środa, 26 marca 2014

Od Will'a cd. Cass

Chodziłem po terenach nowej watahy. Nie mogłem przywyknąć do uczucia, że przynależę do jakiejś społeczności to takie... dziwne. Biorąc pod uwagę, że od 2m-ce żyłem samotnie jako wolny strzelec. No nic.
Postanowiłem, że dziś zwiedzę przynajmniej kawałek terenów by nie być zielonym w tych sprawach, a zwłaszcza że jestem wojownikiem - w tej sytuacji przydaje się wiedza o terenach.
Była już noc, księżyc jak to miał w zwyczaju nie był w pełni okazałości, ale bezchmurne niebo umożliwiło mu oświetlenie niewielkiej części terenów. Szedłem spokojnym, równym tempem przez las, ten sam, który doprowadził mnie do samicy Alfa i Beta, lecz teraz wyglądał inaczej; Bardziej magicznie, fascynująco. Nie mogłem się powstrzymać. Wskoczyłem na najbliższe drzewo i zacząłem biegać z jednego na drugie, podziwiając nieziemską aurę, która otaczała pobliski gaj. Kątek oka ujrzałem coś białego migającego pośród drzew, w watasze jest kilka białych wilków więc olałem to do czasu, gdy nie padł/a na ziemie. Opanowany zwinnie zeskoczyłem z drzewa i powoli zbliżyłem się do białego ciała z czarnymi znakami. Z daleka widziałem, że leżąca postać się uśmiecha, a nawet śmieje.
- Coś Cię boli? - zapytałem, ale w kontekście choroby psychicznej.
Wadera nic nie odpowiedziała więc doskoczyłem do niej i wtedy zobaczyłem, że krwawi, a do tego niecałe kilka m od nas latało stado <?> chochlików napalonych na nas jak dzik na żołędzie. Zarzuciłem waderę na grzbiet i z lekkością wdrapałem się na drzewo, z którego dopiero co zszedłem. Położyłem nieznajomą na grubej gałęzi i czekałem, aż skończy jej się faza.
- Co ćpałaś? - zapytałem poważnym tonem.
- Hy? - odparła ścierając krew.
- Nic... Jak masz na imię? - zapytałem bezinteresownie, by trochę porozmawiać. Nudno tak jak nikogo się nie zna.

<Cass?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz