środa, 26 marca 2014

Od Sparty

Usiadłam na kamieniu nad jeziorem. Było późne popołudnie i w wodzie odbijało się już senne, zachodzące słońce oraz czapiaste korony drzew. Uwielbiam wiosnę, te zielone, soczyste liście, te rześkie poranki, to przepełnione błękitem niebo. Dzień wspaniałego lenistwa… Westchnęłam z rozkoszą i pogrążyłam się w marzeniach.
- SpartAAAA! – wyrwał mnie z zamyślenia głos Nightmare’a. Postawiłam uszy, lecz nie otworzyłam oczu. Basior podbiegł do mnie.
- Hm? – wydałam z siebie ciche parsknięcie.
- Kiarei coś od ciebie chce – zaczął pewnie, tym swoim przesadnie dumnym tonem głosu. No i koniec słodkiego leniuchowania. Powoli podniosłam się i usiadłam na ogonie.
- Poczeka sobie trochę – stwierdziłam bez największego zainteresowania całą sytuacją. A gdyby tak… hm… w głowie zaświtał mi wspaniały pomysł. – Night? – spytałam i prześwidrowałam go wzrokiem.
- Co?
- Znasz może Cassandrę? To nowa wilczyca – zagadnęłam.
- Nie, a co? – basior zrobił zdziwioną minę. Wskazałam łapą wilczycę, która leżała na drugim brzegu jeziora.
- Muszę z nią załatwić jedną sprawę. Chodź ze mną – uśmiechnęłam się figlarnie, po czym pociągnęłam go do wadery. Stawiał lekki opór, lecz w końcu dał za wygraną.
- Cass, to jest Night – przedstawiłam ich sobie. Wilczyca zrobiła na nas wielkie oczy. – Ach, właśnie… Alfa! Zapomniałam, że mnie wołała, muszę już iść – wymigałam się, aby pozostawić ich samymi. Odbiegłam do Kiarei, nie miałam wcale ochoty, jednakże bycie Betą nie jest takie łatwe… W oddali usłyszałam ich rozmowę.

Cass? Nighmare?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz