Kiedy Will odszedł, postanowiłam, że pójdę nad wodospad. Lubiłam tam przebywać. Przed dotarciem na miejsce skoczyłam po łuk
do jaskini. Pomyślałam, że trochę poćwiczę. Weszłam na wodospad i zamknęłam oczy. Słyszałam szum wody i wiele odgłosów zwierząt. Wyczuwałam wibracje ziemi. Skupiłam się na donośnym brzęczeniu bąka. Jakieś 15 metrów z tąd. Nie otwierając oczu wycelowałam i wystrzeliłam. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na mój wyczyn. Strzała wbiła się w pobliskie drzewo. Podeszłam i zobaczyłam, że grot urwał skrzydło owada. Nie wzięłam poprawki na wiatr. Wdrapałam się na drzewo i weszłam na sam jego czubek. Wiatr targał moje futro, a ja uśmiechałam się. Liście delikatnie muskały moje ciało. Miałam ochotę skoczyć i wzlecieć pod słońce. Wtedy popatrzyłam w dół. Zobaczyłam tam samca, który próbował dostać się na górę. Wycelowałam i już miałam puścić strzałę, kiedy zobaczyłam, że to Will. Opuściłam łuk i schowałam się w liściach. Ułożyłam się na gałęzi i przyglądałam się samcowi. Na początku nie wiedział jak ma wejść na górę, lecz po chwili skoczył na kilka wystających kamieni i był na górze. Zmrużyłam oczy, bo słońce zaczęło mnie oślepiać. Will położył się na wilgotnym mchu i zamknął oczy. Cicho zeszłam z drzewa i podeszłam do niego.
- Śledzisz mnie? - spytałam.
- Powinienem zapytać o to samo Cassandro. - odparł.
- Słucham? Jestem tu od jakiejś godziny, a ty od niecałej minuty. Nie ma sensu sprzeczać się kto tu był pierwszy.
Samiec otwarł oczy i skierował swój wzrok na mnie.
- Ehh.... - mruknął.- Strzelasz? - spytał wskazując na mój łuk.
- Tak, a co?
- Nic. Pytam z ciekawości.
- Ależ miło... - mruknęłam i odwróciłam się.
Kierowałam się w stronę małego gaju, który odkryłam niedawno.
- Gdzie idziesz?- spytał basior podnosząc się.
- Tak, jak powiedziałeś. ,,Dołączenie do tej watahy chyba nie oznaczało spędzanie całego dnia z jakąś osobą."- odparłam. - i tak, słyszałam wszystko.
Will?