O tej porze las był bardzo cichy i spokojny. Było słychać dokładnie, każde puknięcie dzięcioła o drzewo. Postanowiłem rozprostować kości i przejść się. Gdy tak szedłem, usłyszałem śmiech. Nie byle jaki śmiech, to był śmiech dobrze znanej mi wadery. Postawiłem uszy i cichym truchtem zbliżyłem się. Byłem tak w nią wpatrzony, że nie zauważyłem starego patyka na mojej drodze. Przydeptałem go, a on wydał głośny dźwięk, który speszył lekko samicę. Usłyszałem tylko jak kilkadziesiąt kamyków spada na ziemię. Kiarei patrzyła na mnie lekko speszona. Zrobiło mi się głupio, może myśli, że ją śledziłem ? Mam nadzieję, że nie.
- Przepraszam, nie chciałem przeszkodzić Ci w ... - Nagle wszystko wypadło mi z głowy i nie wiedziałem co powiedzieć. Spuściłem wzrok.
<Kiarei ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz