Od paru miesięcy wędrowałęm samotnie po lasach. Nie miałem żadnego zamiru, nic, po prostu szedłem uparcie przed siebie - byle jak najdalej od tego okropnego miejsca, byle zapomnieć. Spojrzałem w niebo i niestety, zbierało się na deszcz. Musiałem szybko znaleźć jakąś kryjówkę, albo zmoknę. Nie lubię deszczu, ale zapach po ulewie - tak, wręcz uwielbiam. Jakie to skomplikowane... wszystko. Ja, moja przeszłość, rodzina... ach.. rodzina. No właśnie. Szufladka z " Ostatnimi dniami w Laboratorium" znowu się otworzyła... I wróciły wszystkie złe chwile.. Zamknąłem oczy, chcąc zkoncentrować się na "odpychaniu" niechcianych wizji , ale usłyszałem cichy trzask gałązki. Dość blisko. Bardzo blisko... Otworzyłem oczy i ... zobaczyłem jakąś wilczycę z białym futerkiem, patrzącą na mnie z .. hmm... trochę z zaciekawieniem, a trochę jakby zaraz miała mi skoczyć do gardła. Oj, niedobrze ...
- Co Ty tu robisz i kim jesteś ? - zapytała biała wadera.
- Zawędrowałem. I jestem Mroczny. A .. Ty ? - byłem lekko zdziwiony widokiem wadery w środku lasu.. chyba że ich jest tutaj więcej...
-Evelynn. Chodź, pokażę Ci watahę, chcesz ?
- Jasne, że tak.
Ruszyliśmy razem w głąb lasu.
Evelynn ? ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz