłam poprawiając bandanę na szyi i ukradkiem spoglądając na zdziwioną minę wilka. - To aż tak nienormalne u Was?
- Nie, że nienormalne, ale... Wilki, które podróżują same wyglądają na obłąkane, a Ciebie można wziąć za okaz zdrowia. - wyjaśnił ciut nieśmiało.
- Cóż, nie mówiłam, że podróżowałam sama. - uśmiechnęłam się - Dzięki mojej mocy łatwo mogłam dostosować się do otoczenia i wślizgnąć się do czyjegoś stada.
- No chyba, że tak... Chodź zaprowadzę Cię do Alf. - zaproponował, na co ja tylko przytaknęłam głową.
Staliśmy przed jaskinią alf. Spojrzałam wesoło na Louisa, który chciał mi coś jeszcze powiedzieć, ale ja pewna siebie przekroczyłam próg pieczary. Tyłem do mnie, lekko pochylony stał biały wilk z czarnymi... piórami? Wow... Tego jeszcze nie było.
- Tessa czekaj. - zawołał za mną Lou (a taki sobie skrót na jego imię wymyśliłam) i już stał obok mnie.
Biały basior, który zdawał się wcześniej mnie nie zauważyć odwrócił się gwałtownie i spiorunował mnie wzrokiem. On również się większy ode mnie, nawet od Louisa. Tutaj chyba rzeczywiście mieszkają giganty.
- Kim jesteś? - zapytał ostrym tonem.
- Panna Theresa, ale wolę Tessa. - ukłoniłam się z uśmiechem ignorując jego ton.
- Nie żartuj sobie z Shadowa, to alfa. - przelotnie szepnął mi na ucho Louis, który wychodził z jaskini.
- Czekaj. - odezwał się samiec alfa tym razem łagodnie... ale do Lou. - Ty ją tutaj przyprowadziłeś?
- No tak... Szukała watahy i w ogóle. - jęknął samiec.
- I tak po prostu ją tutaj przyprowadziłeś?
- Wiesz, gdy ją znalazłem myślałem, że jest martwa. Jako medyk chciałem jej pomóc.
- Halo! - podniosłam głos, gdyż nienawidzę gdy ktoś mówi o mnie tak jakby mnie obok nie było. - Panowie ja wciąż tutaj jestem. Panie Alfo Louis chciał być po prostu miły.
- Jasne rozumiem to. - odparł przyjaźnie.
Czułam się dziwnie, bo przez chwilę miałam wrażenie że jestem jakimś rodzajem... problemu.
- Czekaj pogubiłam się. To znaczy, że mogę dołączyć czy nie?
- Tak, ale nie zrób nic żebym żałował tej decyzji.
- Tak jest sieur. - odparłam kryjąc zadowolenie, a następnie wychodząc z jaskini.
Louis przez chwilę rozmawiał z Shadowem więc poczekałam na niego na zewnątrz. Chciałam z nim jeszcze przez chwilę porozmawiać. Gdy wyszedł z jaskini podbiegłam do niego.
- Przepraszam, że Shadow miał Ci za złe, że mnie tutaj przyprowadziłeś. - powiedziałam mrużąc oczy przed rażącym światłem.
<Louis?>
- Nie, że nienormalne, ale... Wilki, które podróżują same wyglądają na obłąkane, a Ciebie można wziąć za okaz zdrowia. - wyjaśnił ciut nieśmiało.
- Cóż, nie mówiłam, że podróżowałam sama. - uśmiechnęłam się - Dzięki mojej mocy łatwo mogłam dostosować się do otoczenia i wślizgnąć się do czyjegoś stada.
- No chyba, że tak... Chodź zaprowadzę Cię do Alf. - zaproponował, na co ja tylko przytaknęłam głową.
Staliśmy przed jaskinią alf. Spojrzałam wesoło na Louisa, który chciał mi coś jeszcze powiedzieć, ale ja pewna siebie przekroczyłam próg pieczary. Tyłem do mnie, lekko pochylony stał biały wilk z czarnymi... piórami? Wow... Tego jeszcze nie było.
- Tessa czekaj. - zawołał za mną Lou (a taki sobie skrót na jego imię wymyśliłam) i już stał obok mnie.
Biały basior, który zdawał się wcześniej mnie nie zauważyć odwrócił się gwałtownie i spiorunował mnie wzrokiem. On również się większy ode mnie, nawet od Louisa. Tutaj chyba rzeczywiście mieszkają giganty.
- Kim jesteś? - zapytał ostrym tonem.
- Panna Theresa, ale wolę Tessa. - ukłoniłam się z uśmiechem ignorując jego ton.
- Nie żartuj sobie z Shadowa, to alfa. - przelotnie szepnął mi na ucho Louis, który wychodził z jaskini.
- Czekaj. - odezwał się samiec alfa tym razem łagodnie... ale do Lou. - Ty ją tutaj przyprowadziłeś?
- No tak... Szukała watahy i w ogóle. - jęknął samiec.
- I tak po prostu ją tutaj przyprowadziłeś?
- Wiesz, gdy ją znalazłem myślałem, że jest martwa. Jako medyk chciałem jej pomóc.
- Halo! - podniosłam głos, gdyż nienawidzę gdy ktoś mówi o mnie tak jakby mnie obok nie było. - Panowie ja wciąż tutaj jestem. Panie Alfo Louis chciał być po prostu miły.
- Jasne rozumiem to. - odparł przyjaźnie.
Czułam się dziwnie, bo przez chwilę miałam wrażenie że jestem jakimś rodzajem... problemu.
- Czekaj pogubiłam się. To znaczy, że mogę dołączyć czy nie?
- Tak, ale nie zrób nic żebym żałował tej decyzji.
- Tak jest sieur. - odparłam kryjąc zadowolenie, a następnie wychodząc z jaskini.
Louis przez chwilę rozmawiał z Shadowem więc poczekałam na niego na zewnątrz. Chciałam z nim jeszcze przez chwilę porozmawiać. Gdy wyszedł z jaskini podbiegłam do niego.
- Przepraszam, że Shadow miał Ci za złe, że mnie tutaj przyprowadziłeś. - powiedziałam mrużąc oczy przed rażącym światłem.
<Louis?>
Od Will'a cd. Konan
Patrzyłem na waderę. Jeszcze nigdy nie spotkałem wilka, który ronił łzy na wspomnienia. Konan od początku była cicha, ale nigdy bym nie pomyślał, że to z powodu tak tragicznej przeszłości. Chciałem ją jakoś pocieszyć (niestety nie jestem w tym najlepszy) więc usiadłem obok niej próbując objąć ją ramieniem. Jednak nie wiedziałem jak zrobić to tak... skrycie, prawie niezauważalnie więc wyszło trochę pokracznie.
- Em... Will... Co robisz? - zapytała ścierając łzy.
- Chciałem Cię pocieszyć. Objąć ramieniem, czy coś, ale wyszedł mi raczej taniec dzikiej kaczki. - mruknąłem ostatecznie krzyżując łapy na piersi.
- Heh... Nie musisz mnie pocieszać. Wystarczy, że mnie wysłuchałeś nie umierając przy tym z nudów. - punkt dla mnie, uśmiechnęła się
- Jeżeli to ma Ci poprawić humor to wyznam Ci, że ja znalazłem się w tej watasze, ponieważ mnie wygnano, a tę decyzję poparła nawet moja matka. - powiedziałem patrząc pustym wzrokiem w ścianę. - Ale mam to w głębokim poważaniu, bo żyje się dalej. Twoi bracia na pewno nie chcieli by byś zadręczała się ich śmiercią. W końcu Yahiko - spojrzałem pytająco na waderę, ponieważ niezbyt mam pamięć do imion, ta na szczęście przytaknęła twierdząco łbem - nie dał Ci przepustki na wolność tylko po to byś zmarnowała swoje życie.
- Chyba... Chyba nie. - odparła po chwili ciszy.
Zaczęło się robić nudno, czego nienawidzę, ale przynajmniej Konan już nie płakała.
- Cóż panienko Konan. Zaczyna się robić ciemno, czy mogę odprowadzić panienkę pod grotę? - zapytałem z uśmiechem, wadera zrobiła grymas na twarzy i wstała.
- Nie nazywaj mnie panienką! - krzyknęła również z uśmiechem. - I tak. Zezwalam na odprowadzenie mnie do jaskini.
- E tam... Nie potrafisz mówić jak szlachta. - zaśmialiśmy się, a następnie poszliśmy w stronę jej jaskini.
Staliśmy pod jaskinią wadery i rozmawialiśmy, gdy zechciało mi się ziewnąć.
- No to chyba na mnie już pora. - mruknąłem kilkukrotnie mrugając.
- Dobranoc. - powiedziała wchodząc do środka jaskini, lecz zanim zniknęła z gardła wyrwało mi się parę słów.
- Zapolujemy jutro razem? Na śniadanie?
<Konan?>
- Em... Will... Co robisz? - zapytała ścierając łzy.
- Chciałem Cię pocieszyć. Objąć ramieniem, czy coś, ale wyszedł mi raczej taniec dzikiej kaczki. - mruknąłem ostatecznie krzyżując łapy na piersi.
- Heh... Nie musisz mnie pocieszać. Wystarczy, że mnie wysłuchałeś nie umierając przy tym z nudów. - punkt dla mnie, uśmiechnęła się
- Jeżeli to ma Ci poprawić humor to wyznam Ci, że ja znalazłem się w tej watasze, ponieważ mnie wygnano, a tę decyzję poparła nawet moja matka. - powiedziałem patrząc pustym wzrokiem w ścianę. - Ale mam to w głębokim poważaniu, bo żyje się dalej. Twoi bracia na pewno nie chcieli by byś zadręczała się ich śmiercią. W końcu Yahiko - spojrzałem pytająco na waderę, ponieważ niezbyt mam pamięć do imion, ta na szczęście przytaknęła twierdząco łbem - nie dał Ci przepustki na wolność tylko po to byś zmarnowała swoje życie.
- Chyba... Chyba nie. - odparła po chwili ciszy.
Zaczęło się robić nudno, czego nienawidzę, ale przynajmniej Konan już nie płakała.
- Cóż panienko Konan. Zaczyna się robić ciemno, czy mogę odprowadzić panienkę pod grotę? - zapytałem z uśmiechem, wadera zrobiła grymas na twarzy i wstała.
- Nie nazywaj mnie panienką! - krzyknęła również z uśmiechem. - I tak. Zezwalam na odprowadzenie mnie do jaskini.
- E tam... Nie potrafisz mówić jak szlachta. - zaśmialiśmy się, a następnie poszliśmy w stronę jej jaskini.
Staliśmy pod jaskinią wadery i rozmawialiśmy, gdy zechciało mi się ziewnąć.
- No to chyba na mnie już pora. - mruknąłem kilkukrotnie mrugając.
- Dobranoc. - powiedziała wchodząc do środka jaskini, lecz zanim zniknęła z gardła wyrwało mi się parę słów.
- Zapolujemy jutro razem? Na śniadanie?
<Konan?>
Od Ashley cd. Bluke'a
- Aaaaa !!! - wrzasnęłam śmiejąc się jednocześnie - Oczywiście, że tak !!!
Rzuciłam się na Bluke'a przewracając go i całując namiętnie.
- Nie ma takiego słowa które określało by to jak bardzo cię kocham - zaśmiałam się. Szybko się podniosłam pozwalając Bluke wstać bo uświadomiłam sobie, że przyszliśmy tu żeby oglądać wschód słońca, a nie całować się.
- O jeju ! - zaśmiałam się - Ale jestem szczęśliwa !!!
- Ja też - przyznał Bluke ze śmiechem - Nigdy chyba nie widziałem wilka czy wilczycy który cieszy się w sposób taki jak ty.
- To ja cieszę się w jakiś specjalny ? - spytałam zaskoczona.
- No - potwierdził - Zawsze masz w sobie dużo energii ale kiedy się cieszysz to boję się, że zaraz eksplodujesz !
- Ooo... - byłam kompletnie zaskoczona - Ja... Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Ale faktycznie czuję się tak jakbym mogła przebiec cały świat dookoła i nie zmęczyć się ani trochę.
(Bluke ?)
Rzuciłam się na Bluke'a przewracając go i całując namiętnie.
- Nie ma takiego słowa które określało by to jak bardzo cię kocham - zaśmiałam się. Szybko się podniosłam pozwalając Bluke wstać bo uświadomiłam sobie, że przyszliśmy tu żeby oglądać wschód słońca, a nie całować się.
- O jeju ! - zaśmiałam się - Ale jestem szczęśliwa !!!
- Ja też - przyznał Bluke ze śmiechem - Nigdy chyba nie widziałem wilka czy wilczycy który cieszy się w sposób taki jak ty.
- To ja cieszę się w jakiś specjalny ? - spytałam zaskoczona.
- No - potwierdził - Zawsze masz w sobie dużo energii ale kiedy się cieszysz to boję się, że zaraz eksplodujesz !
- Ooo... - byłam kompletnie zaskoczona - Ja... Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Ale faktycznie czuję się tak jakbym mogła przebiec cały świat dookoła i nie zmęczyć się ani trochę.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
Uśmiechnąłem się.
- Chodź się przejść.- zaproponowałem.- Cała noc nam zleciała na gadaniu i tańczeniu. Już świta.
- Naprawdę?- zdziwiła się wadera.
- Tak.- odpowiedziałem.- Będzie śliczny wschód słońca. Musimy się pośpieszyć, jeśli chcemy go zobaczyć.
Wybiegliśmy z groty i popędziliśmy na Wzgórza Zorzy tam będzie chyba najładniej i najdokładniej widać wschód słońca.
- No Wzgórza Zorzy!- krzyknąłem radośnie biegnąc.
- Kto pierwszy ten lepszy!- zawołała Asha startując jak strzała.
Nie pozostałem w tyle zbyt długo. Po chwili dogoniłem samicę ale nie zdołałem jej wyprzedzić. Wyścig skończył się remisem. Usiedliśmy dysząc i śmiejąc się w niebo głosy.
-Ci!- szepnęła Ashley.- Zaczyna się!
Uspokoiliśmy się i czekaliśmy. Po kilku minutach słońce zaczęło powoli wychylać się zza horyzontu, wysyłając cienkie promyki ogrzewające nas. Czułem jakby nikt poza nami nie istniał na tym świecie.
- Ale tu pięknie...- rozmarzyła się Asha.
- Fakt...
Zapadło milczenie. Widok zapierał dech w piersi. Zdecydowałem się na ostateczny krok.
- Ashley, chciałbym ci coś powiedzieć.- szepnąłem odwracając się w jej stronę.
Serce biło mi jak młotem. Byłem poddenerwowany, ale szczęśliwy.
- Tak?- zachęciła mnie.
- Długo nad tym myślałem... Kocham cię Ashley.- wyznałem.- Chciałbym się ciebie zapytać czy... czy chciałabyś zostać moją partnerką?
<Asha? <3 ♥♥>
- Chodź się przejść.- zaproponowałem.- Cała noc nam zleciała na gadaniu i tańczeniu. Już świta.
- Naprawdę?- zdziwiła się wadera.
- Tak.- odpowiedziałem.- Będzie śliczny wschód słońca. Musimy się pośpieszyć, jeśli chcemy go zobaczyć.
Wybiegliśmy z groty i popędziliśmy na Wzgórza Zorzy tam będzie chyba najładniej i najdokładniej widać wschód słońca.
- No Wzgórza Zorzy!- krzyknąłem radośnie biegnąc.
- Kto pierwszy ten lepszy!- zawołała Asha startując jak strzała.
Nie pozostałem w tyle zbyt długo. Po chwili dogoniłem samicę ale nie zdołałem jej wyprzedzić. Wyścig skończył się remisem. Usiedliśmy dysząc i śmiejąc się w niebo głosy.
-Ci!- szepnęła Ashley.- Zaczyna się!
Uspokoiliśmy się i czekaliśmy. Po kilku minutach słońce zaczęło powoli wychylać się zza horyzontu, wysyłając cienkie promyki ogrzewające nas. Czułem jakby nikt poza nami nie istniał na tym świecie.
- Ale tu pięknie...- rozmarzyła się Asha.
- Fakt...
Zapadło milczenie. Widok zapierał dech w piersi. Zdecydowałem się na ostateczny krok.
- Ashley, chciałbym ci coś powiedzieć.- szepnąłem odwracając się w jej stronę.
Serce biło mi jak młotem. Byłem poddenerwowany, ale szczęśliwy.
- Tak?- zachęciła mnie.
- Długo nad tym myślałem... Kocham cię Ashley.- wyznałem.- Chciałbym się ciebie zapytać czy... czy chciałabyś zostać moją partnerką?
<Asha? <3 ♥♥>
Od Ashley cd. Bluke'a
- Po pierwsze nigdy nie chciałabym żebyś tak cierpiał, po drugie po przełożeniu klątwy musiałabym umrzeć żeby wilk na którego została nałożona został kotwicą (nie chce mi się już dawać cudzysłowów więc będę pisać bez nich), a po trzecie musiał byś być czarownikiem żeby móc przejąć klątwę. Z tego co wiem to wilki władające wrodzonymi mocami nie mogą przejąć klątwy - mruknęłam - Mam tylko nadzieję, że na świecie nie ma zbyt dużo czarownic lub czarowników i że ich hobby nie jest podrzynanie sobie gardeł nawzajem. Ta już nie żywa czarownica mówiła, że to udręka ale w sumie nie było tak źle. Do bólu się przyzwyczaję, a co do tego, że będę widziała duchy to innych kłopot, że będą mnie uważali za wariatkę.
- Czy inni wiedzą o tym, że jesteś kotwicą ? - spytał Bluke.
- Nie. I wolę, żeby nikt poza tobą nie wiedział o tym - mruknęłam - Niech myślą, że to, że czasami krzyczę i dostaje dreszczy albo rozmawiam "sama ze sobą" to dla tego, że jestem nie normalna.
- Dobra - zgodził się - Jak chcesz ale ja na twoim miejscu wolał bym powiedzieć o tym wszystkim.
- Eee... Wtedy na mój widok będą mówić: "Idzie kotwica ! Umarł ktoś ostatnio ?" - zaśmiałam się.
(Bluke ?)
- Czy inni wiedzą o tym, że jesteś kotwicą ? - spytał Bluke.
- Nie. I wolę, żeby nikt poza tobą nie wiedział o tym - mruknęłam - Niech myślą, że to, że czasami krzyczę i dostaje dreszczy albo rozmawiam "sama ze sobą" to dla tego, że jestem nie normalna.
- Dobra - zgodził się - Jak chcesz ale ja na twoim miejscu wolał bym powiedzieć o tym wszystkim.
- Eee... Wtedy na mój widok będą mówić: "Idzie kotwica ! Umarł ktoś ostatnio ?" - zaśmiałam się.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
-Ashley!- zawołałem pełen przerażenia kiedy wadera upadła na podłogę i zaczęła krzyczeć.
Nie wiedziałem co robić. Ashley krzyczała, trzęsła się, a z jej oczu kapały łzy. Podbiegłem do niej i złapałem za ramiona. Po chwili samica przestała krzyczeć ale nadal się trzęsła.
- Ci... - szepnąłem i pogładziłem ją po głowie.- Już po wszystkim....
Asha przestała się trząść.
- Zosta....łam... ko...ootwi...cą...- wycharczała.
- Cichutko.- uspokajałem ją.- Nic nie mów.
- Bluke...
- Tak?
- Nie opuścisz mnie, prawda?- zapytała patrząc na mnie ze łzami w oczach.
- Nie opuszczę.- obiecałem.- Nigdy, przenigdy cię nie zostawię. Zawsze będę przy tobie.
Siedziałem przytulając ją przez kilkanaście minut dopóki wadera całkowicie się nie uspokoiła.
- Co się stało?- zapytałem spokojnie patrząc jej w oczy.
- Jestem kotwicą...- szepnęła. Teraz zawsze będę cierpieć...
- Nie możesz się tego jakoś pozbyć?- zapytałem poddenerwowany i smutny.- Nie możesz przełożyć tego na jakiegoś innego wilka? Nie możesz przełożyć tego na mnie? Albo chociaż żebyś połowę przełożyła na mnie. Ashley proszę...
<Ashley?>
Nie wiedziałem co robić. Ashley krzyczała, trzęsła się, a z jej oczu kapały łzy. Podbiegłem do niej i złapałem za ramiona. Po chwili samica przestała krzyczeć ale nadal się trzęsła.
- Ci... - szepnąłem i pogładziłem ją po głowie.- Już po wszystkim....
Asha przestała się trząść.
- Zosta....łam... ko...ootwi...cą...- wycharczała.
- Cichutko.- uspokajałem ją.- Nic nie mów.
- Bluke...
- Tak?
- Nie opuścisz mnie, prawda?- zapytała patrząc na mnie ze łzami w oczach.
- Nie opuszczę.- obiecałem.- Nigdy, przenigdy cię nie zostawię. Zawsze będę przy tobie.
Siedziałem przytulając ją przez kilkanaście minut dopóki wadera całkowicie się nie uspokoiła.
- Co się stało?- zapytałem spokojnie patrząc jej w oczy.
- Jestem kotwicą...- szepnęła. Teraz zawsze będę cierpieć...
- Nie możesz się tego jakoś pozbyć?- zapytałem poddenerwowany i smutny.- Nie możesz przełożyć tego na jakiegoś innego wilka? Nie możesz przełożyć tego na mnie? Albo chociaż żebyś połowę przełożyła na mnie. Ashley proszę...
<Ashley?>
Od Ashley cd. Bluke'a
- Wow - westchnęłam po czym zaczęłam tańczyć. Bluke pięknie śpiewał. Przy ostatnich słowach piosenki:
"For angels to fly
Angels to fly
To fly, fly
For angels to fly, to fly, to fly
Or angels to die"
Popatrzył na mnie uśmiechając się. Kiedy skończył śpiewać przytulił mnie, a potem pocałował.
- To było piękne - uśmiechnęłam się.
- Dzięki - zaśmiał się - Mam tylko nadzieję, że nikogo nie obudziłem.
- Jeśli ktoś przez sen usłyszał twój głos i miał koszmary z pewnością zmieniły się one w dobre sny - zapewniłam go.
- Tak myślisz ? - spytał uśmiechając się.
- Jestem pewna - odparłam. Uśmiechnęłam się do Bluke'a ale gdy zwróciłam głowę w jego kierunku mój uśmiech momentalnie zbladł. Za Bluke stała wilczyca-czarodziejka będąca "kotwicą". Najwyraźniej jednak właśnie umarła i "kotwicą" zostałam ja.
- Bluke - wyszeptałam pełna przerażenia - Zostałam kotwicą.
- Co ? O co ci chodzi ? - spytał zdziwiony podążając za moim wzrokiem w kierunku ducha którego oczywiście nie widział.
- Jedna z wilczyc-czarownic właśnie umarła - szepnęłam cofając się gwałtownie, aż tylnymi łapami przylegałam do ściany groty. Wilczyca podeszła do mnie.
- Witaj słonko - uśmiechnęła się - Cieszę się, że już nie żyję. Bycie "kotwicą" to największa męka jaką można doświadczyć.
Zaśmiała się jak wariatka po czym dotknęła mnie. W tym samym momencie poczułam straszny ból. Krzyknęłam i runęłam na ziemię zwijając się z bólu. Z moich oczu polały się łzy. Po paru minutach ból ustał, a ja leżałam tylko na zimnej podłodze trzęsąc się z przerażenia.
(Bluke ?)
"For angels to fly
Angels to fly
To fly, fly
For angels to fly, to fly, to fly
Or angels to die"
Popatrzył na mnie uśmiechając się. Kiedy skończył śpiewać przytulił mnie, a potem pocałował.
- To było piękne - uśmiechnęłam się.
- Dzięki - zaśmiał się - Mam tylko nadzieję, że nikogo nie obudziłem.
- Jeśli ktoś przez sen usłyszał twój głos i miał koszmary z pewnością zmieniły się one w dobre sny - zapewniłam go.
- Tak myślisz ? - spytał uśmiechając się.
- Jestem pewna - odparłam. Uśmiechnęłam się do Bluke'a ale gdy zwróciłam głowę w jego kierunku mój uśmiech momentalnie zbladł. Za Bluke stała wilczyca-czarodziejka będąca "kotwicą". Najwyraźniej jednak właśnie umarła i "kotwicą" zostałam ja.
- Bluke - wyszeptałam pełna przerażenia - Zostałam kotwicą.
- Co ? O co ci chodzi ? - spytał zdziwiony podążając za moim wzrokiem w kierunku ducha którego oczywiście nie widział.
- Jedna z wilczyc-czarownic właśnie umarła - szepnęłam cofając się gwałtownie, aż tylnymi łapami przylegałam do ściany groty. Wilczyca podeszła do mnie.
- Witaj słonko - uśmiechnęła się - Cieszę się, że już nie żyję. Bycie "kotwicą" to największa męka jaką można doświadczyć.
Zaśmiała się jak wariatka po czym dotknęła mnie. W tym samym momencie poczułam straszny ból. Krzyknęłam i runęłam na ziemię zwijając się z bólu. Z moich oczu polały się łzy. Po paru minutach ból ustał, a ja leżałam tylko na zimnej podłodze trzęsąc się z przerażenia.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
- Mniej więcej- uśmiechnąłem się.
- To dobrze.
- Hm... skoro nie chce ci się spać, mnie też nie, to co możemy porobić?- zapytałem się.
- Może teraz ty opowiesz mi coś o sobie?- wadera zrobiła maślane oczy.- Tak właściwie to nic o tobie nie wiem.
- Hm...- mruknąłem.- W sumie mogę ci opowiedzieć.
Na chwilę zamilkłem przywołując dawne wspomnienia.
- Jestem sierotą.- zacząłem.- Nie znam moich rodziców. Żyłem sam przez 6 miesięcy, rządząc się własnymi prawami, mieszkając na łonie natury. Potem znaleźli mnie ludzie i przygarnęli. Myśleli, że jestem porzuconym szczeniakiem psa więc podarowali mnie na prezent pewnemu chłopcu o imieniu Akisha, który miał 14 lat. Kochałem go, a on kochał mnie. Spacerował ze mną po lasach, bawił się ze mną. Rósł on i rosłem ja. Akisha dobrze wiedział, że nie jestem psem. Nie wiem jak się dowiedział, ale od początku wiedział, że jestem szczenięciem wilka i to o magicznych mocach. Dlatego nie dziwił się, że nie chcę jeść karmy, którą mnie karmili i pozwalał mi wybywać na polowania. Kiedy dorosłem do 3,5 roku moje rozmiary były dość duże, większe niż u normalnego psa. Wtedy rodzice Akishy zaczęli się o niego bać i postanowili mnie zastrzelić. Uciekłem i dotarłem tu. - zakończyłem.
- Nie miałeś łatwo.- stwierdziła Asha.
- Tak właściwie to żyło mi się tam dobrze.- mruknąłem. - Akisha wiedział jak o mnie dbać.
Teraz zapadła cisza.
- Hm...- zastanowiłem się.- Zatańczysz?
Wyciągnąłem łapę w stronę wadery.
- Skąd weźmiesz muzykę?- zaśmiała się.- Tańczyć do rytmu wiatru nie jest zbyt przyjemnie.
Uśmiechnąłem się tajemniczo i zacząłem śpiewać:
<Ashley?>
- To dobrze.
- Hm... skoro nie chce ci się spać, mnie też nie, to co możemy porobić?- zapytałem się.
- Może teraz ty opowiesz mi coś o sobie?- wadera zrobiła maślane oczy.- Tak właściwie to nic o tobie nie wiem.
- Hm...- mruknąłem.- W sumie mogę ci opowiedzieć.
Na chwilę zamilkłem przywołując dawne wspomnienia.
- Jestem sierotą.- zacząłem.- Nie znam moich rodziców. Żyłem sam przez 6 miesięcy, rządząc się własnymi prawami, mieszkając na łonie natury. Potem znaleźli mnie ludzie i przygarnęli. Myśleli, że jestem porzuconym szczeniakiem psa więc podarowali mnie na prezent pewnemu chłopcu o imieniu Akisha, który miał 14 lat. Kochałem go, a on kochał mnie. Spacerował ze mną po lasach, bawił się ze mną. Rósł on i rosłem ja. Akisha dobrze wiedział, że nie jestem psem. Nie wiem jak się dowiedział, ale od początku wiedział, że jestem szczenięciem wilka i to o magicznych mocach. Dlatego nie dziwił się, że nie chcę jeść karmy, którą mnie karmili i pozwalał mi wybywać na polowania. Kiedy dorosłem do 3,5 roku moje rozmiary były dość duże, większe niż u normalnego psa. Wtedy rodzice Akishy zaczęli się o niego bać i postanowili mnie zastrzelić. Uciekłem i dotarłem tu. - zakończyłem.
- Nie miałeś łatwo.- stwierdziła Asha.
- Tak właściwie to żyło mi się tam dobrze.- mruknąłem. - Akisha wiedział jak o mnie dbać.
Teraz zapadła cisza.
- Hm...- zastanowiłem się.- Zatańczysz?
Wyciągnąłem łapę w stronę wadery.
- Skąd weźmiesz muzykę?- zaśmiała się.- Tańczyć do rytmu wiatru nie jest zbyt przyjemnie.
Uśmiechnąłem się tajemniczo i zacząłem śpiewać:
<Ashley?>
Od Ashley cd. Bluke'a
- Więc to był podstęp ? - spytał Bluke ze śmiechem.
- Możliwe - mruknęłam - Zawsze dostaję to czego chcę.
- Właśnie widzę - uśmiechnął się znów mnie całując.
- Jest bosko - stwierdziłam kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie - To najlepsza noc mojego życia.
- Uhum - przytaknął basior uśmiechając się wredne - Nie jest źle.
- Ujdzie, nie ? - zaśmiałam się po czym westchnęłam z zadowolenia przymykając oczy.
- Ashley ? - spytał przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie.
- No ? - odparłam otwierając oczy i wodząc wzrokiem po jego pysku, a trzeba przyznać, że był czadowy.
- Opowiedz mi coś o sobie. Wiem tyle, że trafiłaś do trzech czarownic, a potem jak ci się znudziły to uciekłaś i trafiłaś tu - mruknął.
- Hmm... No więc to były straszne świruski - zaśmiałam się - Ja pewnie też kiedyś taka będę. W każdym razie kiedy tylko do nich przybyłam stwierdziły, że jestem urodzoną czarodziejką i że nauczą mnie czarów. No więc uczyły mnie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jedna z nich ma na sobie coś w rodzaju klątwy. Wiesz co się dzieje jak umrze wilczyca-czarownica ?
- Nie - odparł - Idzie do nieba ?
- Niestety ale nie - mruknęłam - Przechodzi na "drugą stronę". To coś w rodzaju krainy. Duchy trafiają tam po przez dotknięcie "kotwicy" czyli wilczycy-czarownicy która jest obłożona klątwą, tak jak ta u której się uczyłam. Zmarłe wilki mogą przechodzić do naszego świata ale nikt niech nie widzi, oprócz "kotwicy". Wilczyca z klątwą może też rozmawiać ze zmarłymi.
- A dlaczego nazywa się ją "kotwicą" ? - zainteresował się Bluke.
- Ponieważ jest czymś co nie pozwala duchom być widzialnymi w naszym świecie i robić szkód. Ogólnie czarownice mają na celu zachowywanie harmonii we wszechświecie, a "kotwica" zachowuje równowagę między żywymi, a martwymi czarownicami. Jedna z tych trzech wilczyc które nauczyły mnie czarów była właśnie "kotwicą". Zanim odeszłam od nich ona nałożyła klątwę na mnie. Kiedy ona umrze ja zostanę "kotwicą" i będę musiała przełożyć klątwę dalej. Kiedy już zostanę "kotwicą" będę jeszcze bardziej zwariowana. Za każdym razem kiedy umrze jakaś czarownica dotykając mnie i przechodząc na "drugą stronę" przekłada na mnie ból swojej śmierci. Czasami będę więc krzyczeć z bólu albo rozmawiać z czymś czego według was nie ma - wyjaśniłam - Mam nadzieję, że wszystko rozumiesz.
(Bluke ?)
- Możliwe - mruknęłam - Zawsze dostaję to czego chcę.
- Właśnie widzę - uśmiechnął się znów mnie całując.
- Jest bosko - stwierdziłam kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie - To najlepsza noc mojego życia.
- Uhum - przytaknął basior uśmiechając się wredne - Nie jest źle.
- Ujdzie, nie ? - zaśmiałam się po czym westchnęłam z zadowolenia przymykając oczy.
- Ashley ? - spytał przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie.
- No ? - odparłam otwierając oczy i wodząc wzrokiem po jego pysku, a trzeba przyznać, że był czadowy.
- Opowiedz mi coś o sobie. Wiem tyle, że trafiłaś do trzech czarownic, a potem jak ci się znudziły to uciekłaś i trafiłaś tu - mruknął.
- Hmm... No więc to były straszne świruski - zaśmiałam się - Ja pewnie też kiedyś taka będę. W każdym razie kiedy tylko do nich przybyłam stwierdziły, że jestem urodzoną czarodziejką i że nauczą mnie czarów. No więc uczyły mnie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jedna z nich ma na sobie coś w rodzaju klątwy. Wiesz co się dzieje jak umrze wilczyca-czarownica ?
- Nie - odparł - Idzie do nieba ?
- Niestety ale nie - mruknęłam - Przechodzi na "drugą stronę". To coś w rodzaju krainy. Duchy trafiają tam po przez dotknięcie "kotwicy" czyli wilczycy-czarownicy która jest obłożona klątwą, tak jak ta u której się uczyłam. Zmarłe wilki mogą przechodzić do naszego świata ale nikt niech nie widzi, oprócz "kotwicy". Wilczyca z klątwą może też rozmawiać ze zmarłymi.
- A dlaczego nazywa się ją "kotwicą" ? - zainteresował się Bluke.
- Ponieważ jest czymś co nie pozwala duchom być widzialnymi w naszym świecie i robić szkód. Ogólnie czarownice mają na celu zachowywanie harmonii we wszechświecie, a "kotwica" zachowuje równowagę między żywymi, a martwymi czarownicami. Jedna z tych trzech wilczyc które nauczyły mnie czarów była właśnie "kotwicą". Zanim odeszłam od nich ona nałożyła klątwę na mnie. Kiedy ona umrze ja zostanę "kotwicą" i będę musiała przełożyć klątwę dalej. Kiedy już zostanę "kotwicą" będę jeszcze bardziej zwariowana. Za każdym razem kiedy umrze jakaś czarownica dotykając mnie i przechodząc na "drugą stronę" przekłada na mnie ból swojej śmierci. Czasami będę więc krzyczeć z bólu albo rozmawiać z czymś czego według was nie ma - wyjaśniłam - Mam nadzieję, że wszystko rozumiesz.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
Zaśmiałem się cicho, a na pyszczku wadery pojawił się uśmiech. Miała zamknięte oczy. Nic nie mówiłem, bo nie chciałem jej rozbudzić. Po chwili Asha już spała. Delikatnie zaniosłem ją do mojej jaskini, bo tak jak wadera mówiła była bliżej. Położyłem ją na futrze, na którym zazwyczaj spałem. Było ono miękkie i bardzo wygodne. Ashley nadal spała. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem wytrzasnąć skądś coś, na czym mógłbym się położyć. Po chwili usłyszałem głos Ashy.
- Bluke, zimno tu...- leżała na posłaniu zwijając się w kłębek.
- Zaraz, zaraz...- zamyśliłem się.- Gdzieś tu powinienem mieć koc...
Zacząłem krzątać się po jamie w poszukiwaniu ciepłego materiału.
- Nie musisz go szukać.- odrzekła widząc moje starania.- Ty jesteś lepszym źródłem ciepła...
Zaśmiałem się, a Ashley uśmiechnęła się. Położyłem się blisko niej, by ją objąć i ogrzać.
- Tak lepiej?- zapytałem patrząc w jej oczy.
- Pewnie - odpowiedziała.- Wiesz... Nie jestem już śpiąca.
Zacząłem rechotać.
- Słodka jesteś.- uśmiechnąłem się szarmancko.- Kocham cię.
Po tych słowach pocałowałem samicę w policzek.
<Ashley? ♥ >
- Bluke, zimno tu...- leżała na posłaniu zwijając się w kłębek.
- Zaraz, zaraz...- zamyśliłem się.- Gdzieś tu powinienem mieć koc...
Zacząłem krzątać się po jamie w poszukiwaniu ciepłego materiału.
- Nie musisz go szukać.- odrzekła widząc moje starania.- Ty jesteś lepszym źródłem ciepła...
Zaśmiałem się, a Ashley uśmiechnęła się. Położyłem się blisko niej, by ją objąć i ogrzać.
- Tak lepiej?- zapytałem patrząc w jej oczy.
- Pewnie - odpowiedziała.- Wiesz... Nie jestem już śpiąca.
Zacząłem rechotać.
- Słodka jesteś.- uśmiechnąłem się szarmancko.- Kocham cię.
Po tych słowach pocałowałem samicę w policzek.
<Ashley? ♥ >
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Hej Shadow - szepnęłam podchodząc do leżącego na posłaniu basiora - Trzymasz się jakoś ?
- Uhum - tylko to był w stanie z siebie wydobyć. Po chwili chyba jednak znów zemdlał.
- Zostaniecie tu z nim ? - spytałam patrząc na Louisa i Ashley.
- A ty gdzie się wybierasz ? - spytała ostro Ashley - Masz tu siedzieć i odpoczywać.
- Nie mam zamiaru. Pójdę pochować ciała kucyków, upoluję coś dla Shadow'a żeby miał co zjeść jak się obudzi i wrócę - wyjaśniłam i nie czekając, aż znów ktoś będzie mnie powstrzymywał wybiegłam z groty. Chciałam się czymś zająć byle by tylko nie myśleć o tym jak bardzo Shadow musi cierpieć.
Nie chciałam też tam siedzieć i patrzeć jak basior albo leży bez życia, albo zaciska zęby z bólu. W końcu dotarłam w miejsce gdzie leżały zwłoki kuców. Wykopałam trzy dołki po czym delikatnie ułożyłam w nich martwe kucyki. Gdy zasypałam groby ziemią na każdym postawiłam kamień na którym wyryłam kuca. Na jednym z grobów był kucyk stający dęba, na innym pasący się, a na ostatnim wyryłam kucyka, który się tarza. Następnie ruszyłam w powrotną drogę uważnie rozglądając się za zwierzyną. Nie minęło dużo czasu jak zobaczyłam starego, chudego łosia. Szybko upolowałam zwierzę i zaczęłam ciągnąć w stronę groty. Gdy w końcu dotarłam na miejsce ułożyłam zdobycz przed wejściem. Kiedy znalazłam się we wnętrzu jaskini zobaczyłam, że Shadow już się obudził.
(Shadow ?)
- Uhum - tylko to był w stanie z siebie wydobyć. Po chwili chyba jednak znów zemdlał.
- Zostaniecie tu z nim ? - spytałam patrząc na Louisa i Ashley.
- A ty gdzie się wybierasz ? - spytała ostro Ashley - Masz tu siedzieć i odpoczywać.
- Nie mam zamiaru. Pójdę pochować ciała kucyków, upoluję coś dla Shadow'a żeby miał co zjeść jak się obudzi i wrócę - wyjaśniłam i nie czekając, aż znów ktoś będzie mnie powstrzymywał wybiegłam z groty. Chciałam się czymś zająć byle by tylko nie myśleć o tym jak bardzo Shadow musi cierpieć.
Nie chciałam też tam siedzieć i patrzeć jak basior albo leży bez życia, albo zaciska zęby z bólu. W końcu dotarłam w miejsce gdzie leżały zwłoki kuców. Wykopałam trzy dołki po czym delikatnie ułożyłam w nich martwe kucyki. Gdy zasypałam groby ziemią na każdym postawiłam kamień na którym wyryłam kuca. Na jednym z grobów był kucyk stający dęba, na innym pasący się, a na ostatnim wyryłam kucyka, który się tarza. Następnie ruszyłam w powrotną drogę uważnie rozglądając się za zwierzyną. Nie minęło dużo czasu jak zobaczyłam starego, chudego łosia. Szybko upolowałam zwierzę i zaczęłam ciągnąć w stronę groty. Gdy w końcu dotarłam na miejsce ułożyłam zdobycz przed wejściem. Kiedy znalazłam się we wnętrzu jaskini zobaczyłam, że Shadow już się obudził.
(Shadow ?)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Widziałem nie wyraźnie. Jedyne to słyszałem stłumione głosy. Wiedziałem, że jeden z nich to Louis, a pozostałe dwa przypominały mi Ashley i Kiarei. Nie wierzyłem, że tu są.
- Nie martw się Shadow ! Przyszła pomoc ! - krzyknął Louis.
- Pomóż mi to zdjąć - zwrócił się do Ashley.
- Nie! stójcie ! Jak to zdejmiecie może się wykrwawić ! - spanikowała Kiarei.
- A w ogóle co ty tu robisz ??!! Nie powinnaś patrzeć na krew ! - Odparł Loui zdenerwowany.
Pierwszy raz słyszałem u niego tak stanowczy ton. Nie mogłem nawet się odezwać.
- Mówiłam jej żeby tu nie przychodziła ! - warknęła Ashley.
- Dobra, wszyscy się uspokójmy nie możemy sie denerwować - odparł Lou.
Razem z Ashley zdjęli mi pułapkę z nogi. Basior zrobił mi opatrunek z dużych liści nie znanej mi rośliny. Byłem zbyt słaby że sam chodzić. W momencie gdy mi zakładał opatrunek, zasłabłem. Obudziłem się już w swojej jamie. Nade mną stał Loui, a obok mnie siedziała Kiarei wraz z siostrą.
- Shadow ?! - mruknął mały i wszyscy rzucili na mnie spojrzenie.
Oblizałem się i popatrzyłem na nich niemrawo. Ciężko oddychałem, a tylnej łapy w ogóle nie czułem.
Kiarei ?
- Nie martw się Shadow ! Przyszła pomoc ! - krzyknął Louis.
- Pomóż mi to zdjąć - zwrócił się do Ashley.
- Nie! stójcie ! Jak to zdejmiecie może się wykrwawić ! - spanikowała Kiarei.
- A w ogóle co ty tu robisz ??!! Nie powinnaś patrzeć na krew ! - Odparł Loui zdenerwowany.
Pierwszy raz słyszałem u niego tak stanowczy ton. Nie mogłem nawet się odezwać.
- Mówiłam jej żeby tu nie przychodziła ! - warknęła Ashley.
- Dobra, wszyscy się uspokójmy nie możemy sie denerwować - odparł Lou.
Razem z Ashley zdjęli mi pułapkę z nogi. Basior zrobił mi opatrunek z dużych liści nie znanej mi rośliny. Byłem zbyt słaby że sam chodzić. W momencie gdy mi zakładał opatrunek, zasłabłem. Obudziłem się już w swojej jamie. Nade mną stał Loui, a obok mnie siedziała Kiarei wraz z siostrą.
- Shadow ?! - mruknął mały i wszyscy rzucili na mnie spojrzenie.
Oblizałem się i popatrzyłem na nich niemrawo. Ciężko oddychałem, a tylnej łapy w ogóle nie czułem.
Kiarei ?
Od Kiarei cd. Shadow'a
Nagle usłyszałyśmy wycie.
- To Louis - stwierdziła Ashley.
- On przecież był z Shadow'em ! - krzyknęłam - Jeśli coś mu jest to ja tego nie przeżyję !
Skoczyłam na równe nogi i rzuciłam się biegiem kierując się zapachem Louisa i Shadow'a.
- Kiarei ! - zawołała za mną Ashley - Co ty do diabła robisz ?! Zabijesz małe !
- Mam je głęboko gdzieś ! - warknęłam - Jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie Shadow'a to one mnie nie obchodzą.
- A twoje życie ? Możesz przez to zginąć ! - wiał silny wiatr więc biegnąc musiałyśmy krzyczeć żeby słyszeć się nawzajem.
- To też mnie nie obchodzi ! - warknęłam przyśpieszając jeszcze bardziej. Nie minęło dużo czasu, a w oddali zauważyłyśmy leżące ciała.
- To Shadow ?! - krzyknęłam przerażona. Od nadmiaru wysiłku kręciło mi się w głowie więc nie widziałam dokładnie.
- Nie - Ashley mówiła tak cicho, że poprzez wyjący wiatr ledwo słyszałam jej słowa - To są martwe kucyki.
- W tym momencie kuce też mnie nie obchodzą ! - krzyknęłam - Gdzie jest Shadow ?!!!
Ashley zawyła. Po chwili gdzieś daleko odpowiedziało nam wycie Louisa.
- Szybko ! - zawołałam ponownie zrywając się do biegu. Pędziłam jak mogłam najszybciej chodź wiedziałam, że Ashley mogła by mnie wyprzedzić gdyby tylko chciała.
- Biegnij przodem ! - zawołałam do niej - Ja tam za chwilę będę !
Ashley wystrzeliła jak z procy i pognała grzbietem wzgórza na którym się znajdowałyśmy. Gdy zbiegałam ze wzniesienia zobaczyłam trzy wilki. Dwa z nich były białe więc pewnie byli to Shadow i Ashley. Trzeci to zapewne Louis. Resztkami sił zebrałam się do jeszcze ostrzejszego biegu, aż w końcu dotarłam na miejsce.
(Shadow ??? :c)
- To Louis - stwierdziła Ashley.
- On przecież był z Shadow'em ! - krzyknęłam - Jeśli coś mu jest to ja tego nie przeżyję !
Skoczyłam na równe nogi i rzuciłam się biegiem kierując się zapachem Louisa i Shadow'a.
- Kiarei ! - zawołała za mną Ashley - Co ty do diabła robisz ?! Zabijesz małe !
- Mam je głęboko gdzieś ! - warknęłam - Jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie Shadow'a to one mnie nie obchodzą.
- A twoje życie ? Możesz przez to zginąć ! - wiał silny wiatr więc biegnąc musiałyśmy krzyczeć żeby słyszeć się nawzajem.
- To też mnie nie obchodzi ! - warknęłam przyśpieszając jeszcze bardziej. Nie minęło dużo czasu, a w oddali zauważyłyśmy leżące ciała.
- To Shadow ?! - krzyknęłam przerażona. Od nadmiaru wysiłku kręciło mi się w głowie więc nie widziałam dokładnie.
- Nie - Ashley mówiła tak cicho, że poprzez wyjący wiatr ledwo słyszałam jej słowa - To są martwe kucyki.
- W tym momencie kuce też mnie nie obchodzą ! - krzyknęłam - Gdzie jest Shadow ?!!!
Ashley zawyła. Po chwili gdzieś daleko odpowiedziało nam wycie Louisa.
- Szybko ! - zawołałam ponownie zrywając się do biegu. Pędziłam jak mogłam najszybciej chodź wiedziałam, że Ashley mogła by mnie wyprzedzić gdyby tylko chciała.
- Biegnij przodem ! - zawołałam do niej - Ja tam za chwilę będę !
Ashley wystrzeliła jak z procy i pognała grzbietem wzgórza na którym się znajdowałyśmy. Gdy zbiegałam ze wzniesienia zobaczyłam trzy wilki. Dwa z nich były białe więc pewnie byli to Shadow i Ashley. Trzeci to zapewne Louis. Resztkami sił zebrałam się do jeszcze ostrzejszego biegu, aż w końcu dotarłam na miejsce.
(Shadow ??? :c)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Louis prowadził mnie do miejsca, które podejrzewam było poszlaką. Gdy dobiegliśmy miejsca, moim oczom ukazał się makabryczny widok. Leżały tam 3 kucyki rozszarpane na kawałki.
- Kiarei nie może się o tym dowiedzieć - mruknąłem do Louisa. - Nie teraz...
Lou tylko kiwną głową. Wokół szukaliśmy jakichkolwiek śladów. W ułamku sekundy coś mignęło mi przed oczami. Wyczułem znajomy zapach. W oddali zauważyłem biegnące zwierze. Rzuciłem się w pogoń za nim. Adrenalina podskoczyła mi do gardła. Biegłem tak szybko jak jeszcze nigdy dotąd. Jak byłem już bliżej zwierzęcia, poczułem ten sam zapach jaki czułem przy zamordowanych szczeniakach. To był pies, bardzo duży pies. Nie zwracałem uwagi na to, co dzieje się wokół. Po prostu biegłem i nagle zaryłem głową o ziemię. Czułem pulsujący, mocny ból w tylnej łapie. Pies oddalił się, a ja skomlałem z bólu. Po chwili dobiegł Louis.
- Ooo bracie.. - wytrzeszczył oczy.
Wokół mnie rozlegała się plama krwi.
- Ccc..co... je..st ?! - nie mogłem podnieść głowy z ziemi. Zaciskałem zęby i oczy, tak mnie bolało.
- Nie jest dobrze - pokręcił głową.
- To..zz..naczy ? - podniosłem lekko głowę i spojrzałem w dół. Natychmiast głowa mi opadła. Moją łapę miażdżyła pułapka na niedźwiedzie. Była tak mocno zaciśnięta, że przebiła mi kość.
- Nie dam rady ci tego zdjąć, nie jestem taki silny... przepraszam - posmutniał zawył bardzo głośno.
( Kiarei ? :c )
- Kiarei nie może się o tym dowiedzieć - mruknąłem do Louisa. - Nie teraz...
Lou tylko kiwną głową. Wokół szukaliśmy jakichkolwiek śladów. W ułamku sekundy coś mignęło mi przed oczami. Wyczułem znajomy zapach. W oddali zauważyłem biegnące zwierze. Rzuciłem się w pogoń za nim. Adrenalina podskoczyła mi do gardła. Biegłem tak szybko jak jeszcze nigdy dotąd. Jak byłem już bliżej zwierzęcia, poczułem ten sam zapach jaki czułem przy zamordowanych szczeniakach. To był pies, bardzo duży pies. Nie zwracałem uwagi na to, co dzieje się wokół. Po prostu biegłem i nagle zaryłem głową o ziemię. Czułem pulsujący, mocny ból w tylnej łapie. Pies oddalił się, a ja skomlałem z bólu. Po chwili dobiegł Louis.
- Ooo bracie.. - wytrzeszczył oczy.
Wokół mnie rozlegała się plama krwi.
- Ccc..co... je..st ?! - nie mogłem podnieść głowy z ziemi. Zaciskałem zęby i oczy, tak mnie bolało.
- Nie jest dobrze - pokręcił głową.
- To..zz..naczy ? - podniosłem lekko głowę i spojrzałem w dół. Natychmiast głowa mi opadła. Moją łapę miażdżyła pułapka na niedźwiedzie. Była tak mocno zaciśnięta, że przebiła mi kość.
- Nie dam rady ci tego zdjąć, nie jestem taki silny... przepraszam - posmutniał zawył bardzo głośno.
( Kiarei ? :c )
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Chodź - westchnęłam - Idziemy sprawdzić co się dzieje.
- Nie ma mowy ! - warknęła Ashley - Zostajesz tutaj !
- Nie mam zamiaru - syknęłam wstając z posłania i ruszając w kierunku wyjścia - Jak nie chcesz iść to zostań.
- Oczywiście, że chcę ale masz tu siedzieć i odpoczywać ! - krzyknęła Ashley idąc za mną - Mogę pójść sama i opowiedzieć ci wszystko po powrocie. Co ty na to ?
- Nie. Chcę zobaczyć co się dzieje. W końcu to moja wataha i muszę się nią zajmować - upierałam się.
- Ale przecież Shadow to robi. Nie ufasz mu czy co ?! - Ashley była poirytowana - Cokolwiek się dzieje on to załatwi jak trzeba.
- Ufam mu i wiem, że da sobie radę ale chyba nie sądzisz, że będę siedzieć w grocie pod czas gdy coś może grozić członkom watahy - warknęłam uparcie idąc do przodu. Ashley nie wytrzymała i skoczyła na mnie przygniatając do ziemi.
- Pogięło cię ! - krzyknęłam - Co robisz ?!
- To dla twojego dobra - szepnęła moja siostra po czym zaczęła mamrotać jakieś zaklęcie. Nagle zakręciło mi się w głowie i zemdlałam.
Ocknęłam się w mojej grocie. Koło mnie siedziała Ashley uśmiechając się.
- A teraz coś zjesz - zaszczebiotała.
- To przez to twoje głupie zaklęcie ? - spytałam nie zwracając uwagi na podsuwane przez siostrę jedzenie.
- Oczywiście - zaśmiała się - Z czarownicami się nie zadziera.
(Shadow ? Jak tam u ciebie ?)
- Nie ma mowy ! - warknęła Ashley - Zostajesz tutaj !
- Nie mam zamiaru - syknęłam wstając z posłania i ruszając w kierunku wyjścia - Jak nie chcesz iść to zostań.
- Oczywiście, że chcę ale masz tu siedzieć i odpoczywać ! - krzyknęła Ashley idąc za mną - Mogę pójść sama i opowiedzieć ci wszystko po powrocie. Co ty na to ?
- Nie. Chcę zobaczyć co się dzieje. W końcu to moja wataha i muszę się nią zajmować - upierałam się.
- Ale przecież Shadow to robi. Nie ufasz mu czy co ?! - Ashley była poirytowana - Cokolwiek się dzieje on to załatwi jak trzeba.
- Ufam mu i wiem, że da sobie radę ale chyba nie sądzisz, że będę siedzieć w grocie pod czas gdy coś może grozić członkom watahy - warknęłam uparcie idąc do przodu. Ashley nie wytrzymała i skoczyła na mnie przygniatając do ziemi.
- Pogięło cię ! - krzyknęłam - Co robisz ?!
- To dla twojego dobra - szepnęła moja siostra po czym zaczęła mamrotać jakieś zaklęcie. Nagle zakręciło mi się w głowie i zemdlałam.
Ocknęłam się w mojej grocie. Koło mnie siedziała Ashley uśmiechając się.
- A teraz coś zjesz - zaszczebiotała.
- To przez to twoje głupie zaklęcie ? - spytałam nie zwracając uwagi na podsuwane przez siostrę jedzenie.
- Oczywiście - zaśmiała się - Z czarownicami się nie zadziera.
(Shadow ? Jak tam u ciebie ?)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Byłem lekko już zmęczony, ale nie mogłem poddać się w takiej chwili. Mimo to wróciłem na chwile do domu sprawdzić co z Kiarei.
- Co wy robicie ? - Popatrzyłem na lekko zdenerwowaną Ashley i smutna Kiarei.
- Kiarei nie chce jeść ! - Ashley krzyknęła.
- Czemu ?
- Nie mam po prostu apetytu.. - mruknęła cicho.
- Kochaniee..- usiadłem obok niej. - Wiesz, że mimo to musisz jeść..
- Musisz się zmuszać - Nacisnęła Ashley.
- Chociaż trochę, to bardzo ważne..
- Ale i tak wszystko zwymiotuję !
- Wcale nie wszystko...
- Zjadłaś mieszankę, na razie nie będziesz wymiotować - podkreśliła siostra.
- Kiarei, proszę, chociaż trochę...
Nagle do jamy wbiegł Louis.
- Shadow ! Szybko jesteś potrzebny !
- Co się dzieje ?! - zdziwiłem się i patrzyłem na zdenerwowanego Louisa.
- Powiem ci po drodze, szybko ! - wybiegł.
- Przepraszam was...muszę iść.. Kiarei postaraj się..proszę..
Popatrzyłem chwilę ma nią i pobiegłem za Louisem.
Coś się stało, czułem to.
Kiarei ?
- Co wy robicie ? - Popatrzyłem na lekko zdenerwowaną Ashley i smutna Kiarei.
- Kiarei nie chce jeść ! - Ashley krzyknęła.
- Czemu ?
- Nie mam po prostu apetytu.. - mruknęła cicho.
- Kochaniee..- usiadłem obok niej. - Wiesz, że mimo to musisz jeść..
- Musisz się zmuszać - Nacisnęła Ashley.
- Chociaż trochę, to bardzo ważne..
- Ale i tak wszystko zwymiotuję !
- Wcale nie wszystko...
- Zjadłaś mieszankę, na razie nie będziesz wymiotować - podkreśliła siostra.
- Kiarei, proszę, chociaż trochę...
Nagle do jamy wbiegł Louis.
- Shadow ! Szybko jesteś potrzebny !
- Co się dzieje ?! - zdziwiłem się i patrzyłem na zdenerwowanego Louisa.
- Powiem ci po drodze, szybko ! - wybiegł.
- Przepraszam was...muszę iść.. Kiarei postaraj się..proszę..
Popatrzyłem chwilę ma nią i pobiegłem za Louisem.
Coś się stało, czułem to.
Kiarei ?
Od Kiarei cd. Shadow'a
- To co robimy ? - spytałam.
- Ty się kładziesz i odpoczywasz, a ja ewentualnie mogę z tobą porozmawiać - mruknęła Ashley władczym tonem.
- Oj dziękuję ci łaskawco ! - zakpiłam - To może oświecisz mnie z jakiego to powodu jesteś taka szczęśliwa ?
- Skąd wiesz, że jestem szczęśliwa ? - spytała zaskoczona.
- No wiesz... Uśmiechasz się, droczysz się ze mną zamiast ignorować i jesteś nadzwyczaj zgodna - wyjaśniłam uśmiechając się wrednie.
- Aaa... Wczoraj spędziłam bardzo miły wieczór z Bluke - rozmarzyła się - Było bosko.
- Aha. Przypuszczam, że nie poprzestaliście na całusie na dobranoc - zadrwiłam.
- Przyznam, że nie - zaśmiała się - Jesteś głodna ?
- Nie - mruknęłam - A nawet jeśli bym była to nic bym nie zjadła.
- No ale coś musisz jeść ! - zawołała Ashley.
- Po tym jeleniu spróbowałam jeszcze raz coś zjeść i też zwymiotowałam - zasmuciłam się.
- Oj poczekaj - burknęła - W końcu po co masz siostrę czarodziejkę.
Wilczyca wybiegła z groty, a po chwili wróciła z korą dębu i jakimiś ziołami oraz królikiem.
- Zjedz to - powiedziała podsuwając mi pod nos zioła i korę.
- Po co ? - spytałam zaskoczona.
- To powstrzyma wymioty - wyjaśniła - Potem będziesz mogła zjeść tego królika.
Szybko zjadłam zioła i korę, a potem zabrałam się za mięso. Nie zjadłam nawet połowy zwierzaka.
- Nie mam apetytu - mruknęłam.
Ashley pewnie zaczęła by mi wciskać mięso na siłę gdyby w grocie nie pojawił się Shadow.
(Shadow ?)
- Ty się kładziesz i odpoczywasz, a ja ewentualnie mogę z tobą porozmawiać - mruknęła Ashley władczym tonem.
- Oj dziękuję ci łaskawco ! - zakpiłam - To może oświecisz mnie z jakiego to powodu jesteś taka szczęśliwa ?
- Skąd wiesz, że jestem szczęśliwa ? - spytała zaskoczona.
- No wiesz... Uśmiechasz się, droczysz się ze mną zamiast ignorować i jesteś nadzwyczaj zgodna - wyjaśniłam uśmiechając się wrednie.
- Aaa... Wczoraj spędziłam bardzo miły wieczór z Bluke - rozmarzyła się - Było bosko.
- Aha. Przypuszczam, że nie poprzestaliście na całusie na dobranoc - zadrwiłam.
- Przyznam, że nie - zaśmiała się - Jesteś głodna ?
- Nie - mruknęłam - A nawet jeśli bym była to nic bym nie zjadła.
- No ale coś musisz jeść ! - zawołała Ashley.
- Po tym jeleniu spróbowałam jeszcze raz coś zjeść i też zwymiotowałam - zasmuciłam się.
- Oj poczekaj - burknęła - W końcu po co masz siostrę czarodziejkę.
Wilczyca wybiegła z groty, a po chwili wróciła z korą dębu i jakimiś ziołami oraz królikiem.
- Zjedz to - powiedziała podsuwając mi pod nos zioła i korę.
- Po co ? - spytałam zaskoczona.
- To powstrzyma wymioty - wyjaśniła - Potem będziesz mogła zjeść tego królika.
Szybko zjadłam zioła i korę, a potem zabrałam się za mięso. Nie zjadłam nawet połowy zwierzaka.
- Nie mam apetytu - mruknęłam.
Ashley pewnie zaczęła by mi wciskać mięso na siłę gdyby w grocie nie pojawił się Shadow.
(Shadow ?)
środa, 16 kwietnia 2014
Od Shadow'a cd. Kiarei
- W ciąży ?! - zrobiłem duże oczy.
- w sumie.. czego mogłem się spodziewać ? - uśmiechnąłem się i objąłem ją.
- To super - odrzekłem z dumą.
- Too...nie jesteś zły ? - Popatrzyła na mnie niewinnie
- Ja ? Zły ? Oczywiście, że nie.. nie należę do takich którzy boją się ojcostwa.. - zapewniłem ją.
- Fakt to nie najlepszy moment w tej chwili na szczeniaki..
- Oj nie martw się Kiarei, wszystko będzie dobrze... znajdziemy tego wilka i znów będzie tu bezpiecznie - pocieszyłem ją.
- Jesteś kochany! - pocałowała mnie.
- Nie przesadzaj - zaśmiałem się.
- Na prawdę mówię !
- Dobrze, już dobrze - wziąłem ją na siebie.
- Co ty robisz ?!
- Nie możesz tyle chodzić, musisz odpoczywać
- O nieee, już się zacznie ?
- Muszę o ciebie dbać ! I będę - wyszczerzyłem się i zaniosłem ją do jamy.
- Ashley będzie tutaj z tobą, podczas mojej nieobecności.. obiecuję, że wrócę jak najszybciej
- Ale ja czuję się świetnie !
- To bardzo dobrze !
W tym momencie weszła Ashley.
- No co tam gołąbeczki ?
- Zostaniesz z Kiarei... lepiej, żeby tyle nie chodziła..
- Ahhh.. czyli już wiesz - pokiwała głową. - Ja jej mówię to samo !
- No widzisz.. słuchaj się siostry..a teraz ja znikam.. Papa - cmoknąłem ją w czoło i wybiegłem z groty.
( Kiarei ? <3333 )
- w sumie.. czego mogłem się spodziewać ? - uśmiechnąłem się i objąłem ją.
- To super - odrzekłem z dumą.
- Too...nie jesteś zły ? - Popatrzyła na mnie niewinnie
- Ja ? Zły ? Oczywiście, że nie.. nie należę do takich którzy boją się ojcostwa.. - zapewniłem ją.
- Fakt to nie najlepszy moment w tej chwili na szczeniaki..
- Oj nie martw się Kiarei, wszystko będzie dobrze... znajdziemy tego wilka i znów będzie tu bezpiecznie - pocieszyłem ją.
- Jesteś kochany! - pocałowała mnie.
- Nie przesadzaj - zaśmiałem się.
- Na prawdę mówię !
- Dobrze, już dobrze - wziąłem ją na siebie.
- Co ty robisz ?!
- Nie możesz tyle chodzić, musisz odpoczywać
- O nieee, już się zacznie ?
- Muszę o ciebie dbać ! I będę - wyszczerzyłem się i zaniosłem ją do jamy.
- Ashley będzie tutaj z tobą, podczas mojej nieobecności.. obiecuję, że wrócę jak najszybciej
- Ale ja czuję się świetnie !
- To bardzo dobrze !
W tym momencie weszła Ashley.
- No co tam gołąbeczki ?
- Zostaniesz z Kiarei... lepiej, żeby tyle nie chodziła..
- Ahhh.. czyli już wiesz - pokiwała głową. - Ja jej mówię to samo !
- No widzisz.. słuchaj się siostry..a teraz ja znikam.. Papa - cmoknąłem ją w czoło i wybiegłem z groty.
( Kiarei ? <3333 )
Od Ashley cd. Bluke'a
Poczułam jak przyjemne ciepło rozchodzi mi się po ciele i westchnęłam z zadowolenia. Wstyd przyznać ale zaczęłam ziewać, a oczy same mi się zamykały.
- Może wrócimy co ? - zaproponował Bluke
- Nie... - jęknęłam - To najprzyjemniejsza chwila mojego życia i chcę żeby trwała jak najdłużej.
- A jak mi tu zaśniesz ? - spytał rozbawiony basior.
- To wylejesz na mnie zimną wodę, a potem będziesz musiał znów mnie ogrzewać - zaproponowałam - Dobranoc.
- Ej ! - zawołał Bluke ze śmiechem - I co ja mam zrobić ?
- Zanieś mnie do groty, może być twoja bo jest bliżej - mruknęłam.
- Masz wymagania - pokręcił głową.
- Uhum - zaśmiałam się cicho po czym jeszcze bardziej wtuliłam się w ciepłe futro basiora.
(Bluke ? <3)
- Może wrócimy co ? - zaproponował Bluke
- Nie... - jęknęłam - To najprzyjemniejsza chwila mojego życia i chcę żeby trwała jak najdłużej.
- A jak mi tu zaśniesz ? - spytał rozbawiony basior.
- To wylejesz na mnie zimną wodę, a potem będziesz musiał znów mnie ogrzewać - zaproponowałam - Dobranoc.
- Ej ! - zawołał Bluke ze śmiechem - I co ja mam zrobić ?
- Zanieś mnie do groty, może być twoja bo jest bliżej - mruknęłam.
- Masz wymagania - pokręcił głową.
- Uhum - zaśmiałam się cicho po czym jeszcze bardziej wtuliłam się w ciepłe futro basiora.
(Bluke ? <3)
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Musisz mu powiedzieć - warknęła Ashley.
- Potem... - chciałam powiedzieć coś jeszcze ale zabrakło mi powietrza - Duszę się...
- Pewnie to skutki uboczne ciąży - Ashley starała się zachować rzeczowy ton - Yume mówiła, że powinnaś odpoczywać, a ty zamiast jej słuchać wybierasz się w góry. Gdyby Shadow wiedział, że nosisz wasze wilczki w brzuchu na pewno kazał by ci zostać.
- Ale nie wie - w końcu udało mi się nabrać powierza - Idziemy dalej.
- To się źle skończy dla ciebie i dla małych - mruknęła sceptycznie wilczyca ale ruszyła za mną. Mimo, że potwornie bolał mnie brzuch, a łapy miałam jak z waty zachowywałam żwawe tępo. Nagle usłyszałyśmy wycie. To był Shadow.
- Szybko - warknęłam z trudem zmuszając się do biegu - Może coś mu jest !
Dość prędko znalazłyśmy się przy reszcie chodź i tak byłyśmy ostatnie bo Ashley dzielnie truchtała u mojego boku zamiast wystrzelić na przód.
- To nie ma sensu - mruknął Shadow - Wracajmy do watahy, ale każdy z was ma mieć otwarte oczy. Bądźcie czujni. Dobrze, że w naszej watasze nie ma żadnych szczeniąt.
Wszystkie wilki mruknęły i popatrywały to na mnie, to na Shadow'a.
- Coś nie tak ? - spytał.
- Wracajcie już - zwróciłam się do wszystkich członków watahy, a ci czując, że chcę zostać sama z Shadow'em szybko się oddalili.
- Powiesz mi co przede mną ukrywasz ? - spytał Shadow nieco podniesionym głosem.
- Ja... Shadow ja zaszłam w ciążę - wyszeptałam drżącym głosem.
(Shadow ?)
- Potem... - chciałam powiedzieć coś jeszcze ale zabrakło mi powietrza - Duszę się...
- Pewnie to skutki uboczne ciąży - Ashley starała się zachować rzeczowy ton - Yume mówiła, że powinnaś odpoczywać, a ty zamiast jej słuchać wybierasz się w góry. Gdyby Shadow wiedział, że nosisz wasze wilczki w brzuchu na pewno kazał by ci zostać.
- Ale nie wie - w końcu udało mi się nabrać powierza - Idziemy dalej.
- To się źle skończy dla ciebie i dla małych - mruknęła sceptycznie wilczyca ale ruszyła za mną. Mimo, że potwornie bolał mnie brzuch, a łapy miałam jak z waty zachowywałam żwawe tępo. Nagle usłyszałyśmy wycie. To był Shadow.
- Szybko - warknęłam z trudem zmuszając się do biegu - Może coś mu jest !
Dość prędko znalazłyśmy się przy reszcie chodź i tak byłyśmy ostatnie bo Ashley dzielnie truchtała u mojego boku zamiast wystrzelić na przód.
- To nie ma sensu - mruknął Shadow - Wracajmy do watahy, ale każdy z was ma mieć otwarte oczy. Bądźcie czujni. Dobrze, że w naszej watasze nie ma żadnych szczeniąt.
Wszystkie wilki mruknęły i popatrywały to na mnie, to na Shadow'a.
- Coś nie tak ? - spytał.
- Wracajcie już - zwróciłam się do wszystkich członków watahy, a ci czując, że chcę zostać sama z Shadow'em szybko się oddalili.
- Powiesz mi co przede mną ukrywasz ? - spytał Shadow nieco podniesionym głosem.
- Ja... Shadow ja zaszłam w ciążę - wyszeptałam drżącym głosem.
(Shadow ?)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Cały czas nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem na górze. Gdy całym stadem weszliśmy na górę, po niektórych było widać zniesmaczenie, obawę, obrzydzenie a nawet strach. Powąchałem teren wokół ciał.
- Ewidentnie czuć innego wilka...
Louis stał za Kiarei. Podszedł trochę do mnie.
- Może to coś oznacza ? - rozejrzał się wokół.
- Nie mam pojęcia, ale mi się to nie podoba.. - warknąłem.
Odwróciłem się do stada.
- Najlepiej będzie jak wszyscy się rozdzielimy i będziemy szukać jakichkolwiek tropów...
- Jaki to ma sens ? - zapytał Will.
- Ma i to duży, szybciej będzie można go zlokalizować, albo po prostu dowiemy się czy sprawca mieszka na naszym terytorium - odwróciłem wzrok i schodziłem na dół. Po Kiarei było widać, że się tym przejęła. Wszyscy się rozbiegli w różne strony. Kiarei razem z Ashley szły za mną. Do mnie doszedł Louis. Odwróciłem się do wilczyc.
- Idę z Louisem szukać po górach...Bądźcie ostrożne - pocałowałem Kiarei i wraz z Lou pobiegliśmy w stronę gór. Ashley w tamtym momencie patrzyła na Kiarei, jakby miały mi o czymś powiedzieć. Owszem było to dziwne, ale pewnie po prostu mi się wydawało. Może za bardzo przejąłem się tymi szczeniakami ? Sam nie wiem.
( Kiarei ? )
- Ewidentnie czuć innego wilka...
Louis stał za Kiarei. Podszedł trochę do mnie.
- Może to coś oznacza ? - rozejrzał się wokół.
- Nie mam pojęcia, ale mi się to nie podoba.. - warknąłem.
Odwróciłem się do stada.
- Najlepiej będzie jak wszyscy się rozdzielimy i będziemy szukać jakichkolwiek tropów...
- Jaki to ma sens ? - zapytał Will.
- Ma i to duży, szybciej będzie można go zlokalizować, albo po prostu dowiemy się czy sprawca mieszka na naszym terytorium - odwróciłem wzrok i schodziłem na dół. Po Kiarei było widać, że się tym przejęła. Wszyscy się rozbiegli w różne strony. Kiarei razem z Ashley szły za mną. Do mnie doszedł Louis. Odwróciłem się do wilczyc.
- Idę z Louisem szukać po górach...Bądźcie ostrożne - pocałowałem Kiarei i wraz z Lou pobiegliśmy w stronę gór. Ashley w tamtym momencie patrzyła na Kiarei, jakby miały mi o czymś powiedzieć. Owszem było to dziwne, ale pewnie po prostu mi się wydawało. Może za bardzo przejąłem się tymi szczeniakami ? Sam nie wiem.
( Kiarei ? )
Od Louisa cd. Kitany
Przestraszyłem się na śmierć ! Niestety nie jestem tak odważny jak inni. Wiem, mam milion minusów, ale taki jestem... Zawszę będę czuł się gorszy i zawsze będę omegą. Tak mi wpierano i tak pozostało. Gdy nieznajoma mi wadera chciała mnie zaatakować, prawie stanęło mi serce. Nie wiedziałem czemu, przecież byłem z jej watahy ! Czułem wspólny zapach...ale chyba ona nie..
- Każdy mi wypomina, że jestem lisem..ale jestem wilkiem..koniec kropka - podkreśliłem to nieco pewniejszym tonem.
- Nigdy cię tu nie widziałam...
- Może dlatego, że jesteś dopiero 3 dni - kiwnąłem głową.
- Możliwe..ale Przepraszam za to - popatrzyła na mnie jak na szczenię
- Okej, nie ma sprawy - machnąłem ogonem i odwróciłem się.
Szedłem spokojnie do domu, gdy krzyknęła do mnie i zatrzymała.
( Kitana ? )
- Każdy mi wypomina, że jestem lisem..ale jestem wilkiem..koniec kropka - podkreśliłem to nieco pewniejszym tonem.
- Nigdy cię tu nie widziałam...
- Może dlatego, że jesteś dopiero 3 dni - kiwnąłem głową.
- Możliwe..ale Przepraszam za to - popatrzyła na mnie jak na szczenię
- Okej, nie ma sprawy - machnąłem ogonem i odwróciłem się.
Szedłem spokojnie do domu, gdy krzyknęła do mnie i zatrzymała.
( Kitana ? )
Od Louisa cd. Tessy
- Oczywiście - Odrzekłem z dumą w piersiach.
- Do Watahy Wschodzących Gwiazd !
- Czyli to wasz teren ? -mruknęła.
- Tak, ciesz się, że ja Cię znalazłem, a nie Alfa...- zażartowałem.
- Czemu ? - otrząsnęła się z resztek trawy.
- Samica Alfa jest super ! Miła, kochana, troskliwa... jak jej partner, ale co do obcych już taki nie jest - pokręciłem głową.
- To dobrze, że trafiłam na ciebie !
- O taaak... - patrzyłem na nią uważnie.
- Co tak na mnie patrzysz ? -zdziwiła się.
- Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto był ode mnie niższy...
- Nie ?! To pewnie mieszkają tu giganty...
- Może nie giganty...ale na pewno odważni - kiwnąłem głową.
- Jesteś sama ? - rozejrzałem się dookoła ale nikogo nie widziałem.
Tessa ?
- Do Watahy Wschodzących Gwiazd !
- Czyli to wasz teren ? -mruknęła.
- Tak, ciesz się, że ja Cię znalazłem, a nie Alfa...- zażartowałem.
- Czemu ? - otrząsnęła się z resztek trawy.
- Samica Alfa jest super ! Miła, kochana, troskliwa... jak jej partner, ale co do obcych już taki nie jest - pokręciłem głową.
- To dobrze, że trafiłam na ciebie !
- O taaak... - patrzyłem na nią uważnie.
- Co tak na mnie patrzysz ? -zdziwiła się.
- Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto był ode mnie niższy...
- Nie ?! To pewnie mieszkają tu giganty...
- Może nie giganty...ale na pewno odważni - kiwnąłem głową.
- Jesteś sama ? - rozejrzałem się dookoła ale nikogo nie widziałem.
Tessa ?
Od Kiarei cd. Shadow'a
Siedziałam nieopodal groty Yume, a obok mnie Ashley. Moja siostra o wszystkim już wiedziała, tak samo jak reszta watahy poza Shadow'em.
- Nie rozumiem czym ty się tak stresujesz - mruknęła moja siostra patrząc jak cała się trzęsę.
- Łatwo ci mówić - prychnęłam - Nie mam zielonego pojęcia co na to powie Shadow.
- Myślę, że miał pojęcie w co się wpakował - pocieszyła mnie - A co ty o tym myślisz ?
- No wiesz... Oczywiście strasznie się cieszę, ale to wszystko dzieje się tak szybko... - westchnęłam - Ledwo zostaliśmy parą...
Przerwałam bo zobaczyłam biegnącego w naszym kierunku Shadow'a. Na jego pysku malował się strach. Czyżby dowiedział się, że jestem w ciąży i taka była jego reakcja ?
- W górach widziałem dwa martwe szczeniaki. Najwidoczniej jest wilk, który morduje młode -wypalił - Chodźcie szybko.
- Morduje młode... - szepnęłam nie mogąc złapać oddechu. Od razu pomyślałam o wilczątku lub wilczątkach, które za parę miesięcy się urodzą.
- Tak. Wiem, że to smutne ale chodźcie szybko zanim rozszarpią je sokoły - warknął. Nie wyglądał na takiego, który zdaje sobie sprawę, że podobny los może spotkać jego dzieci.
- Dobra - zgodziłam się - Chodźmy.
- Kiarei - Ashley spojrzała na mnie wymownie.
- Później - szepnęłam po czym zawyłam by sprowadzić resztę wilków. Parę chwil później całą watahą ruszyliśmy w stronę gór. Gdy byłam oddalona od Shadow'a o tyle, że nie mógł mnie słyszeć podbiegła do mnie Ashley.
- Czemu mu nie powiedziałaś ? - spytała z wyrzutem.
- Nie chcę, żeby się niepotrzebnie martwił - wyjaśniłam - Powiem mu potem.
(Shadow ?)
- Nie rozumiem czym ty się tak stresujesz - mruknęła moja siostra patrząc jak cała się trzęsę.
- Łatwo ci mówić - prychnęłam - Nie mam zielonego pojęcia co na to powie Shadow.
- Myślę, że miał pojęcie w co się wpakował - pocieszyła mnie - A co ty o tym myślisz ?
- No wiesz... Oczywiście strasznie się cieszę, ale to wszystko dzieje się tak szybko... - westchnęłam - Ledwo zostaliśmy parą...
Przerwałam bo zobaczyłam biegnącego w naszym kierunku Shadow'a. Na jego pysku malował się strach. Czyżby dowiedział się, że jestem w ciąży i taka była jego reakcja ?
- W górach widziałem dwa martwe szczeniaki. Najwidoczniej jest wilk, który morduje młode -wypalił - Chodźcie szybko.
- Morduje młode... - szepnęłam nie mogąc złapać oddechu. Od razu pomyślałam o wilczątku lub wilczątkach, które za parę miesięcy się urodzą.
- Tak. Wiem, że to smutne ale chodźcie szybko zanim rozszarpią je sokoły - warknął. Nie wyglądał na takiego, który zdaje sobie sprawę, że podobny los może spotkać jego dzieci.
- Dobra - zgodziłam się - Chodźmy.
- Kiarei - Ashley spojrzała na mnie wymownie.
- Później - szepnęłam po czym zawyłam by sprowadzić resztę wilków. Parę chwil później całą watahą ruszyliśmy w stronę gór. Gdy byłam oddalona od Shadow'a o tyle, że nie mógł mnie słyszeć podbiegła do mnie Ashley.
- Czemu mu nie powiedziałaś ? - spytała z wyrzutem.
- Nie chcę, żeby się niepotrzebnie martwił - wyjaśniłam - Powiem mu potem.
(Shadow ?)
Od Shadow'a cd. Kiarei
Słyszałem jak Kiarei wstawała, ale jakoś nie bardzo miałem siłę żeby wstać razem z nią. Szczerze mówiąc, nie dziwcie mi się (ps. Kiarei jest bardzo żywiołowa w nocy :DDDD ). Obudziłem się jakąś godzinę później. Dorodny jeleń leżał przed grotą. Wstałem leniwie i przeciągnąłem się. Usiadłem przed zdobyczą i zacząłem ją jeść. Byłem tak głodny, że prawie zjadłem ją w całości. Zostawiłem mały wrak i odłożyłem go gdzieś na bok. Słońce pięknie przygrzewało a wokół była cisza. Zdziwiło mnie to, bo zawsze dużo tu się dzieje przy takiej pogodzie. Kiarei pewnie poszła na spacer ze Spartą, a ja postanowiłem poszukać Louisa. Nigdzie go nie było, co się dzieje z tymi wilkami ? Śmiałem się, że jestem sam, że reszta pobiegła na grupowe polowanie zapominając o mnie. Mimo to wiedzą jak ja to lubię, ale nie ważne. Postanowiłem się przejść na plaże. Wszedłem do wody i całe moje siły wróciły. Kocham wodę, to mój żywioł. Chwilę popływałem i wyszedłem z wody. Zauważyłem jak sokoły zbierały się nad jedną z gór. Byłem ciekawy co tam się dzieje i poszedłem w tym kierunku. Przyśpieszyłem, bo wyczułem intensywny smród zgniłego mięsa. Dziwiło mnie to, bo my zawsze wszystko jemy do końca, a jak nie my to upolowaliśmy.... to kto ? Wbiegłem na samą górę i doznałem szoku. Przede mną leżały zwłoki dwóch młodych wilków. Sokoły rozszarpały im brzuchy. Było widać, że leżą tu już parę dni. Zawyłem ile tchu miałem w piersi, aby zwołać watahę.
( Kiarei ? )
( Kiarei ? )
Od Kitany - Nowy znajomy
Byłam w watasze już 3 dni. Całkiem fajnie mi się tu żyje. Wszystko ok, nikt się nie czepia, wszyscy żyją w zgodnej harmonii. No i fajnie.
Ja czuję, że jestem trochę na uboczu ale już się przyzwyczaiłam. Nie mam z tym problemu.
Dzisiaj rano, tak jak zwykle, wstałam o świcie i pobiegłam nad rzekę. Miałam już wskoczyć do wody gdy zza krzaków wybiegł lis. Stanęłam więc w miejscu i czekałam co zrobi. Ten jednak mnie zauważył i podkulił ogon. Już chciał uciec gdy poczułam od niego zapach...naszej watahy?! Zawołałam do niego:
-Hej, ty tam!- wskazał na siebie łapą. Kiwnęłam twierdząco i już biegłam do niego. On chyba jeszcze bardziej się wystraszył ale stał w miejscu.
-C-czy mogę w czymś pomóc?- zapytał nieśmiało.
-Hm, tak. Dlaczego czuję od ciebie wilczy zapach?- zapytałam podejrzliwie.
-No, bo jestem wilkiem.- zatkało mnie. Co proszę?! No dobra, może jest ale jest na terenach naszej watahy więc...
-Ale, wiesz. To są tereny Watahy Wschodzących Gwiazd więc raczej się zmywaj jak nie chcesz kłopotów.
-Tak, wiem. Należę do niej.
-Aha. To przepraszam. Kitana jestem.- podałam mu łapę na zgodę.
-L-louis.- odpowiedział i podał łapę.
<Louis?>
Ja czuję, że jestem trochę na uboczu ale już się przyzwyczaiłam. Nie mam z tym problemu.
Dzisiaj rano, tak jak zwykle, wstałam o świcie i pobiegłam nad rzekę. Miałam już wskoczyć do wody gdy zza krzaków wybiegł lis. Stanęłam więc w miejscu i czekałam co zrobi. Ten jednak mnie zauważył i podkulił ogon. Już chciał uciec gdy poczułam od niego zapach...naszej watahy?! Zawołałam do niego:
-Hej, ty tam!- wskazał na siebie łapą. Kiwnęłam twierdząco i już biegłam do niego. On chyba jeszcze bardziej się wystraszył ale stał w miejscu.
-C-czy mogę w czymś pomóc?- zapytał nieśmiało.
-Hm, tak. Dlaczego czuję od ciebie wilczy zapach?- zapytałam podejrzliwie.
-No, bo jestem wilkiem.- zatkało mnie. Co proszę?! No dobra, może jest ale jest na terenach naszej watahy więc...
-Ale, wiesz. To są tereny Watahy Wschodzących Gwiazd więc raczej się zmywaj jak nie chcesz kłopotów.
-Tak, wiem. Należę do niej.
-Aha. To przepraszam. Kitana jestem.- podałam mu łapę na zgodę.
-L-louis.- odpowiedział i podał łapę.
<Louis?>
Od Tessy
Szybowałam ponad lasami pod postacią nietoperza, sama nie wiedziałam czego szukam. Jedzenia, źródła z którego mogłabym się napić, a może szczęścia i domu? Wiedziałam tylko, że przemiana powoli zaczynała mnie męczyć więc zaczęłam lecieć jeszcze szybciej by tylko znaleźć bezpieczne miejsce i tam zostać na noc. Bycie nietoperzem miało swoje plusy - doskonale widziałam w nocy, a i dzięki radarowi mogłam łatwo coś (sama nie wiem co) znaleźć. Rozejrzałam się moimi bystrymi oczami po pobliskiej okolicy i poleciałam jak strzała w miejsce, które przykuło moją uwagę. Był to gaj z różowych drzew, kwiatów wiśni czy coś... Wylądowałam pod jednym z tych drzew i przemieniłam się w siebie, Tessę. Mój napis jak zwykle po przemianie emanował mocnym złotym światłem co mogło zwrócić czyjąś uwagę zwłaszcza, że była już noc. Nie chcąc zdradzić swojego położenia położyłam się na ziemi na lewym boku i poszłam spać.
~następny dzień~
- Ej, ty... Żyjesz. - usłyszałam cichy głos, a następnie poczułam lekkie szturchnięcie.
- Odwal się mamo. - mruknęłam zaspana odwracając się na drugi bok. - Pójdę na drugą zmianę.
- Przepraszam? - powiedział ten sam głos tylko bardziej speszony.
Otwarłam prawe oko. Koło mnie stał brązowo-biały wilk o dziwnych (nie brzydkich, lecz bardziej tajemniczych) rysach twarzy. Był widocznie zdziwiony, że nazwałam go matką, ale cóż... Stare nawyki nie łatwo odrzucić.
- Wszystko z tobą w porządku? - dopytał z zmartwioną winą. - Jeśli uderzyłaś się w głowę, czy coś to jestem medykiem i mogę Ci pom...
- Przepraszam, ale czy coś sugerujesz z tym urazem głosy? - odparłam wstając na cztery łapy. Samiec był ode mnie odrobinę wyższy.
- Ja nic... Po prostu myślałem, że coś mogło Ci się stać. Niecodziennie widuje się wadery śpiące pod drzewem.
- Cóż w takim razie przepraszam, że Cię zaniepokoiłam. - samiec opuścił wzrok, a ja zaczęłam odchodzić.
Gdy byłam kilka metrów dalej on nie wiadomo skąd pojawił się u mojego boku.
- Nie przedstawiłem. Louis. - uśmiechnął się przyjaźnie, ale odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Theresa. - odparłam patrząc i idąc przed siebie. - Wybacz, że pytam tak prosto z mostu, ale należysz do jakiejś watahy?
<Louis?>
~następny dzień~
- Ej, ty... Żyjesz. - usłyszałam cichy głos, a następnie poczułam lekkie szturchnięcie.
- Odwal się mamo. - mruknęłam zaspana odwracając się na drugi bok. - Pójdę na drugą zmianę.
- Przepraszam? - powiedział ten sam głos tylko bardziej speszony.
Otwarłam prawe oko. Koło mnie stał brązowo-biały wilk o dziwnych (nie brzydkich, lecz bardziej tajemniczych) rysach twarzy. Był widocznie zdziwiony, że nazwałam go matką, ale cóż... Stare nawyki nie łatwo odrzucić.
- Wszystko z tobą w porządku? - dopytał z zmartwioną winą. - Jeśli uderzyłaś się w głowę, czy coś to jestem medykiem i mogę Ci pom...
- Przepraszam, ale czy coś sugerujesz z tym urazem głosy? - odparłam wstając na cztery łapy. Samiec był ode mnie odrobinę wyższy.
- Ja nic... Po prostu myślałem, że coś mogło Ci się stać. Niecodziennie widuje się wadery śpiące pod drzewem.
- Cóż w takim razie przepraszam, że Cię zaniepokoiłam. - samiec opuścił wzrok, a ja zaczęłam odchodzić.
Gdy byłam kilka metrów dalej on nie wiadomo skąd pojawił się u mojego boku.
- Nie przedstawiłem. Louis. - uśmiechnął się przyjaźnie, ale odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Theresa. - odparłam patrząc i idąc przed siebie. - Wybacz, że pytam tak prosto z mostu, ale należysz do jakiejś watahy?
<Louis?>
Od Kiarei cd. Shadow'a
Ta noc była długa i z pewnością nigdy jej nie zapomnę.
Obudziłam się dość wcześnie wtulona w Shadow'a. Gdy tylko się ruszyłam basior nie otwierając oczu mruknął:
- Śpij dalej. Nie spaliśmy prawie przez całą noc.
- Daj spokój ! - zaśmiałam się - Ja już nie zasnę. Ale ty jeszcze sobie śpij.
Zsunęłam się z posłania i wybiegłam z groty. Gdy tylko zobaczyłam starego jelenia natychmiast skoczyłam by go upolować. Kiedy zwierzę leżało już martwe na ziemi zaczęłam je jeść. Ponieważ mój żołądek jest bardzo mały, a ja jestem strasznie szczupłą wilczycą nie wcisnęłam nawet 1/5 zwierzęcia. Resztę mięsa zaciągnęłam pod grotę jako śniadanie dla Shadow'a. Zaraz później truchtem ruszyłam w stronę rzeki. Gdy stanęłam w chłodnej wodzie nagle zrobiło mi się niedobrze. Odbiło mi się po czym zwymiotowałam.
- Co się ze mną dzieje ? - szepnęłam i chodź domyślałam się co się dzieje ruszyłam w stronę groty Yume.
- Cześć - uśmiechnęła się gdy weszłam do groty - Czemu jeszcze nie śpisz ?
- Zawsze wstaję wcześnie - mruknęłam - Słuchaj... Jest taka sprawa, że przespałam się z Shadow'em i teraz po zjedzeniu kawałka jelenia zwymiotowałam. Czy to... No wiesz...
- Hmm... - wilczyca zadumała się - Połóż się.
Kiedy zrobiłam co kazała, Yume zaczęła dokładnie badać mój brzuch. Po chwili podniosła głowę i uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś w ciąży - wyjaśniła.
(Shadow ?)
Obudziłam się dość wcześnie wtulona w Shadow'a. Gdy tylko się ruszyłam basior nie otwierając oczu mruknął:
- Śpij dalej. Nie spaliśmy prawie przez całą noc.
- Daj spokój ! - zaśmiałam się - Ja już nie zasnę. Ale ty jeszcze sobie śpij.
Zsunęłam się z posłania i wybiegłam z groty. Gdy tylko zobaczyłam starego jelenia natychmiast skoczyłam by go upolować. Kiedy zwierzę leżało już martwe na ziemi zaczęłam je jeść. Ponieważ mój żołądek jest bardzo mały, a ja jestem strasznie szczupłą wilczycą nie wcisnęłam nawet 1/5 zwierzęcia. Resztę mięsa zaciągnęłam pod grotę jako śniadanie dla Shadow'a. Zaraz później truchtem ruszyłam w stronę rzeki. Gdy stanęłam w chłodnej wodzie nagle zrobiło mi się niedobrze. Odbiło mi się po czym zwymiotowałam.
- Co się ze mną dzieje ? - szepnęłam i chodź domyślałam się co się dzieje ruszyłam w stronę groty Yume.
- Cześć - uśmiechnęła się gdy weszłam do groty - Czemu jeszcze nie śpisz ?
- Zawsze wstaję wcześnie - mruknęłam - Słuchaj... Jest taka sprawa, że przespałam się z Shadow'em i teraz po zjedzeniu kawałka jelenia zwymiotowałam. Czy to... No wiesz...
- Hmm... - wilczyca zadumała się - Połóż się.
Kiedy zrobiłam co kazała, Yume zaczęła dokładnie badać mój brzuch. Po chwili podniosła głowę i uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś w ciąży - wyjaśniła.
(Shadow ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
- To przez czary?- zapytałem bardzo tym zainteresowany.
- Hm... tak właściwie to nie wiem.- odparła wzruszając ramionami.- Niewykluczone, że to wzmaga moją "świrniętość", ale chyba po prostu mam taki charakter.
Uśmiechnąłem się. Po chwili dotarliśmy na wzgórza. Widok zapierał dech w piersi.
- Ale tu pięknie...- rozmarzyłem się patrząc w niebo.
- Co nie?- przytaknęła wadera.- Aż nie do wiary, że wilki przychodzą tu rzadko.
- Naprawdę?- zmarszczyłem brwi.
- Prawie nigdy nie widywałam tu wilków - odpowiedziała.
- Ciekawe dlaczego- wzruszyłem ramionami.
Siedzieliśmy na chłodnej ziemi obok siebie.
- To teraz nie ważne- uśmiechnęła się Asha i oparła głowę na moim barku.
Lekki wiaterek rozwiał nasze futra. Poczułem słodki zapach wilczycy. Zamknąłem oczy i westchnąłem, ale było to westchnienie pełne radości. Zaczęło się robić chłodnawo. Ash zaczęła dygotać. Przytuliłem ją próbując ogrzać.
- Dzięki - uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami pełnymi wdzięczności.
<Ashley? <3 >
- Hm... tak właściwie to nie wiem.- odparła wzruszając ramionami.- Niewykluczone, że to wzmaga moją "świrniętość", ale chyba po prostu mam taki charakter.
Uśmiechnąłem się. Po chwili dotarliśmy na wzgórza. Widok zapierał dech w piersi.
- Ale tu pięknie...- rozmarzyłem się patrząc w niebo.
- Co nie?- przytaknęła wadera.- Aż nie do wiary, że wilki przychodzą tu rzadko.
- Naprawdę?- zmarszczyłem brwi.
- Prawie nigdy nie widywałam tu wilków - odpowiedziała.
- Ciekawe dlaczego- wzruszyłem ramionami.
Siedzieliśmy na chłodnej ziemi obok siebie.
- To teraz nie ważne- uśmiechnęła się Asha i oparła głowę na moim barku.
Lekki wiaterek rozwiał nasze futra. Poczułem słodki zapach wilczycy. Zamknąłem oczy i westchnąłem, ale było to westchnienie pełne radości. Zaczęło się robić chłodnawo. Ash zaczęła dygotać. Przytuliłem ją próbując ogrzać.
- Dzięki - uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami pełnymi wdzięczności.
<Ashley? <3 >
Od Konan cd. Will'a
-Eh...a co byś chciał wiedzieć?- Zapytałam lekko zmieszana.
-No nie wiem- Odparł Wilk -Może zacznijmy od tego skąd pochodzisz.
Zaczęłam się lekko spinać. Miałam lekkie obawy co do wspomnień z tamtych dni...wiedziałam że i tak o nich wspomnę.
Wzięłam głęboki wdech by lekko się uspokoić, nawet podziałało.
-Pochodzę ze śnieżnej watahy- Odparłam z lekkim uśmiechem
-To pewnie oznacza że twoim żywiołem jest lód...zgadza się?- Zapytał się zaciekawiony
-Tak.
Will uśmiechnął się. Poczułam że moje policzki się lekko rumienią. <Ma śliczny uśmiech> Pomyślałam.
-A co sprawiło że tu się znalazłaś?-Kontynuował rozmowę basior.
Na chwilę zamarłam bez słowa. Łapy zaczęły mi się trząść. Wiedziałam że prędzej czy później padnie to pytanie.
-Jeśli nie chcesz to nie mów, nie zmuszam cię- Dodał uspokajająco Will.
-N-nie...i tak będę musiała to kiedyś z siebie wyrzucić- Powiedziałam po czym zaczęłam opowiadać mu swoją dość bolesną historie. W pewnych momentach zakręciła mi się łza w oku, nie mogłam stracić kontroli nad mocą, był by to ogromny problem, choć i tak tu było zimno.
-----------------
-Więc to cała moja historia- Zakończyłam. Po chwili mała łza spłynęła mi po policzku. Wykrztusiłam to z siebie, cieszyłam się że ktoś mnie wysłuchał.
<Will?>
-No nie wiem- Odparł Wilk -Może zacznijmy od tego skąd pochodzisz.
Zaczęłam się lekko spinać. Miałam lekkie obawy co do wspomnień z tamtych dni...wiedziałam że i tak o nich wspomnę.
Wzięłam głęboki wdech by lekko się uspokoić, nawet podziałało.
-Pochodzę ze śnieżnej watahy- Odparłam z lekkim uśmiechem
-To pewnie oznacza że twoim żywiołem jest lód...zgadza się?- Zapytał się zaciekawiony
-Tak.
Will uśmiechnął się. Poczułam że moje policzki się lekko rumienią. <Ma śliczny uśmiech> Pomyślałam.
-A co sprawiło że tu się znalazłaś?-Kontynuował rozmowę basior.
Na chwilę zamarłam bez słowa. Łapy zaczęły mi się trząść. Wiedziałam że prędzej czy później padnie to pytanie.
-Jeśli nie chcesz to nie mów, nie zmuszam cię- Dodał uspokajająco Will.
-N-nie...i tak będę musiała to kiedyś z siebie wyrzucić- Powiedziałam po czym zaczęłam opowiadać mu swoją dość bolesną historie. W pewnych momentach zakręciła mi się łza w oku, nie mogłam stracić kontroli nad mocą, był by to ogromny problem, choć i tak tu było zimno.
-----------------
-Więc to cała moja historia- Zakończyłam. Po chwili mała łza spłynęła mi po policzku. Wykrztusiłam to z siebie, cieszyłam się że ktoś mnie wysłuchał.
<Will?>
Od Shadow'a cd. Kiarei
Byliśmy dość zmęczeni po dzisiejszych wrażeniach, ale nie aż tak zmęczeni by jeszcze kłaść się spać. Przed grotą złapał nas Louis.
- Na prawdę..Bardzo ale to bardzo cię przepraszam Kiarei.. Ja nie wiedziałem, a gdybym wiedział nigdy bym tego nie zrobił ! Przysięgam ! - Miał smutny wyraz pyska i opuścił łeb w dół.
- Wiem Lou, nie jestem na ciebie zła..po prostu chwilowo było mi przykro... nie chowam do ciebie urazy bądź spokojny - poklepała go po głowie.
Basior od razu się uśmiechnął.
- Dzięki ci panie !
Wraz z Kiarei zaśmialiśmy się. Lou zawsze był pusty i nie lubił gdy ktoś się na niego gniewa... na niego nie da się być złym. On ma uśmiech i szaleństwo w genach, a tym bardziej rozśmieszanie innych.
- A właśnie ! - Louis zagwizdał.
Usłyszeliśmy tupot kopyt w kłusie. Za chwilę zza krzaków wyskoczył kuc. Ten sam kuc którego, Lou wcześniej o dziwo zabił. Był w świetnej formie ! Nie mam pojęcia jak on to zrobił. Kiarei patrzyła z niedowierzaniem, z resztą tak jak ja.
- Zrobiłem wszystko, żeby mu pomóc... - usiadł uśmiechając się.
- Jj..j... jak to zrobiłeś ?!
- Ma się sposoby - puścił nam oczko.
- Oj Louis Louis... psycholu..
- Haha ! No więc..ja was..zostawię samych
Ukłonił się i pobiegł przed siebie. My natomiast weszliśmy do jamy. Położyłem się na legowisku, a Kiarei tuż obok mnie.
- Co za dzień - westchnąłem z radością w głosie.
( Kiarei ? <3333 )
- Na prawdę..Bardzo ale to bardzo cię przepraszam Kiarei.. Ja nie wiedziałem, a gdybym wiedział nigdy bym tego nie zrobił ! Przysięgam ! - Miał smutny wyraz pyska i opuścił łeb w dół.
- Wiem Lou, nie jestem na ciebie zła..po prostu chwilowo było mi przykro... nie chowam do ciebie urazy bądź spokojny - poklepała go po głowie.
Basior od razu się uśmiechnął.
- Dzięki ci panie !
Wraz z Kiarei zaśmialiśmy się. Lou zawsze był pusty i nie lubił gdy ktoś się na niego gniewa... na niego nie da się być złym. On ma uśmiech i szaleństwo w genach, a tym bardziej rozśmieszanie innych.
- A właśnie ! - Louis zagwizdał.
Usłyszeliśmy tupot kopyt w kłusie. Za chwilę zza krzaków wyskoczył kuc. Ten sam kuc którego, Lou wcześniej o dziwo zabił. Był w świetnej formie ! Nie mam pojęcia jak on to zrobił. Kiarei patrzyła z niedowierzaniem, z resztą tak jak ja.
- Zrobiłem wszystko, żeby mu pomóc... - usiadł uśmiechając się.
- Jj..j... jak to zrobiłeś ?!
- Ma się sposoby - puścił nam oczko.
- Oj Louis Louis... psycholu..
- Haha ! No więc..ja was..zostawię samych
Ukłonił się i pobiegł przed siebie. My natomiast weszliśmy do jamy. Położyłem się na legowisku, a Kiarei tuż obok mnie.
- Co za dzień - westchnąłem z radością w głosie.
( Kiarei ? <3333 )
Od Ashley cd. Bluke'a
- Nie gadaj tylko chodź - przerwałam mu uśmiechając się słodko - Nie jestem śpiąca, a ty ?
- Tak szczerze to ja też nie - mruknął - Gdzie chcesz się wybrać ?
- Na Wzgórza Zorzy - odparłam - Nocą tam jest na prawdę pięknie.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu ale mimo to byłam całkowicie rozluźniona i czułam, że on też jest sobą.
- A co sądzisz o tym, że twoja siostra ma już partnera ? - zagadnął Bluke. Wiedziałam, że jeśli porozmawia o tym z kimś kto nie jest ani Kiarei, ani Shadow'em to będzie mu łatwiej pogodzić się z tym wszystkim.
- Hmm... Shadow to równy gość, ale jakoś nie bardzo mnie obchodzi kim się ona interesuje - przyznałam.
- No nie w ogóle ! - zaśmiał się ironicznie - Bo wcale nie łaziłaś za mną i Kiarei przez ostatnie parę tygodni.
- Oj ! To robiłam bo byłam strasznie zazdrosna - zaśmiałam się - A wtedy kiedy zniknęłam to teleportowałam się ale słuchałam waszych myśli.
- Więc wiesz, że uważamy, że jesteś nieco...
- Świrnięta - dokończyłam za niego - Tak wiem. I to prawda.
(Bluke ?)
- Tak szczerze to ja też nie - mruknął - Gdzie chcesz się wybrać ?
- Na Wzgórza Zorzy - odparłam - Nocą tam jest na prawdę pięknie.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu ale mimo to byłam całkowicie rozluźniona i czułam, że on też jest sobą.
- A co sądzisz o tym, że twoja siostra ma już partnera ? - zagadnął Bluke. Wiedziałam, że jeśli porozmawia o tym z kimś kto nie jest ani Kiarei, ani Shadow'em to będzie mu łatwiej pogodzić się z tym wszystkim.
- Hmm... Shadow to równy gość, ale jakoś nie bardzo mnie obchodzi kim się ona interesuje - przyznałam.
- No nie w ogóle ! - zaśmiał się ironicznie - Bo wcale nie łaziłaś za mną i Kiarei przez ostatnie parę tygodni.
- Oj ! To robiłam bo byłam strasznie zazdrosna - zaśmiałam się - A wtedy kiedy zniknęłam to teleportowałam się ale słuchałam waszych myśli.
- Więc wiesz, że uważamy, że jesteś nieco...
- Świrnięta - dokończyłam za niego - Tak wiem. I to prawda.
(Bluke ?)
Od Bluke'a cd. Ashley
Kiedy Ashley się do mnie przysunęła i mnie pocałowała wiedziałem, że podjąłem właściwą decyzję. Cieszyłem się, naprawdę się cieszyłem. Chciałem, żeby ta chwila trwała jak najdłużej ale Asha odsunęła się ode mnie zawstydzona.
- A gdzie mi uciekasz?- zaśmiałem się, uśmiechnąłem szarmancko i przedłużyłem nasz pocałunek.
Nareszcie mogę być szczęśliwy.
- Dziękuję ci...- szepnąłem do wadery.
- Za co? - zapytała zdziwiona.
- Za to, że dałaś mi czas- uśmiechnąłem się i popatrzyłem prosto w jej oczy.- Że na mnie czekałaś i potrafisz dać mi szczęście.
Uśmiechnęliśmy się oboje.
- Co prawda jest już ciemno, ale co powiesz na spacerek, hm? - zapytałem.- No wiesz, taki mały spacer przy świetle księżyca...
<Ashley? :*>
- A gdzie mi uciekasz?- zaśmiałem się, uśmiechnąłem szarmancko i przedłużyłem nasz pocałunek.
Nareszcie mogę być szczęśliwy.
- Dziękuję ci...- szepnąłem do wadery.
- Za co? - zapytała zdziwiona.
- Za to, że dałaś mi czas- uśmiechnąłem się i popatrzyłem prosto w jej oczy.- Że na mnie czekałaś i potrafisz dać mi szczęście.
Uśmiechnęliśmy się oboje.
- Co prawda jest już ciemno, ale co powiesz na spacerek, hm? - zapytałem.- No wiesz, taki mały spacer przy świetle księżyca...
<Ashley? :*>
Od Kiarei cd. Shadow'a
- Wiem - westchnęłam starając się opanować - Ale to nie zmienia faktu, że jest mi przykro. Wyślę do niego jednego z moich kucyków to mu da do myślenia.
Zamknęłam oczy skupiając się. Chwilę później gdy je otworzyłam do groty zaglądał mały, granitowy kucyk rżąc radośnie na powitanie. Zaraz jednak odbiegł kłusem wykonując moją wolę.
- Ciekawa jestem co powie jak to zobaczy - zaśmiałam się - Myślę, że będzie nieco zaskoczony.
- Ale ten kuc nic mu nie zrobi ? - spytał ze strachem Shadow.
- Raczej nie - uspokoiłam go - Nie jestem na niego zła więc kucyk nie powinien go atakować.
- Nie powinien ale może - zaniepokoił się jeszcze bardziej.
- Spokojnie - szepnęłam - Panuję nad sytuacją.
- Ok. To może coś zjemy ? - spytał posuwając zdobycz w moim kierunku.
- Pewnie - uśmiechnęłam się zaczynając jeść. Po chwili gdy oboje już zjedliśmy wyszliśmy z groty.
- Gdzie się przejdziemy ? - spytał Shadow.
- Hmm... Może na Kwiecistą Polanę - zaproponowałam.
- Dobry pomysł - zgodził się. Powoli, nie spiesząc się ruszyliśmy w stronę polany.
Ten dzień minął zbyt szybko, a cały spędziliśmy razem. Nim się obejrzałam i już był wieczór i razem wracaliśmy do groty.
(Shadow ? <3)
Zamknęłam oczy skupiając się. Chwilę później gdy je otworzyłam do groty zaglądał mały, granitowy kucyk rżąc radośnie na powitanie. Zaraz jednak odbiegł kłusem wykonując moją wolę.
- Ciekawa jestem co powie jak to zobaczy - zaśmiałam się - Myślę, że będzie nieco zaskoczony.
- Ale ten kuc nic mu nie zrobi ? - spytał ze strachem Shadow.
- Raczej nie - uspokoiłam go - Nie jestem na niego zła więc kucyk nie powinien go atakować.
- Nie powinien ale może - zaniepokoił się jeszcze bardziej.
- Spokojnie - szepnęłam - Panuję nad sytuacją.
- Ok. To może coś zjemy ? - spytał posuwając zdobycz w moim kierunku.
- Pewnie - uśmiechnęłam się zaczynając jeść. Po chwili gdy oboje już zjedliśmy wyszliśmy z groty.
- Gdzie się przejdziemy ? - spytał Shadow.
- Hmm... Może na Kwiecistą Polanę - zaproponowałam.
- Dobry pomysł - zgodził się. Powoli, nie spiesząc się ruszyliśmy w stronę polany.
Ten dzień minął zbyt szybko, a cały spędziliśmy razem. Nim się obejrzałam i już był wieczór i razem wracaliśmy do groty.
(Shadow ? <3)
Od Ashley cd. Bluke'a
- Jak to dać mi szansę ?! - warknęłam - Na zostanie twoją dobrą przyjaciółką ?!
- Właściwie to chodziło o naszą wspólną szansę - wyjaśnił odwracając się w moim kierunku i przysuwając lekko - W sensie, że wiem już co czuję. I sporą zasługę w tym ma Kiarei. Ona chce żebyśmy byli razem.
- Uhum - wlepiłam oczy w Bluke'a przybierając bardziej zainteresowany ton nie okazując jednak, że jestem strasznie podekscytowana - Czyli nie chcesz mnie więcej znać czy mnie kochasz ?
- Jakbym nie chciał cię znać nie przychodził bym tu - mruknął basior z uśmiechem.
- O boże ! - zaśmiałam się - To najlepsze co kiedykolwiek usłyszałam !
Przysunęłam się do Bluke'a całując go namiętnie. Zaraz jednak uświadomiłam sobie, że może nie mieć na to ochoty więc nieco zawstydzona odsunęłam się szybko.
(Bluke ? <3)
- Właściwie to chodziło o naszą wspólną szansę - wyjaśnił odwracając się w moim kierunku i przysuwając lekko - W sensie, że wiem już co czuję. I sporą zasługę w tym ma Kiarei. Ona chce żebyśmy byli razem.
- Uhum - wlepiłam oczy w Bluke'a przybierając bardziej zainteresowany ton nie okazując jednak, że jestem strasznie podekscytowana - Czyli nie chcesz mnie więcej znać czy mnie kochasz ?
- Jakbym nie chciał cię znać nie przychodził bym tu - mruknął basior z uśmiechem.
- O boże ! - zaśmiałam się - To najlepsze co kiedykolwiek usłyszałam !
Przysunęłam się do Bluke'a całując go namiętnie. Zaraz jednak uświadomiłam sobie, że może nie mieć na to ochoty więc nieco zawstydzona odsunęłam się szybko.
(Bluke ? <3)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
