Jak zwykle wcześnie rano zerwałam się z posłania i nim jeszcze zdążyłam dobrze otworzyć oczy już wybiegłam z groty. Rozglądnęłam się po otaczającym mnie terenie sprawdzając czy jakiś wilk nie kręci się w okolicy. Nikogo obcego nie zauważyłam, a i znajome wilki nie pokazywały się.
- Pewnie jeszcze śpią - mruknęłam do siebie - Albo są na rannym spacerze czy coś.
Szybko sprawdziłam granice watahy upewniając się czy nic złego nie dzieje się poza terenami WWG, po czym ruszyłam przez las nucąc jakąś melodię pod nosem. Las przerzedził się i dotarłam nad rzekę. Na jej dnie dostrzegłam małe, czarne kamyczki. Skupiłam się przywołując moc po czym odsunęłam się trochę. Kamyki zaczęły lekko podskakiwać powodując bulgotanie wody. Potem szybko wzleciały w powietrze w locie łącząc cię w postać krępego kuca szetlandzkiego. Ten wpadł do wody po czym podpłynął do mnie.
- Hej ! - zaśmiałam się kiedy kucyk wyskoczył zwinnie na brzeg i otrząsnął się z wody ochlapując mnie. Szetland parsknął jakby śmiejąc się ze mnie. Wierzgnął, a potem puścił się galopem pomiędzy drzewami. Szybko zawrócił jednak patrząc na mnie wymownie. Jego oczy, składające się z czarnych kamyków rzecznych jak i reszta ciała, wydawały się mówić: "Ale z ciebie nudziara ! Pobaw się ze mną !". Podniosłam się i pobiegłam za kucem który rżąc radośnie cwałował przez las. Nagle gdzieś za sobą usłyszałam trzask gałązki. Szetlandzki kucyk też to usłyszał i natychmiast na powrót rozpadł się na czarne kamyki zdające się teraz być tylko zwykłymi, zimnymi kamieniami rzecznymi.
Odwróciłam się w stronę z której dobiegł trzask. Stał tam Shadow.
(Shadow ???)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz