Goniłam sarnę, która odłączyła się od stada zwinnie klucząc miedzy drzewami, starają się wykiwać zwierze. Choć oddychałam ciężko to nie zwalniałam i choć kiedyś postanowiłam sobie, że będę polować tradycyjnie bez użycia magii to tym razem pozwoliłam sobie na niewielka pomoc molekułów, które teraz przyśpieszając swój ruch rozpadły się tworząc przed rączym stworzeniem szeroką przepaść. Sarna zatrzymała się spanikowana, a jej uszy ruszały się na wszystkie strony szukając drogi ucieczki, ale ja ją już dopadłam. Chwile potem było już po wszystkim, a ja z nad naturalnie szybką pracą serca i lekką zadyszką leżałam przy martwym zwierzęciu. Po kilku głębokich oddechach miałam już zacząć jeść, ale przerwał mi basior podchodzący do mnie bez strachu z drwiącym spojrzeniem wbitym we mnie i moja ofiarę.
- Chyba nie powinnaś się tak wysilać skoro tak codzienna czynność tak cie męczy - rzucił złośliwie okrążając mnie.
- Nie denerwuj mnie młody - warknęłam patrząc na niego pobłażliwie i odrywając duży kawał mięsa.
- Bo co mi zrobisz? - spytał zatrzymując się na tyle blisko, że mogłam bez problemu go zabić.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - odpowiedziałam mu pytaniem beznamiętną nutą w głosie by po chwili dodać - A tak przy okazji to jest Evelynn.
<Dascaro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz