- Dziękuję – szepnęłam i wsunęłam kwiatek sobie za ucho.
Czułam się dziwnie… taka skrępowana i niepewna. Tak jakby zaraz po jednym
stopniu zawaliły się całe schody. Cofnęłam się do tyłu o jeden krok.
- Przejdziemy się? – spytał Matt. Na początku chciałam się
wymigać, jednak po długiej wojnie między samą sobą przystałam na jego
propozycję. Kiwnęłam delikatnie głową. Szliśmy prze wiśniową drogę. Słońce
lekko ogrzewało tutejszą roślinność. Nagle przystanęłam, kończąc ten przesadnie
słodki i uroczy moment.
- Co się dzieje? – Matt również się zatrzymał. Zastrzygłam
uszami. Coś było nie tak… W jednej chwili między pobliskimi krzewami odezwały
się strzały. Serce zaczęło bić mi szybciej, nie zdziwię się jakby pobiło rekord
świata. Zza krzaków wyskoczyły psy myśliwskie.
- Sparta, uciekaj! – wrzasnął basior. Stałam nieruchomo i
wpatrywałam się w śliniące się psy, które szybko przecięły polanę i biegły w
moją stronę. Nie potrafiłam się ruszyć,
zastygłam w miejscu. Świat wirował wokół mnie, głosy dochodziły niewyraźne i
zamazane – jakby za mgłą. Wilk zaczął pchać mnie w stronę lasu, a przynajmniej
tak mi się wydawało. Najpierw było czarno-biało, potem kolory stały się
jaskrawsze. Zakręciło mi się w głowie, upadłam.
Obudziłam się w grocie medyków. Siniaki bolały z każdym,
nawet najdrobniejszym ruchem. Zamknęłam oczy. Słyszałam ułamki jakiejś rozmowy:
- Ona zemdlała, więc ją przyniosłem.
- Czyżby? – głos pasował mi do jakiejś wadery.
- Tak.
- A co się dokładnie stało?
- Myśliwi – ktoś westchnął.
- To wszystko wyjaśnia…
Podniosłam się. Za rogiem stali Matt i Evelynn. Powoli
podeszłam do wilków.
Matt? Evelynn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz