Moja żmudna wędrówka donikąd zdawała się nie mieć końca.Nie przerywałem marszu już od 24 godzin i sam potykałem się o własne łapy.Wizja przede mną była zamazana i ze zmęczenia kręciło mi się w głowie.Bezwładnie opadłem na grunt.Kilka sosnowych igieł wbiło się w me kończyny.Dyszałem ciężko wywalając język.Bycie wilkiem jest okropne.Nie mam już moich zgrabnych, długich nóg ani pięknego poroża-mej dawnej dumy.Westchnąłem ciężko dręczony miłymi wspomnieniami.Położyłem głowę na poranionych łapach i zamknąłem oczy pragnąc tylko jednego-wypoczynku.Wtem jakiś trzask podniósł mnie do góry.Nadstawiłem czujnie uszu gotowy do ataku.Nagle zza dorodnego dębu wyszedł wilk którego nigdy wcześniej nie widziałem
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz