Przyłożyłem nos do ziemi i naprężyłem grzbiet, niczym kot. Za krzakiem pasło się spore stadko jeleni, na które miałem dziś wyjątkową ochotę. Automatycznie mój wzrok przykuła jakaś słaba, ranna jednostka. Przywarłem do ziemi i bezszelestnie schowałem się w krzak. W ułamku sekundy rzuciłem się na zwierzynę. Wszystkie się rozbiegły oprócz tej jednej. Przygniotłem ją do ziemi i wbiłem pazury w gardziel. Jeleń wydał z siebie głuchy odgłos, drgawki przedśmiertne i zdechł. Zabrałem się z jedzenie.
Nagle zza rośli wyszła czarna jak popiół wilczyca z czerwonymi łapami i grzywką.
- Witaj - powiedziałem.
- Witaj - odparła i przyjrzała mi się podejrzliwie.
- Jestem Nightmare - przedstawiłem się i wyszczerzyłem w uśmiechu.
- Pirit - podała mi łapę.
- Gdzie moje maniery? Chcesz kawałek mięsa?
- Mogę - westchnęła i usiadła naprzeciw mnie. Zaczęliśmy jeść. Mięso było jeszcze ciepłe. Gdy zjadłem swoją część oblizałem nos i położyłem się na trawie. Pirit zrobiła to samo.
- Słuchaj... - zacząłem. - Jest tu jakaś wataha? Bo skoro...
- Jest - oznajmiła. - Wataha Wschodzących Gwiazd.
- Wspaniale. Mógłbym dołączyć?
- To zależy od alf - skwitowała i spojrzała w słoneczne niebo.
- Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę. Zaprowadzisz mnie do nich?
(Pirit?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz