- Jestem Cassandra, ale mów mi Cass.
- Ja jestem Will.
Uśmiechnęłam się do niego, chociaż czułam tępy ból . Musiałam walnąć w coś twardego. Lekko wychyliłam głowę i zobaczyłam grupę zdezorientowanych chochlików. Skroń nadal trochę krwawiła, ale to nie było istotne. Trzeba było się ich pozbyć. Tylko jak? Nagle wpadłam na pomysł. Bez słowa zeskoczyłam z drzewa, lecz usłyszałam, że basior zrobił to samo. Zaczęłam się skradać. Ukrywałam się w krzakach i wyższej trawie. Kiedy znalazłam się dostatecznie blisko wprawiłam ogon w ruch i złapałam nim jednego stworka. Wyszłam z ukrycia. Zakręciłam ogonem kilka razy przyprawiając chochlika o zawrót głowy, a siebie samą o zadrapania pazurów istotki. Zataczając coraz większe i szybsze kręgi coraz bardziej dezorientowałam wszystkie stworzenia. Powoli zaczęły się wycofywać, a kiedy były już kilkanaście metrów przede mną wypuściłam potworka, który wirując uderzył w grupę stworków. Zaczęły obijać się o drzewa i uciekać jeszcze szybciej niż przedtem. Spojrzałam i uśmiechnęłam się do stojącego za mną Will'a. Wtedy krew ze skroni kapnęła mi na oko. Szybko ją wytarłam.
- Dzięki za pomoc.- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Zanim basior coś odpowiedział wskoczyłam na gałąź i zniknęłam w koronach drzew. Wiedziałam, że jest tu wataha, ale postanowiłam, że dołączę jutro. Na razie musiałam rozejrzeć się za jaskinią.
Po kilku godzinach znalazłam mieszkanie wręcz idealne. Blisko lasu i małej polanki, w ciszy. Ułożyłam się na miękkiej warstwie mchu porastającym jeden z kątów jaskini i zasnęłam.
Następnego dnia z samego rana załatwiłam sprawy dotyczące przynależności do watahy i ruszyłam nad Rzeczny Przesmyk wykąpać się. Moje futro było posklejane błotem i krwią. Kiedy się obmyłam wyszłam z wody i usiadłam na brzegu. Po kilku chwilach przyszła Sparta. Zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle na drugim brzegu zobaczyłam Will'a. Po plecach przebiegł mi dreszcz.
- Zimno jakoś - skwitowałam rozmowę.
- Jesteśmy nad Rzecznym Przesmykiem. O tej porze roku to najcieplejsze miejsce w watasze.
Will podszedł do nas i stanął naprzeciwko mnie.
- Witajcie.- powiedział z uśmiechem.
- Ooo, właśnie, zapomniałam na śmierć! Muszę zebrać wojowników i obmyślić z nimi strategię w razie ataku! Przepraszam! - zawołała i odbiegła, puszczając oko do mnie.
Posłałam jej mordercze spojrzenie.
- Czujesz się lepiej?- spytał basior.
- Taa, nic mi nie jest. To mój nie pierwszy i pewnie nie ostatni atak chochlików.- powiedział i wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
Will?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz