Im głębiej zapuszczałam się w las, tym częściej natrafiałam na tropy wilków. Jak wywnioskowałam musiała gdzieś blisko znajdować się jakaś wataha. Długo rozmyślałam nad dołączeniem, ale ostatecznie zdecydowałam, że na jakiś czas nie zaszkodzi gdzieś osiąść. Kilka razy przytoczyłam wszystkie argumenty za i przeciw i doszłam do wniosku, że pora na odpoczynek. Wędrowałam już długo, nigdzie nie zagrzałam dłużej miejsca, a wieczna tułaczka powoli stała się męcząca. Pragnęłam spokoju i odpoczynku. Przez jakiś czas chciałam zamieszkać w jednym miejscu, gdzie miałabym określone obowiązki i stanowiła część społeczności. Chciałam się poczuć choć trochę tak jak kiedyś. Szczęśliwa, niczym nieskrępowana. Chciałam mieć gdzie wracać po polowaniach i długich wędrówkach. Właśnie tego teraz najbardziej mi brakowało-domu.
Przyspieszyłam kroku i w końcu przez zbite korony drzew zaczęły prześwitywać pojedyncze promyki słońca. Zbliżałam się powoli do granicy lasu. Powietrze również stało się bardziej rześkie, nie było już tak ciężkie i duszne jak w głębi. W końcu wybiegłam na rozległą polanę i przyjemny, chłodny wiatr od razu owiał moje ciało, dodając mi energii. Nawet nie zauważyłam jak bardzo las i panująca w nim duchota mnie przytłaczała. Teraz cieszyłam się każdym promykiem słońca, źdźbłem trawy, chmurą na niebie. Po półmroku panującym w lesie, nie mogłam przyzwyczaić się do oślepiającego blasku słońca. Spuściłam więc głowę i kątem oka dostrzegłam jakiś ruch w krzakach nieopodal. Powoli podeszłam w tamtą stronę i ujrzałam bacznie przyglądającego mi się wilka.
ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz