Spojrzałam na swoje łapy, cała czerwona. Wilk, przed którym stałam, już pierwszego dnia przykuł moją uwagę. Na jego pysku widniał szeroki uśmiech, a jego wielkie, czerwone oczy wpatrywały się we mnie z dziecięcą ciekawością.
- J... jestem... Mel... Melanie... - wydukałam. Sama nie wiedziałam co się dzieje. Serce oszalało, głos drżał, rumieniec nie chciał ustąpić. A przecież widziałam wilka dopiero drugi raz w życiu.
- Anavil - odpowiedział trochę ironicznie, ale uprzejmie. Podniosłam na niego oczy.
Sierść miał białą jak śnieg, ale kark wściekle czerwony, tak jak oczy. Zastrzygł długimi uszami. Na szyi miał obrożę, ale nie wyglądał na udomowionego 'pieska' Patrząc na jego postać, widziałam w nim coś dziecięcego, niewinnego.
Jeśli to w ogóle możliwe, zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
Uśmiechnął się do mnie serdecznie, co sprawiło, że poczułam się tak, jakby serce miało wyskoczyć mi z piersi.
Czy była to reakcja spowodowana jakąś chorobą? Czy może spotkaniem pierwszego przystojnego samca po jego mało urodziwym poprzedniku? Albo po prostu był to pierwszy basior, którego poznałam w nowej watasze?
Nie wiedząc co mam myśleć, użyłam na sobie mocy uzdrowienia, na wypadek, gdybym faktycznie była chora. Jednak to nie pomogło. To wręcz pogorszyło tylko sprawę.
Spojrzałam mu w oczy, biorąc głęboki wdech. "Jeśli zrobisz z siebie idiotę już teraz, nigdy Cię nie polubi. Ogarnij, się, Mel." - rozkazałam sobie w myślach.
Uśmiechnęłam się niemrawo, mając nadzieję, że Anavil jeszcze mnie nie znienawidził.
<Anavil?>
<w pierwszym opku standardowo trzeba pokazać jakim to Mellie jest debilem XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz