niedziela, 30 marca 2014

Od Cassie cd. Will'a

Kiedy Will odszedł, postanowiłam, że pójdę nad wodospad. Lubiłam tam przebywać. Przed dotarciem na miejsce skoczyłam po łuk

do jaskini. Pomyślałam, że trochę poćwiczę. Weszłam na wodospad i zamknęłam oczy. Słyszałam szum wody i wiele odgłosów zwierząt. Wyczuwałam wibracje ziemi. Skupiłam się na donośnym brzęczeniu bąka. Jakieś 15 metrów z tąd. Nie otwierając oczu wycelowałam i wystrzeliłam. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na mój wyczyn. Strzała wbiła się w pobliskie drzewo. Podeszłam i zobaczyłam, że grot urwał skrzydło owada. Nie wzięłam poprawki na wiatr. Wdrapałam się na drzewo i weszłam na sam jego czubek. Wiatr targał moje futro, a ja uśmiechałam się. Liście delikatnie muskały moje ciało. Miałam ochotę skoczyć i wzlecieć pod słońce. Wtedy popatrzyłam w dół. Zobaczyłam tam samca, który próbował dostać się na górę. Wycelowałam i już miałam puścić strzałę, kiedy zobaczyłam, że to Will. Opuściłam łuk i schowałam się w liściach. Ułożyłam się na gałęzi i przyglądałam się samcowi. Na początku nie wiedział jak ma wejść na górę, lecz po chwili skoczył na kilka wystających kamieni i był na górze. Zmrużyłam oczy, bo słońce zaczęło mnie oślepiać. Will położył się na wilgotnym mchu i zamknął oczy. Cicho zeszłam z drzewa i podeszłam do niego.
- Śledzisz mnie? - spytałam.
- Powinienem zapytać o to samo Cassandro. - odparł.
- Słucham? Jestem tu od jakiejś godziny, a ty od niecałej minuty. Nie ma sensu sprzeczać się kto tu był pierwszy.
Samiec otwarł oczy i skierował swój wzrok na mnie. 
- Ehh.... - mruknął.- Strzelasz? - spytał wskazując na mój łuk.
- Tak, a co?
- Nic. Pytam z ciekawości.
- Ależ miło... - mruknęłam i odwróciłam się.
Kierowałam się w stronę małego gaju, który odkryłam niedawno.
- Gdzie idziesz?- spytał basior podnosząc się.
- Tak, jak powiedziałeś. ,,Dołączenie do tej watahy chyba nie oznaczało spędzanie całego dnia z jakąś osobą."- odparłam. - i tak, słyszałam wszystko.
Will?

sobota, 29 marca 2014

Od Shadowa cd. Mrocznego

Przed nami stanęło wielkie bydle. Każdy z nas wypuścił z pyska swoją ofiarę. Niedźwiedź stanął na dwóch łapach i zaryczał. Wiedzieliśmy, że nie oddamy zdobyczy o tak. Misiek zaczął biec prosto na nas. W momencie ataku odskoczyliśmy na bok. Morgul wraz z Mattem rzucili się na jego plecy. Wielkolud dość mocno się zdenerwował i zaczął wymachiwać łapami. Nie chcieliśmy go zabić, tylko żeby się odczepił. Will stanął w niewielkiej odległości przed jego pyskiem i zaczął go ewidentnie prowokować. Mianowicie śmiał się z niego i wymachiwał ogonem. Sam się śmiałem, ale w tym momencie niedźwiedź tak się zdenerwował, że z wielką siłą zrzucił z siebie Morgula i Matta. Szarżował na Willa. Dascaro wzniósł się w powietrze i szybko zabrał ze sobą Willa. Chciałem go jakoś zatrzymać, gdyby misiek skoczył, złapałby Willa za łapę lub ogon. Skoczyłem na jego pysk. To był mój największy błąd. Wbiłem pazury w jego głowę. Miałem przed oczami jego oczy. Z wściekłością podrzucił mnie, złapał za tylną łapę i rzucił o drzewo. Zrobiło mi się trochę słabo. Nie dawałem tego poznać po sobie i szybko wstałem. Ojciec uczył mnie, że nigdy nie mogę ustępować pierwszy. Wziąłem sobie to chyba zbyt do serca. Ale wspólnymi siłami odpędziliśmy niedźwiedzia i dotarliśmy z łupami do domu. Gdy byliśmy już na miejscu, po waderach nie było ani śladu. Wszyscy popatrzyliśmy na siebie, uśmiechnęliśmy i zawyliśmy głośno. Po chwili zobaczyliśmy je. Wszystkie wyszły ze swoich norek. Były bardzo zdziwione, ale podobały mi się ich miny. Kiarei popatrzyła na mnie gdy trzymałem w pysku nogę łosia.
Kiarei ? Wadery ? Basiory ? Ktokolwiek

Od Mrocznego cd. Shadowa

Gdy upolowaliśmy zwierzynę postanowiliśmy wrócić do umówionego miejsca z resztą basiorów. Dopiero zaczynałem poznawać wszystkich z watahy, ale wydawali się mili. Gdy dotarliśmy do polany, na której mieliśmy się spotkać, zobaczyliśmy Matta i resztę wilków czekających na nas. Ruszyliśmy w drogę powrotną, kiedy usłyszeliśmy głośne stąpanie i sapanie. Niedźwiedź.

Shadow, Matt, basiory ?

piątek, 28 marca 2014

Od Shadow'a cd. Will'a

Byłem w grupie z Luką i Mrocznym. Cała nasza trójka wygląda na silnych. Postanowiliśmy zaryzykować i zapolować na coś, czego dawno nie jedliśmy. Obmyśliliśmy bardzo dobrą strategie. Szukaliśmy dość długo, zwierzyny o którą nam chodziło. Słyszeliśmy odgłosy innych członków. Żartowaliśmy aż w końcu usłyszeliśmy to czego szukaliśmy. Mroczny popatrzył na mnie i uśmiechnął się chytrze. Rozdzieliliśmy się tak jak ustaliliśmy na początku. Potężny samiec żubra nie zdawał sobie sprawy z sytuacji. Nasz atak był błyskawiczny. Luka rzucił się na byka. Mroczny zranił olbrzyma w tyle nogi. Zwierze przewróciło się, jednak szamotało się. Zaskoczyłem żubra od przodu. Wbiłem kły w gardło. Po kilku sekundach zwierze było martwe. Nie sądziłem, że pójdzie nam tak dobrze. Wracając upolowaliśmy łosia i łanie. Dumni z siebie wróciliśmy na umówione miejsce z samcami. Cały czas, zastanawiałem się, jak trzyma się moja kochana Kiarei.

Luka ? Mroczny ? Panowie ?

Od Will'a cd. Shadow'a

Kiedy Shadow z Lukiem podeszli do mnie i zaproponowali wspólne polowanie nie byłem zbyt chętny. Gdy wytłumaczyli mi, że to dla wader zgodziłem się, bo czemu nie? Zawsze warto mieć jeden dobry uczynek.
Wszyscy basiorzy spotkaliśmy się na skraju lasu, by obrać taktykę. Podzieliliśmy się na 4, trzyosobowe grupy. Mi przypadł Matt oraz Nightmare. Szczerze? Ich imiona poznałem, gdy Shadow połączył nas w grupę, oni chyba zresztą moje dopiero wtedy też.
- To czego szukamy? - zapytał Nightmare, zdziwiła mnie łagodność jego głosu, bo wygląda... agresywnie? Nie wiem, czy można tak określić czyiś wygląd, ale ja tak określam.
- Wszystkiego. - odparł Matt.
- Co się rusza. - dodałem i grupą ruszyliśmy wgłąb lasu.
Byliśmy od siebie w 4-5 metrowych odstępach. Ja po lewej, Matt prawej, a Nightmare w środku. Matt wymyślił strategię (w końcu to strateg), która była bardzo prosta, ale za to efektywna. Ja z nim mieliśmy zaganiać zwierzyną do Nightmare'a, który był niewidzialny więc zwierzyna niczego się nie spodziewała. Potem szybko, jednym ciosem skręcał jej kark.
W polowaniu mimo wszystko było dużo - na swój sposób masochistycznej - zabawy. Raz Nightmare nie trawił w szyję, a w kręgosłup wtedy z drugim basiorem zaśmialiśmy się, że są mu potrzebne okulary. Innym razem zwierzę nas przechytrzyło i szybko zmieniło kierunek, ja i Matt niestety nie zdążyliśmy tym samym uderzając w drzewo.
Pod koniec polowania mieliśmy 3 dorodne sarny, dzika, jelenia oraz parę ptaszyn, które nawinęły się po drodze. Wzięliśmy łupy na grzbiet i ruszyliśmy by spotkać się z resztą basiorów.

<Matt, Nightmare, Shadow ktokolwiek?>

Od Shadow'a cd. Kiarei

- Ale na razie wypoczywaj, to jest najważniejsze teraz - Pogłaskałem delikatnie jej ogon. Cieszę się, że nic jest nie jest. Nie wiem co bym sobie zrobił, gdyby to potoczyło się inaczej. Pewnie obwiniałbym się do końca życia. Ta sytuacja nauczyła mnie, całkiem innego podejścia do obcych watah. Matka uczyła mnie, że konflikty nie zawsze trzeba rozwiązywać w pokojowy sposób. Niestety, nie miała racji. Zawsze się jej słuchałem, do dziś. Już do końca będę agresywny w stosunku do obcych watah i nigdy nie dam im przejąć terytorium, a tym bardziej kogoś zabić. Przez to straciłem dom, rodzinę i mojego brata... Nie mogłem teraz stracić Kiarei. Jest silna. Wyjdzie z tego bardzo szybko. Opiekowałem się nią całymi dniami. W nocy dawałem jej odpocząć ode mnie. Sparta bardzo martwiła się o przyjaciółkę, bardzo dobrze było to zauważalne. Czasem, gdy mnie mijała, czułem że ma mi to za złe. Mam nadzieje, że to tylko moja paranoja. Po miesiącu od wypadku nasza Alfa czuła się już dobrze. Okazywała to przez szczery uśmiech. Jeszcze nie była w takiej formie jak kiedyś, dlatego na polowaniach tylko nam towarzyszyła zwabiając zwierzynę do nas. Jestem pewny, że już niedługo odzyska wszystkie siły i będzie jak dawniej. Sparta przyszła poplotkować z Kiarei. Zostawiłem je same, wolałem się nie mieszać w babskie pogaduchy. Zauważyłem jak Luka przechodził się niedaleko. Podszedłem do niego. Byłem mu coś winny.
- Cześć Luka! Wiem, że jakoś nie mieliśmy okazji na rozmowę, ale chciałem Ci strasznie podziękować.
- Podziękować? Niby za co ?- Zdziwił się.
- Za Kiarei, uratowałeś jej życie, jestem Ci bardzo wdzięczny - Lekko schyliłem głowę.
- Daj spokój, to nasza Alfa...poza tym jestem medykiem, to mój obowiązek - Uśmiechnął się lekko.
- Masz racje, ale i tak dziękuję - Szturchnąłem go w ramie po przyjacielsku.
- Nie ma sprawy - wyszczerzył kły.
Zapytałem się go jeszcze, czy poszedł by ze mną na polowanie. Stwierdził, że to dobry pomysł. Zabraliśmy jeszcze Will'a, Hile'a, Mrocznego, Laurel'a, Anavil'a, Morgul'a, Thresh'a,Nightmare'a Dascaro i Matta. Czyli wszystkich basiorów ze stada. Postanowiliśmy zrobić niespodziankę waderom i upolować dużą dorodną zdobycz na obiad. Całą paczką ruszyliśmy na polowanie.

Kiarei ? Sparta ? Basiory ?

Od Kiarei cd. Shadow'a

Jakby przez mgłę słyszałam wycie i jakieś głosy. Nie wiedziałam gdzie się znajduję lecz czułam znajomy zapach. Nie miałam sił otworzyć oczu więc tylko leżałam starając się oddychać. Walczyłam też z tym by nie zemdleć. W końcu jednak nie mogłam już wytrzymać i odpłynęłam.
Parę godzin później ocknęłam się w mojej grocie. Przy mnie siedział Shadow wpatrując się we mnie. Gdy zauważył, że się obudziłam jego pysk rozjaśnił lekki uśmiech.
- Jak się masz ? - szepnął.
- Cudownie - jęknęłam - Co się stało tak właściwie ?
- Ten wilk który przeniósł nas do tamtego miejsca gdy wygoniłem Charliego teleportował nas z powrotem do watahy. Last Among się tobą zajął.
- Aha, uroczo - mruknęłam - Kiedy będę mogła wstać ?
- Najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj - uśmiechnął się.
- Super.
(Shadow ?)

Od Shadow'a cd. Kiarei

Nie mogłem uwierzyć w to co stało się chwilę temu. Wszystko mogło skończyć się dobrze, gdyby nie Charlie. Od zawsze nie lubiłem zabijać, dlatego uszedł z życiem, lecz nie jego przyjaciel. Za to co zrobili mojej Kiarei, nigdy nie zaznają spokoju od wilków. Postaram się o to. Wadera miała prawo się zdenerwować. Nazwanie nas psami, jest dla nas dużą obelgą. Alfa nie przewidziała tego, że człowiek miał nóż. Gdy leżała, zrozumiałem że to wszystko nie jest już zabawą. Po tym jak wypędziłem Charliego, szybko podbiegłem do Kiarei. Położyłem łapę na ranie, by zatamować silne krwawienie. Silnie dyszała i miała przymrużone oczy.
- Wiem, że boli..wytrzymaj jeszcze ! Wszystko będzie dobrze! - Przytuliłem ją. Wiedziałem, że nie mogę tracić ani chwili. Rozglądałem się nerwowo szukając czegoś, co umożliwiłoby mi zrobić mały opatrunek. Szybko podszedłem do leżącego człowieka i silnym szarpnięciem rozerwałem mu koszulkę. Ominąłem ją wokół żeber Kiarei.
- Za chwilę wrócę - popatrzyłem na nią opiekuńczym wzrokiem. Wybiegłem z celi. Wszystkie moje zmysły były czujne. Znalazłem to czego szukałem. Obnażyłem kły i położyłem uszy. Z rozpiętą piersią i zjeżonym futrem kierowałem się w stronę wilka, który nas teleportował. Byłem od niego stanowczo większy.Zagroziłem mu, lecz on nie chciał współpracować. Bez wahania go zaatakowałem. Gdy jego gardło było w moich szczękach, wreszcie zgodził się nas odesłać. Straciłem na tym parę chwil. Czułem, że z Kiarei jest coraz gorzej. Basior odesłał nas z powrotem. Wziąłem ukochaną na plecy i szedłem w kierunku naszego domu. Zawyłem najgłośniej jak mogłem. Wszystkie wilki wyszły z jam. Podbiegły do nas. Położyłem ją delikatnie na ziemi.
- Szybko, pomóżcie jej! Medyk! Szybko! - Mój spokój przerażał się w ogromny lęk i przerażenie.

Kiarei ? Wataha budzimy się! Trzeba pomóc naszej Alfie !

czwartek, 27 marca 2014

Od Kiarei cd. Shadow'a

Człowiek zmierzył nas władczym wzrokiem. Warknęłam na niego ale on tylko się zaśmiał.
- Charlie ! - zawołał odwracając głowę w stronę wejścia - Chodź mi pomóż z tymi psami !
Psami ?! Ten idiota nazwał nas psami ! W tej chwili nie myślałam. Zamroczona wściekłością rzuciłam się na Charliego który właśnie wszedł do pomieszczenia. Ten wyciągnął nuż i wbił mi go między żebra. Padłam na ziemię obok niego dysząc ciężko, a z mojego boku sączyła się krew. Popatrzyłam na Shadow'a który bez zastanowienia rzucił się na dwóch ludzi. Był silniejszy i zręczniejszy ode mnie więc szybko rozprawił się z jednym, tym bez noża.
- Idź do diabła ! - krzyknął Charlie i rzucił się do ucieczki. Shadow go nie gonił zrobił tylko kilka kroków w jego kierunku by go nastraszyć po czym wrócił do mnie.
(Shadow ? Takie sobie... Trochę nie miałam weny...)

Od Shadow'a Cd Kiarei

W momencie, gdy obcy basior chwyta Kiarei za szyję, zareagowałem błyskawicznie. Chciałem się na niego rzucić, lecz sumienie podpowiedziało mi inaczej. Chwyciłem się szybko Alfy za ogon i teleportowaliśmy się. Po chwili nieuwagi, rozglądałem się lekko otumaniony. Byłem w szoku. Wraz z waderą nie wiedzieliśmy co się dzieje. Po oczach Kiarei było widać, że się boi. Robiła wszystko, żebym tego nie odkrył i przyznam wychodziło jej to świetnie, lecz ja to czułem.
- Nic Ci nie jest ? - Spytałem ocierając jej czarną smugę z pyska,
- Chyba nie - Potrząsnęła głową. Wzrokiem szukałem obcego basiora. Nigdzie go nie widziałem. Byliśmy zamknięci w jakiejś dużej klatce z narzędziami, które na łagodne nie wyglądały. Wyczułem znajomy mi zapach. Już kiedyś go czułem i nie kojarzył mi się dobrze. Postawiłem uszy i nasłuchiwałem. Oboje usłyszeliśmy ludzki głos. W jednej chwili spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Wiedzieliśmy, że to co może się wydarzyć, nie będzie należało do przyjemnych chwil. Kroki stawały się płynniejsze i głośniejsze. Stanąłem przed Kiarei. Ona wychyliła głowa zza mojego karku. Przed nami stanął człowiek z chytrą miną. Oboje byliśmy rozkojarzeni. Nie wiedzieliśmy co ten człowiek i tamta wataha mieli ze sobą wspólnego ? Miałem milion pytań w głowie. Nie wiedziałem jak reagować. Napełniałem się gniewem. Wiedziałem, że jak zaatakuję to będzie mój zły ruch. Musieliśmy czekać.

Kiarei ? Brak weny : (

Od Mrocznego

Od paru miesięcy wędrowałęm samotnie po lasach. Nie miałem żadnego zamiru, nic, po prostu szedłem uparcie przed siebie - byle jak najdalej od tego okropnego miejsca, byle zapomnieć. Spojrzałem w niebo i niestety, zbierało się na deszcz. Musiałem szybko znaleźć jakąś kryjówkę, albo zmoknę. Nie lubię deszczu, ale zapach po ulewie - tak, wręcz uwielbiam. Jakie to skomplikowane... wszystko. Ja, moja przeszłość, rodzina... ach.. rodzina. No właśnie. Szufladka z " Ostatnimi dniami w Laboratorium" znowu się otworzyła... I wróciły wszystkie złe chwile.. Zamknąłem oczy, chcąc zkoncentrować się na "odpychaniu" niechcianych wizji , ale usłyszałem cichy trzask gałązki. Dość blisko. Bardzo blisko... Otworzyłem oczy i ... zobaczyłem jakąś wilczycę z białym futerkiem, patrzącą na mnie z .. hmm... trochę z zaciekawieniem, a trochę jakby zaraz miała mi skoczyć do gardła. Oj, niedobrze ...
- Co Ty tu robisz i kim jesteś ? - zapytała biała wadera.
- Zawędrowałem. I jestem Mroczny. A .. Ty ? - byłem lekko zdziwiony widokiem wadery w środku lasu.. chyba że ich jest tutaj więcej...
-Evelynn. Chodź, pokażę Ci watahę, chcesz ?
- Jasne, że tak.
Ruszyliśmy razem w głąb lasu.

Evelynn ? ^^

Od Kiarei cd. Shadow'a

Wszystkie wilki rzuciły się do walki. Obca wataha była liczniejsza, ale wilki z Watahy Wschodzących Gwiazd wprost oślepiały energią, czystością umysłu, szybkością, zwinnością i siłą. Byłam dumna z moich wojowników. Walka rozegrała się szybko. Wygrywaliśmy. Z całej wielkiej watahy która na nas napadła został tylko jeden basior. Wyglądał na bardzo silnego możliwe, że był Alfą. Zbliżyłam się do niego i już miałam zabić lecz ten chwycił mnie za gardło i po prostu teleportował się. Nim całkowicie zniknęliśmy z terenów mojej watahy poczułam, jak chwyta mnie jakiś wilk. Zaraz potem znaleźliśmy się w jakichś lochach wyposażonych w narzędzia tortur. Obok mnie stał Shadow, który najpewniej był tym wilkiem który złapał się mnie pod czas teleportowania, a nieco dalej zobaczyłam obcego basiora.
(Shadow ? Sorry, że takie krótkie)

Od Shadow'a cd. Kiarei

- Jak Ci minęła noc ? - Zapytałem uprzejmie patrząc na jej lekko rozczochrane futro na głowie.
- Śniłeś mi się, więc była cudowna - Otarła się o mnie czule. Ucieszyłem się, że mój widok ją rozwesela. Jesteśmy razem szczęśliwi, zrobię wszystko aby było tak do końca. Poszliśmy się orzeźwić na Plaży Dwóch Księżyców. Piach czepiał się futra na naszych łapach. Kiarei spojrzała na swoje odbicie w wodzie.
-Shadow jak mogłeś ! - Zdenerwowała się, zamoczyła łapy i szybko poprawiła fryzurę.
-Co się stało ?! - Zaniepokoiłem się.
- Czemu nie powiedziałeś mi , że tak wyglądam ?! - Oburzyła się. Wyglądała tak słodko jak się denerwuje.
- Nie chciałem Cię tym denerwować, poza tym wyglądałaś bardzo ładnie, nie wiem czemu ci to przeszkadzało... - Odpowiedziałem żartobliwie wchodząc do wody do pasa.
- Byłam strasznie rozczochrana, Alfie to nie wypada - Fuknęła.
- Alfa, Alfa, Alfa.. Jesteś waderą, wilkiem i oczywiście moją kochaną dziewczyną... tak samo wolnym jak każdy z nas, tobie też jest czasem potrzebny odpoczynek od obowiązków i czas na wyluzowanie - Stwierdziłem dość poważnie.
- W sumie...masz racje - Podeszła do mnie bliżej.
- Dziękuję Bogu, że mam takiego Ciebie obok - Oczarowała mnie swoim uwodzicielskim wzrokiem a potem ochlapała wodą. Otrzepałem się z kropel wody z pyska i pobiegłem za nią. Wygłupialiśmy się razem w wodzie jak dwa szczeniaki. Dawno się tak nie czułem. Przypomniało mi się, że gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, również przy wodzie. Ten żywioł łączy, dlatego właśnie nim władam. Postanowiłem to wykorzystać. Uniosłem Kiarei na wielkiej fali. Z góry widziała całe swoje terytorium. Zauważyłem, że czegoś się bacznie przygląda.
- Coś nie tak Kiarei ? - Zmarszczyłem czoło, patrząc na nią.
Wilczyca szybko zeskoczyła z wysokiej fali do wody.
- Obca wataha ! - Krzyknęła, szybko biegnąc do brzegu. Pobiegłem od razu za nią. Wiem jak kończą się, wtargnięcia obcej watahy na nie swoje terytorium. Tak rozpadło się moje życie, nie pozwolę aby znowu to się stało. Biegliśmy ile sił w nogach w kierunku wrogów. Alfa zawyła. To był znak dla całej watahy. Każdy był gotowy do walki. Zaczął się pościg. Poczułem przypływ adrenaliny i gniewu. Skupiałem się aby dogonić wroga, ale nie mogłem spuścić wzroku z Kiarei.

Kiarei ? Rozkręcamy się !

Od Kiarei cd. Shadow'a

Zaraz gdy tylko ułożyłam się na posłaniu natychmiast zasnęłam. Byłam zadowolona z minionego dnia i nie miałam wątpliwości co do tego, że ja i Shadow jesteśmy dobraną parą. Czy ten związek wytrwa, czy Shadow zostanie samcem Alfa i czy będziemy mieć dzieci ? To prawda zastanawiałam się nad tym i bardzo tego chciałam ale nie chciałam się spieszyć oraz żyłam chwilą nie myśląc co się stanie. To co prawda nie podobne do Alfy, mózgu watahy i osoby odpowiedzialnej, ale tak właśnie było jeśli chodzi o związek z Shadow'em. Oczywiście to, że się całowaliśmy, zwierzaliśmy się sobie i tak dalej nie musi oznaczać, że już jesteśmy razem ale mam nadzieję, że tak. Jestem po uszy zakochana w Shadow'ie i niech tak zostanie.
Obudził mnie odgłos kroków. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Shadow'a.
- Szlak ! Chciałem cię zaskoczyć - warknął udając wściekłego.
- Wszyscy chcecie mnie straszyć we śnie - zrobiłam słodkie oczka podnosząc się - W końcu umrę na zawał i co wtedy będzie ?
- To będzie straszne bo wtedy i ja będę zobowiązany się zabić - westchnął całując mnie i wychodząc z groty.
(Shadow ? Co będziemy robić ?)

Od Shadow'a cd. Kiarei

Bez jakichkolwiek wahań odwzajemniłem pocałunek. Zrobiło mi się bardzo gorąco. Zamerdałem lekko ogonem. Spędziliśmy ze sobą jeszcze parę słodkich chwil. Gdy mocno się ściemniło, poszliśmy na wzgórze, które znajdowało się przy Rzecznym Przesmyku. Usiedliśmy na najwyższej skale i patrzyliśmy w piękny księżyc. Akurat wtedy była pełnia, srebrny glob był ogromny i oświetlał całą dolinę. Wtedy wraz z ukochaną wyliśmy po raz pierwszy razem do księżyca. Emocje jakie miałem w sobie nie da się opisać. Było cudownie. Nie przypuszczałem, że po tym co się stało, jeszcze mogę być szczęśliwy, że ktoś może mnie pokochać. Widać nie jestem taki zły, jak mnie wszyscy uważali. Siedzieliśmy tam bardzo długo pochłonięci sobą i naszymi rozmowami. Upłyną spory kawałek czasu i postanowiliśmy wracać. Na naszym terytorium panowała cisza. Każdy już spał. Odprowadziłem Kiarei pod samą jamę.
- Słodkich snów Piękna - cmoknąłem ją w policzek uśmiechając się.
- Tobie również Kochany - Położyła łapę na mojej. Trudno było nam się rozstać. Pierwszy raz byłem tak szaleńczo zakochany. W końcu jak już wstałem i kierowałem się do domu, usłyszałem głos Kiarei.
- Dziękuję za dzisiaj, było cudownie ! - Krzyknęła do mnie nim weszła do jamy. Mój szczery uśmiech był odpowiedzą na jej zdanie. Wróciłem do siebie. Położyłem się na miękkim mchu i oczywiście mój cudowny humor musiały popsuć przemyślenia. Na początku śmiałem się w myślach ze Sparty i Kiarei. Obie te wilczyce są szalone, widać, że są najlepszymi przyjaciółkami. A potem te gorsze myśli... Może wyglądam na silnego, odważne i mężnego wilka, co prawda taki właśnie jestem, ale nie psychicznie. Bardzo wielu rzeczy się boję. Owszem, wstydzę się tego i nie chcę żeby ktoś o tym wiedział. Jedną z obaw jest to, co będą mówić inne wilki nas ? Samica Alfa ze zwykłym wojownikiem ? Martwię się, że Ja jestem zbyt niskim progiem dla niej. Nie chcę jej stracić. Kocham ją najbardziej na świecie. Tym bardziej nie chce jej zranić, ani nie chcę żeby była na językach innych. Długo tak się zamartwiałem, aż zasnąłem zmęczony całą moją paranoją, która mieszała mi w głowie...

Kiarei ?

Od Gwyneth

Im głębiej zapuszczałam się w las, tym częściej natrafiałam na tropy wilków. Jak wywnioskowałam musiała gdzieś blisko znajdować się jakaś wataha. Długo rozmyślałam nad dołączeniem, ale ostatecznie zdecydowałam, że na jakiś czas nie zaszkodzi gdzieś osiąść. Kilka razy przytoczyłam wszystkie argumenty za i przeciw i doszłam do wniosku, że pora na odpoczynek. Wędrowałam już długo, nigdzie nie zagrzałam dłużej miejsca, a wieczna tułaczka powoli stała się męcząca. Pragnęłam spokoju i odpoczynku. Przez jakiś czas chciałam zamieszkać w jednym miejscu, gdzie miałabym określone obowiązki i stanowiła część społeczności. Chciałam się poczuć choć trochę tak jak kiedyś. Szczęśliwa, niczym nieskrępowana. Chciałam mieć gdzie wracać po polowaniach i długich wędrówkach. Właśnie tego teraz najbardziej mi brakowało-domu.
Przyspieszyłam kroku i w końcu przez zbite korony drzew zaczęły prześwitywać pojedyncze promyki słońca. Zbliżałam się powoli do granicy lasu. Powietrze również stało się bardziej rześkie, nie było już tak ciężkie i duszne jak w głębi. W końcu wybiegłam na rozległą polanę i przyjemny, chłodny wiatr od razu owiał moje ciało, dodając mi energii. Nawet nie zauważyłam jak bardzo las i panująca w nim duchota mnie przytłaczała. Teraz cieszyłam się każdym promykiem słońca, źdźbłem trawy, chmurą na niebie. Po półmroku panującym w lesie, nie mogłam przyzwyczaić się do oślepiającego blasku słońca. Spuściłam więc głowę i kątem oka dostrzegłam jakiś ruch w krzakach nieopodal. Powoli podeszłam w tamtą stronę i ujrzałam bacznie przyglądającego mi się wilka.

ktoś?

Od Will'a cd. Cass

Gdy Sparta zostawiła mnie i Cass samych, rzuciłem jej chłodne spojrzenie (że Sparcie). Nie ładnie tak zostawiać nieznających się osób sam na sam.
- Czujesz się lepiej? - zacząłem rozmowę przypominając sobie o jej wczorajszym wypadku.
- Taa, nic mi nie jest. To mój nie pierwszy i pewnie nie ostatni atak chochlików.- powiedziała szczerząc zęby w uśmiechu.
- Pewnie tak. - mruknąłem, a ona spojrzała na mnie z zdziwieniem. - Chodzi mi o to, że niewiele osób wie o mrocznej stronie tych stworzeń. Musiałaś mieć już z nimi kontakt skoro uciekałaś.
- A ty skąd wiesz, że są... niemiłe?
- Cóż... - przewróciłem łapami i odsłoniłem średniej wielkości bliznę na lewym przedramieniu. - Miałem parę miesięcy, właśnie odkryłem zdolność telekinezy, a pod łapą były tylko one.
- Coś ty im zrobił? - zapytała odwracając wzrok.
- Uniosłem jednego telekinezą i zacząłem podtapiać. - kąciki ust mimowolnie poszły mi lekko w górę - reszta popędziła na mnie i jeden mnie ugryzł. Od tamtej pory ich nienawidzę.
- Cóż... Ja lubię je pomęczyć szczyptą wanilii.
Po ostatnim zdaniu Cassandry zapadła cisza. Dla mnie nie była niezręczna, dla niej być może, gdyż obracała co chwilę łbem w różne kierunku. Po kilku minutach znudziło mi się siedzenie więc wstałem i odszedłem. No, prawie odszedłem.
- A ty gdzie idziesz? - zapytała doskakując do mnie. Spojrzałem na nią spode łba.
- Dołączenie do tej watahy chyba nie oznaczało spędzanie całego dnia z jakąś osobą. - mruknąłem i poszedłem przed siebie.


Uniosłem łeb by lepiej słyszeć skąd dochodzi szum. Nie byłem obeznany w tych terenach więc trochę pobłądziłem w poszukiwaniu wodospadu, ale mój niezawodny słuch okazał się jak zwykle bardzo pomocny. Ruszyłem za szumem wody, aż dotarłem. Może nie od tej strony, której bym pragnął, bo byłem na dole, ale szybko to załatwiłem. Wskoczyłem na skałę, a z niej na następną i następną aż byłem u góry. Rozłożyłem się na wilgotnych kamieniach porośniętych mchem następnie zamknąłem oczy.
- Śledzisz mnie? - usłyszałem głos, dobrze wiedziałem czyj.
- Powinienem zapytać o to samo Cassandro. - odparłem nie otwierając oczu.

<Cass?>

Od Kiarei cd. Shadow'a

W krzakach siedziała Sparta.
- Przegięłaś - warknęłam rzucając się na wilczycę.
- Ej ! Kia daj mi to wytłumaczyć ! - krzyknęła odpychając mnie od siebie.
- Nie ma co tłumaczyć - syknęłam lodowato - Śledziłaś nas i tyle. Koniec sprawy.
Już miałam sobie iść kiedy odezwał się Shadow.
- Kiarei - powiedział uspokajająco - Daj jej to wyjaśnić.
- Co ?! Ty też stawiasz stronę Sparty ?! - wybuchłam.
W odpowiedzi basior tylko wzruszył ramionami.
- Hej - mruknęła wilczyca gdy zwróciłam się w jej kierunku - To nie tak jak myślisz... Byłam na małym polowaniu i wracając przypadkowo natknęłam się na was. Serio nie miałam zamiaru was podsłuchiwać czy podglądać. Chodź... Muszę przyznać, że taki pomysł nawet mi się podoba.
- Ty świnio - zaśmiałam się szturchając Spartę przyjacielsko w bok - Wybaczam ci.
- Dzięki ci o wszechmocna Alfo ! - zakpiła po czym odbiegła.
- Na czym to skończyliśmy ? - spytałam uwodzicielsko, a przekonawszy się, że nikt nie podgląda bez wahania pocałowałam Shadow'a.
(Shadow ?)

Od Shadow'a cd. Kiarei

Kiwnąłem głową przytakując. Szliśmy obok siebie, czasem delikatnie spychając się żartobliwie na bok. Wygłupialiśmy się, zapominając co mieliśmy zrobić. Nasze śmiechy przerwało stado karibu. Spojrzałem na Kiarei ze zdziwieniem. Oboje nie wiedzieliśmy co robią tutaj o tej porze roku. Wymieniliśmy spojrzenie i oboje wiedzieliśmy na kogo padnie traf. Na początku skradaliśmy się za wielkim stadem. Nasza ofiara szła w ostatnim paśmie. Byłem po prawej stronie karibu, a wadera po lewej. Gdy byliśmy już dość blisko, zaczął się pościg. Poszło nam to bardzo dobrze. Oboje współpracowaliśmy, co przyniosło korzyści. Upolowaliśmy dużego samca. Najedliśmy się do syta. Zostało jeszcze trochę mięsa, wiec zabraliśmy je ze sobą. Zostawiliśmy je w centrum wilków naszej watahy. Zadowoleni i syci usiedliśmy pod drzewem.
- Super zabawa ! - Wyszczerzyłem kły.
- Masz racje, trzeba to powtórzyć - oblizała sobie łapę.
- Ładnie wyglądasz gdy skupiasz się podczas polowania - obserwowałem mimikę jej twarzy i lekko zamerdałem ogonem.
- Dziękuję -zarumieniła się.
- A ty jesteś bardzo silny- puściła mi oczko. Byliśmy blisko siebie. Jest tak piękna, że chciałem ją pocałować, lecz czułem czyjąś obecność. Postawiłem uszy i nasłuchiwałem.
- Coś się stało ? - Zapytała zaniepokojona.
- Ciii..- machnąłem pyskiem wskazując na krzaki. Oboje wstaliśmy. Kiarei się zjeżyła. Oboje szybkim ruchem wskoczyliśmy w krzaki. Ujrzeliśmy tam...

Kiarei ? + Ktoś ?

środa, 26 marca 2014

Od Kiarei cd. Shadow'a

- S-serio - wyjąkałam pociągając nosem.
- Jak najbardziej serio - uśmiechnął się po czym mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk, a po chwili odsunęłam się lekko.
- Przepraszam, że byłam taka zła na ciebie - mruknęłam.
- Nic nie szkodzi - odparł - To co idziemy na to polowanie ?
- Pewnie ! - zaśmiałam się - Umieram z głodu !
Ruszyliśmy rozglądając się bacznie za zwierzyną. Po chwili oboje dostrzegliśmy pasące się nieopodal kuce. Kątem oka zobaczyłam jak Shadow gotuje się do ataku.
- Nie ! - krzyknęłam - Zostaw je. Możemy sobie znaleźć jakiegoś łosia albo sarnę.
- O co ci chodzi ? - spytał z lekką irytacją - Zwierzyna jak każda.
- Ale... Po prostu nie ! - protestowałam.
- Dobrze ale dlaczego ? - dopytywał się.
- Wiesz, że moja moc pozwala zamieniać rośliny i kamienie w kuce oraz konie. Nie pozwolę by ktoś je zabił. Sama nigdy nie jadłam mięsa z koni oraz też nigdy nie zabijałam dla przyjemności lub gdy nie musiałam. Przy tym zamierzam pozostać - wyjaśniłam - Więc znajdźmy jakąś inną zdobycz.
(Shadow ?)

Mroczny!

Doradca

Od Cass cd. Will'a i Sparty

- Jestem Cassandra, ale mów mi Cass.
- Ja jestem Will.
Uśmiechnęłam się do niego, chociaż czułam tępy ból . Musiałam walnąć w coś twardego. Lekko wychyliłam głowę i zobaczyłam grupę zdezorientowanych chochlików. Skroń nadal trochę krwawiła, ale to nie było istotne. Trzeba było się ich pozbyć. Tylko jak? Nagle wpadłam na pomysł. Bez słowa zeskoczyłam z drzewa, lecz usłyszałam, że basior zrobił to samo. Zaczęłam się skradać. Ukrywałam się w krzakach i wyższej trawie. Kiedy znalazłam się dostatecznie blisko wprawiłam ogon w ruch i złapałam nim jednego stworka. Wyszłam z ukrycia. Zakręciłam ogonem kilka razy przyprawiając chochlika o zawrót głowy, a siebie samą o zadrapania pazurów istotki. Zataczając coraz większe i szybsze kręgi coraz bardziej dezorientowałam wszystkie stworzenia. Powoli zaczęły się wycofywać, a kiedy były już kilkanaście metrów przede mną wypuściłam potworka, który wirując uderzył w grupę stworków. Zaczęły obijać się o drzewa i uciekać jeszcze szybciej niż przedtem. Spojrzałam i uśmiechnęłam się do stojącego za mną Will'a. Wtedy krew ze skroni kapnęła mi na oko. Szybko ją wytarłam.
- Dzięki za pomoc.- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Zanim basior coś odpowiedział wskoczyłam na gałąź i zniknęłam w koronach drzew. Wiedziałam, że jest tu wataha, ale postanowiłam, że dołączę jutro. Na razie musiałam rozejrzeć się za jaskinią.
Po kilku godzinach znalazłam mieszkanie wręcz idealne. Blisko lasu i małej polanki, w ciszy. Ułożyłam się na miękkiej warstwie mchu porastającym jeden z kątów jaskini i zasnęłam.
Następnego dnia z samego rana załatwiłam sprawy dotyczące przynależności do watahy i ruszyłam nad Rzeczny Przesmyk wykąpać się. Moje futro było posklejane błotem i krwią. Kiedy się obmyłam wyszłam z wody i usiadłam na brzegu. Po kilku chwilach przyszła Sparta. Zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle na drugim brzegu zobaczyłam Will'a. Po plecach przebiegł mi dreszcz.
- Zimno jakoś - skwitowałam rozmowę.
- Jesteśmy nad Rzecznym Przesmykiem. O tej porze roku to najcieplejsze miejsce w watasze.
Will podszedł do nas i stanął naprzeciwko mnie.
- Witajcie.- powiedział z uśmiechem.
- Ooo, właśnie, zapomniałam na śmierć! Muszę zebrać wojowników i obmyślić z nimi strategię w razie ataku! Przepraszam! - zawołała i odbiegła, puszczając oko do mnie.
Posłałam jej mordercze spojrzenie.
- Czujesz się lepiej?- spytał basior.
- Taa, nic mi nie jest. To mój nie pierwszy i pewnie nie ostatni atak chochlików.- powiedział i wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.

Will?

Od Laurelhaliego

Usiadłem nad brzegiem jeziora. Poranek był dość ciemny i wilgotny, jak na wiosnę. W pysku trzymałem jakąś zakurzoną knigę z XVI wieku. Ktoś rano zostawił ją przed moją jaskinią. Położyłem książkę przed sobą. Przez chwilę patrzyłem się tępo w okładkę. Była na niej narysowana jakaś wilcza łapa, magiczny pyłek oraz gwiazda. Nie wiem co to miało znaczyć... Otworzyłem książkę na pierwszej stronie.
"Qala esigabeni ke zithi amazwi: lapho khona magic izalwe, lena iya." - przeczytałem na głos. Yyy... co to ma znaczyć? Parsknąłem z odrazą i z trzaskiem zamknąłem lekturę. Westchnąłem i w zamyśleniu wpatrywałem się w taflę wody. Dookoła mnie było całkiem cicho. Nagle usłyszałem za sobą kroki. Wystarczył błyskawiczny skok to tyłu by przygnieść tajemniczą postać do ziemi.
-Kim jesteś?-zapytałem chłodno.
-Też należę do watahy-odpowiedziała wadera i wyślizgnęła mi się spod łap. Zaciekle, mrużąc oczy patrzyliśmy na siebie, tak jak dwa tygrysy, które zaraz mają rzucić się sobie do gardeł.
-Kim jesteś?-ponowiłem pytanie.
-A nie widać?-odpowiedziała.
-Nie-warknąłem sarkastycznie.
-Rose.
-Laurelhali.

<Rose? Brak weny ;-;>

Eponhile!

http://fc03.deviantart.net/fs71/f/2014/005/c/1/bleeding_butterfly__by_safiru-d70z3en.png 
Nauczyciel

Od Sparty cd. Will'a

- Pewnie! - wrzasnęłam bez zastanowienia. Kierei spojrzała na mnie powątpiewająco. Z jej wzroku mogłam wyczytać 'Sparta, błagam cię, zachowuj się jakoś'. Oblałam się pąsowym rumieńcem, jak to mam w zwyczaju. Will nie przejmując się tym, posłał mi szeroki uśmiech, który po prostu musiałam odwzajemnić.
- A więc witamy cię serdecznie w naszym gronie - oznajmiła Alfa dumnym tonem głosu. William skinął głową. Kia zaprowadziła basiora do jaskiń, by mógł wybrać jakąś dla siebie. Ja rozeszłam się w inną stronę.
Poszłam nad Rzeczny Przesmyk, napajać się widokiem tego wspaniałego miejsca. Zastałam tam Cassandrę. Zaczęłyśmy prowadzić ożywioną rozmowę. Z nią zawsze dobrze mi się rozmawia... mamy wspólne tematy, wydaje mi się, iż mogę traktować ją jako dobrą przyjaciółkę. Jednak kiedy na horyzoncie pojawił się Will, Cass poruszyła się niespokojnie.
- Zimno jakoś - skwitowała dzisiejszą pogodę, zawracając z obranej przez nas ścieżki.
- Jesteśmy nad Rzecznym Przesmykiem. O tej porze roku to najcieplejsze miejsce w watasze - rzekłam, patrząc na nią z powątpiewaniem. Basior tymczasem podszedł do nas, zatrzymując się naprzeciw Cass.
- Witam, miłe panie - rzekł, uśmiechając się szarmancko.
- Ooo, właśnie, zapomniałam na śmierć! Muszę zebrać wojowników i obmyślić z nimi strategię w razie ataku! Przepraszam! - zawołałam i odbiegłam, puszczając oko do wadery, która z nienawistną miną wyszeptała: "Zabiję cię, SPARTA!".

Will? Cass? *o*

Od Will'a cd. Cass

Chodziłem po terenach nowej watahy. Nie mogłem przywyknąć do uczucia, że przynależę do jakiejś społeczności to takie... dziwne. Biorąc pod uwagę, że od 2m-ce żyłem samotnie jako wolny strzelec. No nic.
Postanowiłem, że dziś zwiedzę przynajmniej kawałek terenów by nie być zielonym w tych sprawach, a zwłaszcza że jestem wojownikiem - w tej sytuacji przydaje się wiedza o terenach.
Była już noc, księżyc jak to miał w zwyczaju nie był w pełni okazałości, ale bezchmurne niebo umożliwiło mu oświetlenie niewielkiej części terenów. Szedłem spokojnym, równym tempem przez las, ten sam, który doprowadził mnie do samicy Alfa i Beta, lecz teraz wyglądał inaczej; Bardziej magicznie, fascynująco. Nie mogłem się powstrzymać. Wskoczyłem na najbliższe drzewo i zacząłem biegać z jednego na drugie, podziwiając nieziemską aurę, która otaczała pobliski gaj. Kątek oka ujrzałem coś białego migającego pośród drzew, w watasze jest kilka białych wilków więc olałem to do czasu, gdy nie padł/a na ziemie. Opanowany zwinnie zeskoczyłem z drzewa i powoli zbliżyłem się do białego ciała z czarnymi znakami. Z daleka widziałem, że leżąca postać się uśmiecha, a nawet śmieje.
- Coś Cię boli? - zapytałem, ale w kontekście choroby psychicznej.
Wadera nic nie odpowiedziała więc doskoczyłem do niej i wtedy zobaczyłem, że krwawi, a do tego niecałe kilka m od nas latało stado <?> chochlików napalonych na nas jak dzik na żołędzie. Zarzuciłem waderę na grzbiet i z lekkością wdrapałem się na drzewo, z którego dopiero co zszedłem. Położyłem nieznajomą na grubej gałęzi i czekałem, aż skończy jej się faza.
- Co ćpałaś? - zapytałem poważnym tonem.
- Hy? - odparła ścierając krew.
- Nic... Jak masz na imię? - zapytałem bezinteresownie, by trochę porozmawiać. Nudno tak jak nikogo się nie zna.

<Cass?>

Od Dascaro'a cd. Evelynn

- Może chcesz trochę? - spytała spokojnie.
Byłem zaskoczony, bardzo zaskoczony. Nieprzewidziany zwrot akcji? No, tego bym nie przewidział.
- Nie dzięki , jadłem już.
Serio to powiedziałem ?! Sam w to nie wieżę. Powiedziałem ''dzięki'' tego słowa nie używałem całe wieki...
- A może jednak? - spytała zachęcając mnie.
- Przepraszam, nie jestem głodny - Tego już za wiele, czy ja serio to zrobiłem? Czy ja przeprosiłem?
Dobrze wychowany Dasco?! Prędzej mi tu kaktus wyrośnie... Evelynn słysząc moje ''przepraszam'' też była lekko zaskoczona... mile zaskoczona...

< Evelynn ?

Od Will'a

A więc tak... Wędruję. Nie od wczoraj, nie od dziś; Nie od tygodnia, może miesiąca lub dwóch. Straciłem rachubę czasu. Nigdy jej nie lubiłem. Ograniczała mnie - mówiła kiedy mam iść spać, kiedy wstać, zjeść śniadanie itp. Teraz, gdy mam ją w głębokim poważaniu wędruję o 4 w nocy, a śpię w środku dnia, ale mniejsza z tym.

Od dawna nic nie miałem w ustach... Wody zero, jedzenia zero. A wokół nic tylko drzewa, ściółka, krzaki itp. Zbiegałem właśnie z górki, gdy to usłyszałem. Śmiech. I to nie ludzki, lecz zwierzęcy, a dokładniej wilków. Po mezzosopranie zorientowałem się, że muszą to być wadery. Coś dla mnie. Ruszyłem więc w ślad za głosem, który niósł się pomiędzy wysokimi drzewami, aż w końcu je zobaczyłem. Siedziały oparte o pień, teraz cicho rozmawiając. Jedna z wader była szaro-błękitna, druga natomiast śnieżnobiała. To właśnie ta druga zauważyła mnie i wskazała na mnie łapą:
- Kim jesteś? - zapytała.
- Nazywam się William, ale dla Was Will. - odparłem krótko.
- A co tutaj robisz? - zapytała szara wadera.
- Chodzę?
- Do jakiej watahy należysz? - zapytała hardo.
- Żadnej. A wy?
- Watahy Wschodzących Gwiazd. - powiedziały chórem.
- Mogę dołączyć? - zapytałem bez zbędnych pobudek.

<Kiarei, Sparta, któraś z Was dokończy? ;D >

William!

http://fc05.deviantart.net/fs71/f/2012/327/d/0/wanderer_by_freeska-d5lw8aa.png 
Wojownik

Od Anavil'a cd. Mel

Wilczyca nabrała powietrza, przemogła się i wreszcie skierowała na mnie te swoje fiołkowe oczy, a nawet poważyła się na mały, nieśmiały uśmiech. Staliśmy na przeciw siebie i przyglądaliśmy sobie nawzajem, bez słowa. Uśmiech wilczycy był ładny, ale ... Parsknąłem śmiechem.
- Wiesz, że możesz już wypuścić powietrze, prawda ? - wesoło powiedziałem i mrugnąłem by nie brała tego do siebie. Wilczyca zarumieniła się i wypuściła całe powietrze z płuc, a ja... a ja znów parsknąłem śmiechem, ale uspokoiłem się, bo nie chciałem jej spłoszyć. Po prostu życzliwie się uśmiechnąłem. - Jak się do Ciebie zwracają zazwyczaj kumple ? Bo Melanie nie pasuje . Jest zbyt poważne. Mogę Ci mówić Mel lub Mellie ? - spytałem i wyjaśniłem swój punkt widzenia, bo nie chciałem być nieuprzejmy, a jednocześnie po prostu powiedziałem prawdę. Ona była nieśmiała, ale za razem czułem, że do spokojnych nie należy. A fiołkowe oczy pogłębiały tylko ten efekt, więc nie mogłem odmówić sobie tej myśli, że wraz z tym jej zarumienionym obliczem, wyglądało to conajmniej ładnie ( choć raczej się na tym nie znałem ). Coś w sobie kryła. Dlatego gryzło mnie tak poważne imię. - Skoro już rozmawiamy, to może gdzieś pójdziemy? - zmeniłem temat, w sumie zapominając już o poprzednim. Było tu tyle nowego... Wszędzie ciągnęło mnie na raz, więc nie wiedząc co chcę najpierw poznać, starałem się poznać wszystko... Trzeba więc było mi wybaczyć moje chwilowe zainteresowanie wszystkim i niczym. - Do gadatliwych to Ty nie należysz, prawda Mel ? - znów zwróciłem uwagę na wilczyce, nieświadomie bez jej pozwolenia już skracając jej imię. - Ale to w sumie dobrze. Podobno milczenie jest złotem... A w końcu to wilczyce są szlachetnym kruszcem tego świata. - powiedziałem i uśmiechnąłem się promiennie, a potem znów skierowałem uwagę na otoczenie. Dochodziliśmy do rzeki.

< Mel? >
< więc standardowo mój wilk będzie nadpobudliwy ^^ >

Od Cassandry

Siedziałam na drzewie i patrzyłam, jak ,,biedne" chochliki miotają się po całej polanie. Kilka dni wcześniej znalazłam wanilię i wzięłam trochę ze sobą. Kiedy zobaczyłam chochliki nie mogłam się powstrzymać. Powszechnie wiadomo, że nie cierpią zapachu wanilii. O mało co nie spadłam z drzewa, kiedy zwijałam się ze śmiechu na gałęzi. Kiedy uznałam, że mają już dość, cicho zeszłam z gałęzi i poszłam do miejsca, gdzie ukryłam wanilię. Wzięłam roślinę w pysk i ulotniłam się. Po ujściu kilometra cisnęłam zioło w krzaki. Zwolniłam marszu i z uśmiechem na pysku szłam dalej. Po niedługim czasie usłyszałam jakiś dźwięk. Brzmiał trochę jak bzyczenie pomieszane z szumem. Odwróciłam się. W oddali ujrzałam kilka małych istot, niewiarygodnie szybko zbliżających się do mnie. Chochliki. Te istoty są uważane za niegroźne, co jest kłamstwem. Kiedy się wściekną, zamieniają się w małe, żądne krwi bestie. Przyspieszyłam. Zdawał mi się, że zbliżam się do jakiejś watahy, bo wyczułam zapach wilków. Źródło zapachu znajdowało się jakieś 3-4 kilometry ode mnie. Przeszłam w bieg. Stworzenia były coraz bliżej. Teraz nie patrzyłam przed siebie, tylko liczyłam, jak daleko są chochliki i za ile mnie dogonią. Już widziałam ich małe, płonące nienawiścią oczka. Wreszcie walnęłam w coś mocno głową. Upadłam. Ze skroni poleciała mi strużka krwi. Umrzeć z rąk chochlików...ciekawe. Leżałam tak i nawet nie próbowałam uciekać. Śmiałam się tylko, tak że mogła mnie usłyszeć cała okolica. Wtem przede mną zamajaczyła sylwetka wilka.

Ktoś dokończy?

Od Sparty

Usiadłam na kamieniu nad jeziorem. Było późne popołudnie i w wodzie odbijało się już senne, zachodzące słońce oraz czapiaste korony drzew. Uwielbiam wiosnę, te zielone, soczyste liście, te rześkie poranki, to przepełnione błękitem niebo. Dzień wspaniałego lenistwa… Westchnęłam z rozkoszą i pogrążyłam się w marzeniach.
- SpartAAAA! – wyrwał mnie z zamyślenia głos Nightmare’a. Postawiłam uszy, lecz nie otworzyłam oczu. Basior podbiegł do mnie.
- Hm? – wydałam z siebie ciche parsknięcie.
- Kiarei coś od ciebie chce – zaczął pewnie, tym swoim przesadnie dumnym tonem głosu. No i koniec słodkiego leniuchowania. Powoli podniosłam się i usiadłam na ogonie.
- Poczeka sobie trochę – stwierdziłam bez największego zainteresowania całą sytuacją. A gdyby tak… hm… w głowie zaświtał mi wspaniały pomysł. – Night? – spytałam i prześwidrowałam go wzrokiem.
- Co?
- Znasz może Cassandrę? To nowa wilczyca – zagadnęłam.
- Nie, a co? – basior zrobił zdziwioną minę. Wskazałam łapą wilczycę, która leżała na drugim brzegu jeziora.
- Muszę z nią załatwić jedną sprawę. Chodź ze mną – uśmiechnęłam się figlarnie, po czym pociągnęłam go do wadery. Stawiał lekki opór, lecz w końcu dał za wygraną.
- Cass, to jest Night – przedstawiłam ich sobie. Wilczyca zrobiła na nas wielkie oczy. – Ach, właśnie… Alfa! Zapomniałam, że mnie wołała, muszę już iść – wymigałam się, aby pozostawić ich samymi. Odbiegłam do Kiarei, nie miałam wcale ochoty, jednakże bycie Betą nie jest takie łatwe… W oddali usłyszałam ich rozmowę.

Cass? Nighmare?

Od Sparty cd. Morgul'a

Trzask z myśliwskiej broni dochodził do naszych uszu coraz donośniej. Biegłam przed siebie, Morgul równo dotrzymywał mi kroku. Po dwóch minutach dotarliśmy do kryjówki. Odgarnęłam jakąś pnącą roślinę z wejścia, po czym wsunęłam się do środka. Basior zrobił to samo. Oddychając ciężko położyliśmy się na sporych kamieniach obrosłych w mech. Parsknęłam śmiechem. Morgul zamrugam oczami i spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Co cię tak śmieszy? – spytał wreszcie.
- Cała ta sytuacja – odparłam próbując zatrzymać ten nagły napad śmiechu, jednak z zerowym skutkiem, gdyż po chwili śmiałam się jeszcze dobitniej.
- Ale… co konkretnie? – wilk zmrużył oczy.
- Pościg i w ogóle – odpowiedziałam zapytana. Basior przewrócił oczami, wiedząc, iż mam dość specyficzne poczucie humoru (choćby idealnie ilustrowało to zostawianie niewinnych wilków na pastwę siebie) i nie zadawał więcej pytań. Po chwili uspokoiłam się i zapadła cisza. Nie odzywaliśmy się. Przez pewien czas nie było słychać strzałów.
- Chyba już jesteśmy bezpieczni – stwierdził stanowczo Morgul.
- Możliwe – wzruszyłam ramionami i wyjrzałam na zewnątrz. Jakiś dzięcioł stukał uparcie w drzewo, rozłożyste korony drzew wydawały z siebie cichy świst. – Cisza – dodałam zwracając się w stronę przyjaciela. Wilk bez słowa przeszedł obok mnie i wyszedł na polanę.
- Trzeba o tym powiedzieć Kiarei – skwitował. Kiwnęłam twierdząco głową. Wróciliśmy do watahy by powiadomić Alfę. Kia dość mocno przyjęła to do siebie. Rozważała nawet przeniesienie terenów watahy gdzieś indziej, jednak nie było większego sensu. Po za tym te tereny były śliczne – idealne na watahę.
Gdy zapadł zmrok, Morgul znikł mi gdzieś z oczu. Nie wiedziałam co robić, więc poszłam go poszukać. Ostatnie wydarzenia, mocno wstrząsnęły wszystkimi członkami. Nieśmiało zajrzałam do jego jaskini. Leżał w kącie, lecz nie spał. Oczy miał czujne, otwarte, tak jakby dumał nad czymś ważnym.
- Hej – szepnęłam i nieproszona weszłam do środka. Basior nawet nie podniósł na mnie wzroku. – Nudziłam się, więc myślałam… myślałam, że… - zawahałam się. Co właściwie myślałam? Że się pobawimy, jak małe szczeniaki? Przecież znam Morgul’a na tyle, żeby stwierdzić, iż mnie wyśmieje. Więc dlaczego zrodziła się ta myśl? Zastanawiające… Przełknęłam ślinę i cofnęłam się do wyjścia, gdzieś na próg.

Morgul? ;3

Od Sparty cd. Matt'a

Nie spodziewałam się tego po Mattcie, w ogóle nie spodziewałam się tego po nikim. Ja się komuś podobam? Na pewno tylko tak mówi.
- Dziękuję – szepnęłam i wsunęłam kwiatek sobie za ucho. Czułam się dziwnie… taka skrępowana i niepewna. Tak jakby zaraz po jednym stopniu zawaliły się całe schody. Cofnęłam się do tyłu o jeden krok.
- Przejdziemy się? – spytał Matt. Na początku chciałam się wymigać, jednak po długiej wojnie między samą sobą przystałam na jego propozycję. Kiwnęłam delikatnie głową. Szliśmy prze wiśniową drogę. Słońce lekko ogrzewało tutejszą roślinność. Nagle przystanęłam, kończąc ten przesadnie słodki i uroczy moment.
- Co się dzieje? – Matt również się zatrzymał. Zastrzygłam uszami. Coś było nie tak… W jednej chwili między pobliskimi krzewami odezwały się strzały. Serce zaczęło bić mi szybciej, nie zdziwię się jakby pobiło rekord świata. Zza krzaków wyskoczyły psy myśliwskie.
- Sparta, uciekaj! – wrzasnął basior. Stałam nieruchomo i wpatrywałam się w śliniące się psy, które szybko przecięły polanę i biegły w moją stronę.  Nie potrafiłam się ruszyć, zastygłam w miejscu. Świat wirował wokół mnie, głosy dochodziły niewyraźne i zamazane – jakby za mgłą. Wilk zaczął pchać mnie w stronę lasu, a przynajmniej tak mi się wydawało. Najpierw było czarno-biało, potem kolory stały się jaskrawsze. Zakręciło mi się w głowie, upadłam.
Obudziłam się w grocie medyków. Siniaki bolały z każdym, nawet najdrobniejszym ruchem. Zamknęłam oczy. Słyszałam ułamki jakiejś rozmowy:
- Ona zemdlała, więc ją przyniosłem.
- Czyżby? – głos pasował mi do jakiejś wadery.
- Tak.
- A co się dokładnie stało?
- Myśliwi – ktoś westchnął.
- To wszystko wyjaśnia…
Podniosłam się. Za rogiem stali Matt i Evelynn. Powoli podeszłam do wilków.

Matt? Evelynn?

Od Shadow'a

Poranek zaczął się pięknie. Słońce przygrzewało, ptaki śpiewały, cały las budził się do życia. Rozciągnąłem się podnosząc ogon do góry i ziewnąłem soczyście. Wyszedłem z jamy i ujrzałem nowe twarze w naszej watasze. "Dobrze że jest nas coraz więcej" -pomyślałem. Kiarei jeszcze spała, a Sparta ewidentnie chciała zrobić jej psikusa. Usiadłem i przyglądałem się bacznie. Sparta skradała się do jamy Alfy. Nie wiedziałem co chce zrobić, ale to wszystko wyglądało zabawnie. Beta weszła do domu wadery,w tym momencie moje skupienie przerwał jeleń, który biegł...a raczej uciekał ile sił w nogach, za nim pobiegł Last. Jestem ciekawy tego wilka. Gdy patrzę na niego, to tak jakbym go już wcześniej widział. Znajomy pysk, głos a nawet sierść. Z domu Kiarei dobiegł rozległy krzyk. Cała wataha zwróciła oczy na to miejsce. Z jamy wybiegła Sparta z szerokim uśmiechem, a tusz za nią Alfa. Po jej minie można było stwierdzić, że nie wie czy ma się śmiać czy płakać. Sam się cicho zaśmiałem. One obydwie są szalone. Wstałem i miałem zamiar pójść na polowanie, przypomniałem sobie, że razem z Kiarei mieliśmy się udać. Z alfą na polowanie...to zaszczyt. Spacerowałem wokół naszych domów. Czasem spoglądałem na Luka. Chyba dziwnie sobie o mnie myśli, skoro tak się na niego często patrzę. Położyłem się i czekałem...

Kiarei ? Sparta ? Last Among ?

Od Shadow'a cd. Kiarei

-Oczywiście że mnie obchodzisz !Przepraszam, że to tak wyszło, myślałem że to będzie później, poszedłem się tylko przebiec - Usiadłem przed nią i otarłem jej łzę z policzka.
Nie chcę żebyś tak o mnie myślała, Jesteś dla mnie ważna...nawet bardzo ! - Popatrzyłem w jej piękne oczy. Jak zobaczyłem ją w takim stanie, serce mi pękło. Kiarei patrzyła na mnie nieufnie.
-Nie mógłbym zapomnieć o naszym spotkaniu..tym bardziej nie zapomniałbym o tobie !- Bałem się co odpowie...

Kiarei ?

Od Kiarei cd. Shadow'a

Po krótkiej wymianie zdań ze Spartą nie mogłam już dalej spać. Podniosłam się z posłania i wybiegłam na pole. Od razu skierowałam się w stronę jaskini Shadow'a w nadziei, że nie śpi i że będę mogła zadać mu nurtujące mnie od wczorajszego spotkania pytania. Nie było go jednak w grocie. Czy zapomniał, że mamy razem iść na polowanie ?! A może teraz celowo będzie mnie unikał... Nie umiałam sobie odpowiedzieć na te pytania. Pobiegłam dalej wciąż szukając Shadow'a. Przeleciałam niemal całą watahę, a jego wciąż nigdzie nie było.
W końcu zrezygnowana usiadłam na ziemi i prawie zaczęłam płakać. Usłyszałam jednak kroki i zerwałam się instynktownie.
- Spokojnie, to ja - usłyszałam za sobą głos Shadow'a.
- Spokojnie ?! - wrzasnęłam odwracając się gwałtownie - Kpisz sobie ?! Zleciałam za tobą prawie całą watahę ! Wyobraź sobie, że martwiłam się gdzie jesteś i co się z tobą stało ! Zastanawiałam się czy w ogóle cię jeszcze obchodzę ! O ile dotąd w ogóle byłam dla ciebie kimś więcej niż tylko Alfą którą trzeba szanować z powodu stanowiska...
Teraz zaczęłam płakać. Może i byłam silna, ale nie jeśli chodzi o związki. Nie było jeszcze wilka w którym bym się zakochała, a tu pojawia się taki Shadow i po jednym spotkaniu trzeba go wszędzie szukać !
(Shadow ?)

wtorek, 25 marca 2014

Od Yume cd. Sparty

Sparta poszła. Zostałam razem z basiorem, porozmawiałam z nim troszkę po czym odeszłam. Poszłam do swojej jaskini. Przeszukując swoje rzeczy znalazłam dziwną książkę z podejrzanymi, starymi znakami. Księga nie otworzyła się, dopóki nie nastała noc. Zaczęłam świecić białą aurą i nagle mogłam przeczytać mądrości w piśmie zawarte. Gdy tak czytałam, nie zauważyłam, że ktoś wchodzi do jaskini. Nerwowo odwróciłam się. Zobaczyłam wilka...

Rose!

http://fc09.deviantart.net/fs71/f/2013/198/6/5/651c7cd4c55b8dbcfe3607d496ad4303-d6dwc7m.png 
Wojownik

Cassandra!

Wojowniczka

Last Among!

Medyk

Od Shadow'a cd. Sparty

Wracając do jamy spotkałem Melanie, która zabawnie jadła jelenia. Uśmiechnąłem się a ona odwzajemniła.
- Powodzenia ! - Krzyknąłem. Wadera kiwnęła głowa z kawałkiem mięsa w pysku. Jest bardzo zabawna. Gdy wszedłem już do ciebie i położyłem się, nie mogłem przestać myśleć o Kiarei. Nie chcę, aby wyglądało to tak, że zabieram ją na spacery tylko dlatego, że jest alfą... NIE ! ona ma coś w sobie.. coś, czego nie mają inne wadery. Pierwszy raz czuję to w sobie. Nie miałem nigdy okazji się zakochać, ale co z tego ? Jak ona może tego nie odwzajemniać. Może brać mnie za zwykłego członka watahy. Sam nie wiem co o tym myśleć. W Nocy śniła mi się parę razy. Szczerze przyznam, były to fajne sny i nie chciałem się budzić. Mój sen przerwały szmery. Otworzyłem oczy i spojrzałem na wyjście z jamy. Mignęła mi sylwetka wilka. Cicho wstałem i podszedłem do wyjścia. Usiadłem tak, aby nie było mnie widać. Zauważyłem Spartę jak biegła do jak Kiarei. Może coś się stało ? Wiem, że to nie moja sprawa ale byłem mimo wszystko ciekawy. Kusiło mnie aby zakraść się, ale tego nie zrobiłem. W końcu to Alfa i Beta, nie chcę się narażać. Położyłem się w progu i tak leżałem przez jakiś czas. Po dość długim upływie czasu, Sparta wyszła z domu Alfy i ewidentnie zadowolona szła do siebie. Przechodziła akurat obok mnie. Puściła mi oczko z uśmiechem. Nie za bardzo wiedziałem o co jej chodzi ale uśmiechnąłem się.
- Szczęściarz - krzyknęła kiwając głową nim weszła do siebie.
Tym bardziej nie wiedziałem co się dzieje. Postanowiłem się przebiec i się zmęczyć. Tak zrobiłem. Biegałem przez 2 godziny. W końcu padnięty wróciłem do domu i zasnąłem natychmiast.

Kiarei ? Sparta ?

Od Thresh'a cd. Pirit

Na początku musiałem wyglądać na zaskoczonego, ale potem potarłem podbródek łapą i uśmiechnąłem się lekko
- Skoro powiedziałaś mi coś takiego to chyba mogę Ci zdradzić jeszcze jedną z moich mocy. Mogę kopiować dowolną moc i każdy wygląd dowolnej istoty. Od małej wiewiórki, aż po demony
- A umiesz się zmienić w mojego demona? - spytała lekko przekręcając głowę
- Owszem - odparłem poważnie patrząc jak wadera przybiera swoją normalna formę.

<Pirit?>

Od Evelynn cd. Dascaro'a

Westchnęłam patrząc na basiora z pode łba. Odwróciłam się by ponownie zająć się mięsem i przez kilka minut obydwoje się nie odzywaliśmy. Zamyśliłam się trochę i mimowolnie zaczęłam patrzeć na to co nas otacza. Widziałam wiewiórki goniące się po obrośniętych liśćmi drzewach i odlatującego ptaka wielkości młodego sokoła. Słońce świeciło grzejąc przyjemnie, a po niebie leniwie sunęły białe puszyste obłoki. W końcu moje spojrzenie znów padło na Dascaro.
,,Może czas postawić na bycie miłą?"
- Może chcesz trochę? - spytałam spokojnie.

<Dascaro?>

Od Morgul'a cd. Sparty

-No nie wiem,tak przypuszczam-wzruszyłem obojętnie ramionami.
-Zostań ale skończmy temat z tym ,,swataniem'',ok?-spytała zmęczona moją obecnością.
-W porządku.-powiedziałem po czym oboje znów ruszyliśmy.Nagle po lesie przeszło echo huku który wydał z siebie dźwięk naboju wylatującego z muszkietu.Oboje znów przystanęliśmy bacznie nasłuchując.
-Myśliwi?-Sparta popatrzyła na mnie z takim wyrazem twarzy jakby koniecznie chciała abym odpowiedział ,,nie''
-Myśliwi to pół biedy bardziej martwił bym się, że to kłusownicy.
-Pocieszyłeś mnie-mruknęła z wyrzutem.
-Chodź schowamy się gdzieś...lepiej zachować ostrożność-powiedziałem
-Dobra myśl.Nieopodal jest opuszczona lisia nora wystarczająco duża aby się zmieścić
-Prowadź-uśmiechnąłem się lekko.

<Sparta?>

Od Matt'a cd. Sparty

- Tym się martwie - zaśmiałem się
Wadera była bardzo fajna. Przyznam że mi się podoba.
- To co.. widzę że nie tylko macie tu ładne tereny, ale i samice też - zacząłem rozmowę
- Hhe ..a jaka najbardziej ? - cicho dodała
- No wiesz...Ta która jest po mojej lewej - puściłem do niej oczko
Sparta się zarumieniła.
- No i to jest nasz ostatni teren Wiśniowe Pagórki - odrzekła
Można by wręcz powiedziec ze jej rumieńce były takiego samego koloru jak kwiaty wiśni. Skoczyłem i zerwałem jeden. Podałem go waderze.

Cd Sparta ?

Od Sparty

Siedziałam w swojej grocie i przypisywałam poszczególnym wilkom stanowiska, gdyż Kiarei nie miała na to czasu. Ostatnio dość często znika… Czyżby Shadow wpadł jej w oko? Nudziłam się jak mops. Oparłam się o ścianę i na chwilkę zaniechałam pracy. Na dworze usłyszałam szelest, kroki, po czym ktoś wpełzł do mojej groty. Szedł równomiernie i powoli, cichy stukot odbijał się echem. Stanęła przede mną ciemna, prawie czarna wilczyca z długimi uszami. Odchyliła się lekko do tyłu, jednak pewnie i dumnie patrzyła mi w oczy. Podeszłam bliżej.
- Dzień dobry – uśmiechnęłam się. – Miło mi cię poznać,… - zawahałam się. Miałam powiedzieć „nieznajomo”? Przyjrzałam się jej dokładniej. Kogoś mi przypominała, lecz nie potrafiłam skojarzyć kogo. A właśnie… już wiem. Laurelhali! To nowy członek, spotkałam go wczoraj nad jeziorem. Z wyglądu byli do siebie bardzo podobnie, tyle, że Laur był biały, a raczej kremowy.
- Gwyneth – dokończyła z przekąsem. – A ty, jak sądzę, jesteś Sparta, tak? – postawiła uszy, po czym ja machinalnie je położyłam.
- Owszem – kiwnęłam głową twierdząco. – A co cię tu sprowadza? – spytałam, starając się zrobić poważną i rozsądną minę.
- Alfa nie miała czasu, więc kazała mi przyjść do ciebie w sprawach organizacyjnych – oznajmiła.
- Ale… w jakich?
- Chociażby stanowisko, którego sobie jeszcze nie wybrałam – wyjaśniała cierpliwie.
- Aha…, wiesz, ja tu już długo siedzę i cóż, chciałabym się przewietrzyć. Idziesz ze mną? Mogłabyś poznać tereny… - zrobiłam niewinną minę. Laur powinien siedzieć nad jeziorem, przynajmniej tak mówił.
- Niech ci będzie – przewróciła oczami i ruszyła za mną. Uśmiechnęłam się zawadiacko, a wadera dokładnie badała mnie wzrokiem. Chyba wiedziała, że coś się szykuje… Dotarłyśmy nad jezioro po niecałych pięciu minutach. Było to urocze miejsce, a okalała je piaszczysta plaża. Siedziało tam dużo wilków, jednak ja, w błyskawicznym tempie wypatrzyłam basiora. Machnęłam łapą by Neth za mną poszła. Stanęłam koło mleczno białego wilka.
- Laurel – uśmiechnęłam się szeroko. – To Gwyneth – pokazałam na wilczycę. Basior podniósł się. Pierwszą jego reakcją było mściwe spojrzenie kierowane w moją stronę, potem zakłopotanie – w stronę Gwy. Spojrzałam niewinnie w niebo.
- Sparta, co to ma znaczyć…? – warknął.
- Ale co? Gwyneth jest nowa, chciałam żeby poznała przyjaciół – wytłumaczyłam wesoło.
- Jeśli mogę się wtrącić – chrząknęła wadera. – NIE CHCĘ ZAWIERAĆ PRZYJAŹNI! – prawie krzyknęła. Na plaży zrobiło się dziwnie cicho, a wszyscy uznali nas za obiekt zainteresowania. Zamilkliśmy. Życie na plaży znowu wróciło do normy; gwar, pisk i śmiech. Nagle zza krzaków wyszła Kiarei. Zawołała mnie.
- Przepraszam, muszę was na sekundkę zostawić. Alfa mnie woła. Laurel, może ty oprowadzisz nowego członka, hm? – uniosłam brwi i nie czekając na odpowiedź jednego ani drugiego – odbiegłam. W lasku stała Kia.
- Skończyłaś romansowanie, co? – prychnęłam nieopanowanym śmiechem.
- Sparta, pff – jęknęła i lekko uderzyła mnie łapą w bok. Również się zaśmiała. Wróciłyśmy do jaskiń, aby zająć się sprawami organizacyjnymi.

Gwyneth? Laurelhali? Nie odgryźcie mi głowy za to swatanie, ale wy po prostu do siebie pasujecie xD

Od Sparty cd. Kiarei

Przed snem myślałam o dniu dzisiejszym. Głupio się zachowałam… Nie jestem niańką Kiarei, ona sama sobie świetnie radzi. Nie wiem dlaczego to powiedziałam, nie chciałam jej urazić. W końcu to moja najlepsza przyjaciółka, prawie jak siostra. Podniosłam się, lecz zaraz ponownie opadłam na łóżko z mchu. Chciałam do niej pójść, ale chyba było już za późno na nocne spacery i pogadanki.
Obudziłam się bardzo wcześnie. Nie zważając na burczący brzuch wleciałam do groty Alfy jak błyskawica.
- Kiarei! – darłam się. Stanęłam przed waderą. Spała smacznie. Przewróciłam oczami i zaczęłam nią trząść. Jęknęła i leniwo spojrzała na mnie zza pół zamkniętych powiek.
- Czego chcesz, Sparta?! – odburknęła, widocznie niezadowolona z tego, iż ją obudziłam. Sennie podniosła się z posłania. – Musisz tak wcześnie…
- Kia, słuchaj – przerwałam jej. – Przepraszam za wczoraj, nie mam zamiaru cię śledzić. To był taki pierwszy, dziecinny odruch, wybacz – spuściłam głowę. Chyba po raz pierwszy w życiu przyznałam się do swojej dziecinności, uff…
- Aha, ok – wymamrotała i przewróciła się na drugi bok. Zadowolona z siebie wyszłam z jaskini. Teraz trzeba coś zjeść…

Shadow? Kiarei? Możecie kontynuować swoją randkę ^^

Od Kiarei cd. Shadow'a

- Było super - przyznałam uśmiechając się do niego - Wybierzemy się jutro rano razem na polowanie ?
- Dobra - zgodził się po czym odbiegł.
- No, no, no ! - usłyszałam za sobą głos Sparty - Jakie to romantyczne...
- Weź się odczep - zaśmiałam się trącając wilczycę po przyjacielsku - To tylko przyjaciel.
- Ta jasne ! - mruknęła sarkastycznie - Nie wieżę ci.
- Trudno - odparłam - Spytaj Shadow'a co on o tym myśli.
- Na pewno powie tak... - zaczęła ze śmiechem Sparta kontynuując wypowiedź bezbłędnie odwzorcowanym głosem Shadow'a - Kiarei jest cudowną wilczycą ! Jestem w niej po uszy zakochany !
- Akurat - burknęłam udając obrażoną.
- Tia - wadera odchrząknęła - Licz się z tym, że będę cię śledzić na tej waszej randce. I udowodnię, że jesteście dwoma zakochanymi gołąbkami.
- Yhym - westchnęłam bez przekonania - Już to widzę !
Mniej więcej na tym zakończyła się nasza rozmowa i obie poszłyśmy spać.
(Sparta ? Shadow ?)

poniedziałek, 24 marca 2014

Od Pirit cd. Thresh'a

-Jestem tego świadoma - odpowiedziałam raniąc kolejnego demona
Wiedziałam ,że jest inny ...
Kilka minut i po zabawie na ziemi leżały resztki demonowego truchła .
-Czyli potrafisz zmieniać się w ... to - zaczęłam czyszcząc miecz z czarnej krwi.
-Taa- odpowiedział zmieniając się z powrotem w wilka- A ty jakie masz moce , wymiana informacji ? -zapytał
-Niech będzie ... -odłożyłam miecz i narysowałam na ziemi pentagram.
Stanęłam po środku , w sumie nie było to potrzebne ale jest bardziej widowiskowo.Moje oczy zapłonęły czerwienią a ciało pokrył ogień , pentagram wypełniło czerwone światło .Już od dawna się nie przemieniałam w moich żyłach znowu zaczęła krążyć czarna krew piekieł . Oczodoły stały się puste ,sierść stała się diabelnie czerwona , na czaszce wyrosły rogi a ona sama stała się jałową kością pozostały tylko czerwone inskrypcje . Futro zostało na końcach łap . Zapłonęło cała reszta mego ciała to surowa kość pokrywa czarnymi żyłami , a w środku klatki piersiowej widoczne było tylko unoszące się czarne niczym nie żywe serce .Wyszłam z pentagramu i stanęłam przed Threshem .
-Jednak mamy coś wspólnego - powiedziałam zniekształconym głosem .
-No trochę - odparł
-Tyle że to nie jest jedyne co potrafię , jak już się przechwalam to do końca ... Mogę zmienić się w każdego demona którego sobie wyobrażę , ograniczona jestem jedynie do demonów nic co jest normalne jak np zwykłe wilki lub węże itd , w to nie mogę się zmienić , patrz . -odwracając się przybrałam postać Demona -Thresha . Jego mina była bezcenna ,musiałam się uśmiechnąć co w ciele demona wyglądało dziwnie ...

<Thresh , naciągane, wiem >

Od Shadow'a cd. Kiarei

- Nie ?! -Zdziwiłem się mocno. - Według mnie, wadera, która jest sama i zakłada watahę, jest wzorem, nie wiem czy ja bym sobie dał rade - westchnąłem.
- Nic szczególnego, każdy w mojej sytuacji nie chciałby być sam - mruknęła cicho.
- Ach ta skromność - wyszczerzyłem kły. Gdy się ściemniło, wróciliśmy do domu. Wszystkie wilki były już w swoich jamach. Nim się rozstaliśmy, stanęliśmy naprzeciwko siebie.
- Dzięki za miło spędzony wieczór - Puściłem jej oczko.

Kiarei ?

Od Melanie cd. Sparty

Spojrzałam na swoje łapy, cała czerwona. Wilk, przed którym stałam, już pierwszego dnia przykuł moją uwagę. Na jego pysku widniał szeroki uśmiech, a jego wielkie, czerwone oczy wpatrywały się we mnie z dziecięcą ciekawością.
- J... jestem... Mel... Melanie... - wydukałam. Sama nie wiedziałam co się dzieje. Serce oszalało, głos drżał, rumieniec nie chciał ustąpić. A przecież widziałam wilka dopiero drugi raz w życiu.
- Anavil - odpowiedział trochę ironicznie, ale uprzejmie. Podniosłam na niego oczy.
Sierść miał białą jak śnieg, ale kark wściekle czerwony, tak jak oczy. Zastrzygł długimi uszami. Na szyi miał obrożę, ale nie wyglądał na udomowionego 'pieska' Patrząc na jego postać, widziałam w nim coś dziecięcego, niewinnego.
Jeśli to w ogóle możliwe, zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
Uśmiechnął się do mnie serdecznie, co sprawiło, że poczułam się tak, jakby serce miało wyskoczyć mi z piersi.
Czy była to reakcja spowodowana jakąś chorobą? Czy może spotkaniem pierwszego przystojnego samca po jego mało urodziwym poprzedniku? Albo po prostu był to pierwszy basior, którego poznałam w nowej watasze?
Nie wiedząc co mam myśleć, użyłam na sobie mocy uzdrowienia, na wypadek, gdybym faktycznie była chora. Jednak to nie pomogło. To wręcz pogorszyło tylko sprawę.
Spojrzałam mu w oczy, biorąc głęboki wdech. "Jeśli zrobisz z siebie idiotę już teraz, nigdy Cię nie polubi. Ogarnij, się, Mel." - rozkazałam sobie w myślach.
Uśmiechnęłam się niemrawo, mając nadzieję, że Anavil jeszcze mnie nie znienawidził.

<Anavil?>
<w pierwszym opku standardowo trzeba pokazać jakim to Mellie jest debilem XD>

Od Thresh'a cd. Pirit


Spojrzałem jak wadera atakuje zaskoczone demony. Pokręciłem głową z dezaprobatą, ale mimo wszystko na mój pysk wkradł się lekki uśmieszek. Dawno tego nie robiłem, ale miałem nadzieje, że nie wyszedłem z wprawy. Spuściłem się ze smyczy pozwalając by moja sierść zmieniła kolor na śnieżno białą , głowa wyliniała stając się jedynie czaszką o ostrych kłach i jarzących się czerwienią ślepi. Ogon poszedł w ślad za łbem liniejąc równie szybko pozostając samymi kośćmi, a pazury na moich łapach wydłużyły się sprawiając wrażenie jeszcze bardziej śmiercionośnych niż w mojej normalnej postaci. Poczułem lekki dreszcz spojrzałem za siebie i dostrzegłem wyrzynające mi się na grzbiecie kości od kręgosłupa. Przemiana się zakończyła i wbrew pozorom trwała tylko kilka sekund, a ja już po chwili wyskoczyłem do przodu dołączając się do walki.
- Wiesz, nie tylko ty jesteś niezwykła - powiedziałem mijając ją i atakując najbliższą zjawę.

<Pirit?>

Od Sparty cd. Morgul'a

- Ech - westchnęłam ze zrezygnowaniem. Wiedziałam, że z nim nie mam co próbować, bo nie wygram. Lecz cóż... rozrywka była przednia. - Nie znasz się na żartach - prychnęłam z 'pogardą' i uśmiechnęłam się zawadiacko.
- A ty się niby znasz, hm? - uniósł brwi w kpiącym geście.
- Owszem, znam - usiadłam na ogonie i z szczególnym zainteresowaniem wpatrywałam się w sufit. Morgul przeszywał mnie wzrokiem.
- Kogo jeszcze zeswatałaś? - położył uszy i przypatrywał mi się dokładniej. - Tylko szczerze... - dodał, aby się upewnić. Nie zamierzałam mu odpowiadać. Ja i swatanie? Przecież to dwa bieguny! Pff... a może? Nie, jednak nie...
- Nikogo - wzruszyłam ramionami i wyszłam z jaskini medyków. Nie minęło jednak dużo czasu, kiedy usłyszałam za sobą kroki, a Morgul zrównał się ze mną i teraz lekko zadyszany szedł obok.
- O nie, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz! - zawołał ironicznie łapiąc powietrze z trudem. Uśmiechnęłam się tylko milcząc. Przez kilka następnych minut nie nawiązywałam żadnej rozmowy. Było gorąco i duszno. - Z ciekawości: Czemu wtedy zostawiłaś mnie sam na sam z Eveylnn?- basior przerwał ciszę i spojrzał na mnie z ukosa.
- A bo ja wiem?... - wywinęłam dolną wargę. - Nikogo w watasze nie znałeś, więc pomyślałam, że dobrze będzie, jak zaczniesz rozmawiać z kimś, kto nie jest mną - wyjaśniłam. Wilk tylko prychnął powątpiewająco, ale nie podważał mojego argumentu. - Z ciekawości: Czemu nie chcesz poznać kogoś jeszcze oprócz Evelynn, tylko przyczepiłeś się do mnie jak rzep psiego ogona? - przechyliłam głowę. Morgul zrobił urażoną minę, na co uśmiechnęłam się.
- Bo chciałem uzyskać odpowiedź na moje pytanie - wyszczerzył zęby.
- Ehe - jakoś za dużo wątpliwości zrodziło się w mojej głowie. - Już ją uzyskałeś - dodałam po chwili, patrząc na Morgul'a.
- No tak - przyznał, zastanawiając się chwilę. - Czyli chcesz, żebym poszedł?
- Nie powiedziałam tego - zaprzeczyłam z uśmiechem.
- Ale chcesz - szedł w zaparte.
- Skąd możesz wiedzieć? - zaśmiałam się i przystanęłam.

Morgul?

Od Yume

Spałam na polance, o której, jak myślałam, nikt nie wiedział, gdyż nikt tu nie przychodził. Obudzona przez głośny trzask, dźwignęłam się dosyć nerwowo, ale nikogo nie było. Położyłam się więc znowu, lecz znów usłyszałam owy dźwięk. Poczułam, że ktoś jest za mną i nie oglądając się, kopnęłam tą osobę tylnymi łapami. Odwróciłam się i zobaczyłam wilka.

Ktoś?

Od Pirit cd. Thresh'a

-Przejść się mówisz ? Dobrze tylko gdzie ? -zapytałam
-Nie wiem ... Z tego co widzę jesteśmy nad potokiem ...
-No co ty - przerwałam mu - Chodźmy nad wodospad , hmm ?
-Spoko , może być
Po chwili zawachania z mojej strony ruszyliśmy . Mijaliśmy inne wilki pochłonięte zabawą lub rozmową .Szliśmy wzdłuż rzeki , która prowadziła nad Kryształowe Wodospady . Jednak przez Wodospadami trzeba było przejść przez Przesmyk .
-Widzę że masz jakieś ukryte talenty - przerwał mi rozmyślania Thresh przy okazji spoglądając znowu na miecz .
-Taa , nie tylko ja - spojrzałam mu w oczy chcąc przejrzeć jego duszę , szkoda że nie mam takich mocy ...
Thresh nie jest zwykłym wilkiem ,tak mi się wydaje . Ma w sobie coś zadziwiająco podobnego do mnie lecz nie to samo . Tylko co ?
-Małomówna jesteś , nie lubisz mnie ?
-Nie ufam ci - skwitowałam
Spuściłam nos ku ziemi i gwałtownie zatrzymałam się . Znam ten zapach . Podniosłam głowę , przede mną był Przesmyk , a po drugiej stronie czaiło się to czego nienawidziłam równie mocno jak ludzi .
Pociągnęłam Thresh'a za skały .
-Co jest ? -zapytał wyraźnie zbity z tropu . Po kilku sekundach jednak złapał ten sam zapach co ja i skrzywił się .
Rozległ się skrzek i pisk .Co potwierdziło moje przekonania .
-Demony - oznajmił zimno - lepiej już chodźmy .
-Poczekaj , jest ich tylko trójka , może się zabawimy ?- powiedziałam tajemniczo się uśmiechając . Wzięłam do łap miecz .
-Wiesz że mieczem Demonów nie zabijesz ? - powiedział stanowczo i z lekką nutą pogardy w głosie .
-No co ty ...- mówiąc to oczodoły czaszki umieszczonej na mieczu wypełniło czerwone światło - To nie jest zwykły miecz , tak jak ja nie jestem zwykłym wilkiem .
Inskrypcje pod moimi oczami zaświeciły się i z impetem wybiegłam zza kamienia na demony .

http://fc02.deviantart.net/fs71/i/2010/218/4/8/Kill_your_spirit_by_RaveFear.jpg
<Thresh ? :3>

Od Morgul'a cd. Gwyneth

-Czego tu szukasz,co?-zmarszczyłem wrogo nos i położyłem po sobie uszy.
-Ja się tylko przechadzam-rzekła obojętnie.
-Nie cenię sobie obecności obcych a w szczególności wilków-warknąłem zaciekle spoglądając jej prosto w oczy.Nie zwracałem już uwagi na krew spływającą mi po łapach.
-Spokojnie-szepnęła stanowczo.
-Ehh...Po prostu stąd odejdź i daj mi się wyspać dziki psie.-westchnąłem, odwróciłem się od niej i położyłem pod dębem wylizując łapy z krwi.

<Gwyneth?Sorki że krótko>

Od Morgul'a cd. Sparty

Popatrzyłem zdziwiony na białą waderę.Co tu przed chwilą zaszło?Ehh, do diabła z tą wilczycą bo szatańsko sprytna jest.
-Przepraszam Evelynn ale zaszło nieporozumienie, a ja nie chcę spotykać się z kimś wbrew jego woli-wywróciłem oczyma na myśl jak szybko udało mnie się spławić Sparcie.
-Wcale nie tak ,,w brew mojej woli''-uśmiechnęła się wilczyca.-Jeśli masz coś ważnego na głowie to możesz iść.
-Mam nadzieję że nie będziesz się czuła z tego powodu w jakiś sposób urażona...-rzekłem gdyż Evelynn oraz Sparta były jedynymi wilczycami z którymi miałem dobry kontakt.
-Nie na co ty leć sobie-powiedziała wesoło.
-Do zobaczenia na polowaniu-powiedziałem odchodząc.
Gdzie poszedłem? Do Sparty oczywiście. Wyrównać rachunki. Zobaczyłem waderę drepczącą w stronę jaskini medycznej.B ez zastanowienia skoczyłem jej na plecy i przygwoździłem do ziemi.
-Dobra jesteś...-warknąłem.
-Mnie też miło cię widzieć, Morgul - zaśmiała się i wypełzła spod moich łap.
-Bawi cię takie łączenie wilków w pary?-uniosłem brew.
-Może-wzruszyła ramionami.
-Zabawne...Bardzo zabawne...To wybacz mi bo jak na razie ja wolałbym zostać niezależnym kawalerem-uśmiechnąłem się drapieżnie.

<Sparta?>

Od Pirit cd. Nightmare'a

Zaprowadziłam go do Alfy i poczekałam .
Kilka minut później zauważyłam że wraca z takim uśmiechem , którego w życiu jeszcze nie widziałam .
-Co cię aż tak cieszy? - zapytałam
-Przyjęli mnie , nareszcie błąkanie się bez celu zostało zakończone - odetchnął - to może oprowadzisz mnie po watasze bo nie ma co stać tutaj ?
-Hmmm... w sumie sama nie znam dobrze tych terenów . Dobrze więc , chodźmy zobaczyć tereny watahy - mówiłam podnosząc się z miejsca .
Roznosiła go energia , jak można się aż tak cieszyć? Różne są wilki i Nightmare jest tego najlepszym przykładem .
Nagle odskoczył w krzaki i pociągnął mnie za sobą .
-Co robi... -zaczęłam ale nie dokończyłam .
Po drugiej stronie lasu chodziły jakieś istoty , bliżej nie dało się ich określić . Wyglądały trochę jak ptaki ale bardziej pokraczne , pokryte sierścią .
-Co to jest ? - zapytałam z obrzydzeniem
-Nie mam pojęcia , może trzeba o tym komuś powiedzieć ... Patrz tam mają gniazdo -wskazał łapą punkt w którym leżały gałęzie ,a na nich siedziały inne stwory .
-Te zwierzęta nie pasują do żadnych mi znanych ...

<Nightmare ? >

Od Sparty

Spacerowałam po lesie, lecz krótko. Po kilku minutach znalazłam sobie świetną rozrywkę.  Skakałam po miękkich kępkach mchu, nie mając nic lepszego do roboty.  Straciłam rachubę czasu. Zabawa była przednia! Odbiłam się od puszystej rośliny, aczkolwiek zamiast wylądować na korze lub w najgorszym wypadku na drzewie, skoczyłam na coś czego się tu w żadnej sytuacji nie spodziewałam – innego wilka. Szybko z niego zeszłam i oblałam się pąsowymi rumieńcami.
- Ja… ja… nie chciałam, przepraszam – wydusiłam z siebie. Przecież mi nie przystoi takie zachowanie! Jestem Betą, jak mogłam?! Było mi głupio, że tak ośmieszyłam się przed nieznajomym. Pewnie będzie mnie miał za totalnego dzieciaka…
- Nic się nie stało – zaśmiał się serdecznie, wyraźnie rozbawiony moim zachowaniem i popatrzył na mnie swoimi bystrymi oczami. – Nazywam się Anavil – przedstawił się wyciągając łapę w moim kierunku.
- Sparta, Beta – odparłam wesoło i uścisnęłam ją mocno, tak, że wilk po chwili ją zabrał.
- Tutejszej watahy, tam gdzie Alfą jest Kiarei? – spytał unosząc brwi i nie czekając na moją odpowiedź odparł: - Miło mi tym bardziej – ukłonił się wymownie. Oboje parsknęliśmy śmiechem. Nagle podbiegła do nas zdyszana Melanie. Pewnie miała jakieś wieści od Kiarei.
- Sparta! Ach, tu jes… - urwała, gdyż jej wzrok przykuł Aravil. No, nie dziwię się. Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do wadery. Jej rumieńce, które tak nagle się pojawiły, wszystko mi powiedziały.
- Ja… miałam… przekazać… - jąkała się i wpatrzyła w ziemię. Zapadła niezręczna cisza. Chciałam uratować sytuację.
- Melanie, ja się sama dowiem. Pójdę do Alfy – wzięłam oddech i popatrzyłam na ich dwoje, co spowodowało, iż nastała teatralna cisza – a wy sobie tu zostańcie i hm… poznajcie się – oznajmiłam z najwyższą powagą na jaką tylko mogłam się zdobyć, jednak w głębi duszy tarzałam się ze śmiechu. Odbiegłam szybko w stronę jaskiń. Za drugim zakrętem mój niepohamowany napad śmiechu ujrzał światło dzienne. Na szczęście byłam daleko i nie mogli mnie usłyszeć, na szczęście.

Melanie? Anavil? :D

Od Kiarei cd. Shadow'a

- Chyba to, że chciałam poznać inne wilki... Byłam trochę samotna. Ale też to, że błąkając się sama natknęłam się klika razy na wrogo nastawione wilki lub większe zwierzęta chcące mnie pożreć. Postanowiłam więc stworzyć watahę w której wilki broniły by się razem przed obcymi wrogami - wyjaśniłam.
- Podziwiam cię, że dajesz radę z tym wszystkim - uśmiechnął się do mnie.
- Serio ?! - spytałam zaskoczona.
- Tak - odparł - Co cię tak dziwi ?
- Nikt mi jeszcze nigdy nie powiedział, że mnie podziwia - wyjaśniłam cicho.
(Shadow ?)

Od Shadow'a cd. Kiarei

- Potrafię zrobić z wody co tylko żywnie mi się podoba - Uśmiechną się dumnie, po czym przewrócił oczami i dodał... - Ale i kontaktuję się ze zmarłymi - na jego pysku był lekki grymas
- Wow ! to musi być fajne uczucie ? - Po jej minie była ewidentnie zaciekawiona.
- W pewnym senie tak, ale jak dusze, które się tutaj błąkają nie dają ci spokoju to już nie jest tak fajnie - Usiadłem naprzeciwko niej.
- Masz racje - Uśmiechnęła się.
- Może się gdzieś przejdziemy ? - Zapytałem zaciekawiony odpowiedzią.
-Bardzo chętnie, spacerowanie z kimś jest o wiele lepsze niż samemu - Zachichotała słodko. Oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w drogę. Rozmawialiśmy bardzo długo aż doszliśmy do Rzecznego Przesmyku.
- O tej porze jest tutaj pięknie - Stwierdziła Wadera patrząc w niebo.
-Masz stanowczą racje - Podkreśliłem to. Przez chwilę milczeliśmy, a ja dyskretnie obserwowałem Kiarei.
- Co skłoniło cię do założenia watahy ? - Przerwałem ciszę.

< Kiarei ? >

Od Kiarei cd. Shadow'a

- ...Zabawie z kucykiem stworzonym z rzecznych kamyków - dokończyłam za niego po czym dodałam - Nic nie szkodzi. Tak czy siak zawsze mogę sobie stworzyć nowego. Choć... Ten miał wyjątkowo przyjazny charakter. Zwykle kuce z kamieni są dość poważne.
- Taką masz moc ? - upewnił się.
- Tak. Widzę też więcej kolorów i szczegółów niż inne wilki, ale to już nie takie fajne - mruknęłam niezbyt zachwycona faktem, że rozmawiamy o moich zdolnościach - Tylko nie mów nikomu o tym, że mogę naturę zmieniać w kucyki. Nie chcę, żeby ktoś więcej o tym wiedział.
- Czemu ? - zainteresował się - Przecież to fajne.
- Fajne, to prawda, ale jakoś tak nie chcę tego ujawniać... Nie wiem czemu - westchnęłam.
- Ok - odparł.
- A ty jakie masz moce ? - spytałam wpatrując się w przystojnego basiora.
(Shadow ?)

niedziela, 23 marca 2014

Od Shadow'na cd. Kiarei

O tej porze las był bardzo cichy i spokojny. Było słychać dokładnie, każde puknięcie dzięcioła o drzewo. Postanowiłem rozprostować kości i przejść się. Gdy tak szedłem, usłyszałem śmiech. Nie byle jaki śmiech, to był śmiech dobrze znanej mi wadery. Postawiłem uszy i cichym truchtem zbliżyłem się. Byłem tak w nią wpatrzony, że nie zauważyłem starego patyka na mojej drodze. Przydeptałem go, a on wydał głośny dźwięk, który speszył lekko samicę. Usłyszałem tylko jak kilkadziesiąt kamyków spada na ziemię. Kiarei patrzyła na mnie lekko speszona. Zrobiło mi się głupio, może myśli, że ją śledziłem ? Mam nadzieję, że nie.
- Przepraszam, nie chciałem przeszkodzić Ci w ... - Nagle wszystko wypadło mi z głowy i nie wiedziałem co powiedzieć. Spuściłem wzrok.

<Kiarei ?>

Konkurs!

Członkowie,
aby trochę urozmaicić nasze 'wilcze życie' zorganizuję konkurs, który po konsultacjach z Ryśą postanowiłam wytyczyć za pomocą ankiety. Konkurs nazywa się "Najpiękniejszy wilk/wilczyca marca". W nagrodę zwycięzca dostanie tytuł najładniejszego, marcowego członka watahy, inaczej miss marca (xd). Ale co nam dają owe tytuły? Zbieranie tytułów automatycznie wzbudza powszechny szacunek, administracja liczy się z twoim zdaniem bardziej niż ze zdaniami innych członków, a po ostatnie i najważniejsze - po uzbieraniu dużej liczby tytułów stajesz się autorem (wstawiasz opowiadania), a jeszcze większej - pełnoprawnym ADMINISTRATOREM (administracja bloga, wstawianie opowiadań oraz wilków). W konkursach brać mogą udział Alfy, Bety, jak i zarówno zwykli członkowie. Wilk o wyższej randze z tytułami oznacza, iż bardzo dobrze pełni on swoją funkcję.

Życzę wszystkim powodzenia,
Sparta

Od Dascaro'a cd. Evelynn

- Nie jest dobrze wątpić - powiedziałem z lekkim uśmiechem, który w mojej odsłonie wyglądał dość fałszywie.
Dlatego raczej starałem się go nie używać. Evelynn spojrzała na mnie twarzą bez wyrazu i powiedziała:
- No co Ty nie powiesz...
- Jeśli zechcesz, nie powiem nic - to znów powiedziałem z przesadną grzecznością. Chyba drażniłem tym Evelynn bo popatrzyła na mnie lekko z ukosa. Zdążyłem przywyknąć do takich spojrzeń.

< Evelynn ?>

Laurelhali!

http://th01.deviantart.net/fs70/PRE/f/2012/055/f/f/escape_the_life_by_sorahchan-d4qul2f.png 
Strateg

Od Sparty

Chwila relaksu i odpoczynku na Kwiecistej Polanie. Czy może być coś piękniejszego?
- Sparta? - usłyszałam głos Shadow'a nadbiegającego od północnej strony. Westchnęłam głęboko i dźwignęłam się na nogi.
- Tak? - ledwo żywa po dniu ciężkiej pracy zachwiałam się, ale zaraz odzyskałam równowagę. Jednocześnie ze strony południowej przyszła zdyszana Yume. Oboje przynieśli mi ważne wieści z watahy, a ja, chcąc, nie chcąc, niezwłocznie musiałam udać się "między swój lud", który potrzebował rady i pomocy.
Obróciłam się tylko na chwilę, krótki ułamek sekundy, by zobaczyć, że Shadow i Yume zaczynają rozmowę ze śmiechem. Ulotniłam się, więc by im nie przeszkadzać.

Shadow? Yume?

Od Thresh'a cd. Pirit

Spojrzałem na waderę przybierając bezuczuciową maskę
- To raczej nie twoja sprawa - odparłem nieco chłodno
Wadera pokiwała głową, ale dalej na mnie nie patrzyła.
- Przepraszam, ale po prostu nie lubię o tym mówić - poprawiłem się mówiąc już nieco łagodniej i po chwili dodałem - Wydaje mi się, że ty też nie
- Owszem - powiedziała podnosząc nam nie wzrok
- Może chcesz się ze mną przejść. Nie ma co tak stać - zaproponowałam podchodząc do niej
Miałem wrażenie iż wadera myśli, że się boje, a ja chciałem pokazać, że jest wręcz przeciwnie. Wydawało mi się, że pod pewnym względem może być do mnie podobna...

<Pirit?>

Od Evelynn cd. Dascaro'a

- To zabrzmiało jakby spotkanie ciebie miało być dla mnie zaszczytem - rzuciłam posyłając basiorowi krótkie, lecz spokojne spojrzenie.
- Kto wie, może jest - odparł jakby niewinnie, ale w jego głosie słychać było złośliwą nutę.
Skrzywiłam się ledwo zauważalnie.
- Wątpię - mruknęłam.

<Dascaro? Przepraszam, że krótko, ale jakoś nie mam weny, może przez to, że jutro poniedziałek...>

Od Kiarei cd. Shadow'a

Jak zwykle wcześnie rano zerwałam się z posłania i nim jeszcze zdążyłam dobrze otworzyć oczy już wybiegłam z groty. Rozglądnęłam się po otaczającym mnie terenie sprawdzając czy jakiś wilk nie kręci się w okolicy. Nikogo obcego nie zauważyłam, a i znajome wilki nie pokazywały się.
- Pewnie jeszcze śpią - mruknęłam do siebie - Albo są na rannym spacerze czy coś.
Szybko sprawdziłam granice watahy upewniając się czy nic złego nie dzieje się poza terenami WWG, po czym ruszyłam przez las nucąc jakąś melodię pod nosem. Las przerzedził się i dotarłam nad rzekę. Na jej dnie dostrzegłam małe, czarne kamyczki.  Skupiłam się przywołując moc po czym odsunęłam się trochę. Kamyki zaczęły lekko podskakiwać powodując bulgotanie wody. Potem szybko wzleciały w powietrze w locie łącząc cię w postać krępego kuca szetlandzkiego. Ten wpadł do wody po czym podpłynął do mnie.
- Hej ! - zaśmiałam się kiedy kucyk wyskoczył zwinnie na brzeg i otrząsnął się z wody ochlapując mnie. Szetland parsknął jakby śmiejąc się ze mnie. Wierzgnął, a potem puścił się galopem pomiędzy drzewami. Szybko zawrócił jednak patrząc na mnie wymownie. Jego oczy, składające się z czarnych kamyków rzecznych jak i reszta ciała, wydawały się mówić: "Ale z ciebie nudziara ! Pobaw się ze mną !". Podniosłam się i pobiegłam za kucem który rżąc radośnie cwałował przez las. Nagle gdzieś za sobą usłyszałam trzask gałązki. Szetlandzki kucyk też to usłyszał i natychmiast na powrót rozpadł się na czarne kamyki zdające się teraz być tylko zwykłymi, zimnymi kamieniami rzecznymi.
Odwróciłam się w stronę z której dobiegł trzask. Stał tam Shadow.
(Shadow ???)

Od Sparty

Było ciepłe, wiosenne popołudnie. Ranem padał deszcz, wiec powietrze było rześkie i świeże. Na trawach dało się dostrzec przezroczyste kropelki rosy, a na ścieżkach - błotniste kałuże. Nie mogłam marnować tak doskonałego dnia. Udałam się do jaskini medyków, by pomóc im w czymś lub choć coś przynieść. Zastałam tam jedynie Yume. Zaproponowała bym przyniosła jej jakieś zioła, podobne do kwiatów. Zgodziłam się. Poszłam do lasu. Ptaki pięknie śpiewały. Odkryłam małą polankę w głębi tej soczystej zieleni. Nie potrafiłam jej nazwać - był tak piękna. Mech lekko przystrajał pnie starych, uginających się drzew, których korony przysłaniały siebie wzajemnie. Nagle w jakiejś nieśmiało wychylającej się na świat kępce ujrzałam owe zielsko lekarskie.
- Witam! - usłyszałam za sobą. Już w samym tonie usłyszałam tę nutkę dumy - Morgul. Gdy obróciłam się, moja intuicja i słuch mnie nie zawiodły. Ciemny basior stał przede mną, zaciekawiony. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nagle podeszła do nas Evelynn.
- Morgul, czapki z głów przed szlachtą - ukłoniłam się nisko w wymownym geście. Wilk parsknął śmiechem.
- Zawsze się ciebie żarty trzymają? - przechylił głowę, ale ja już zerkałam w stronę wadery.
- Wiesz, mam wiele pracy... - zaczęłam. - Ale Evelynn akurat ma wolną chwilkę i chętnie z tobą pogada - uśmiechnęłam się z błyskiem w oku. Podbiegłam do Evelynn i popchnęłam ją w stronę zniecierpliwionego basiora. Stawiała opór, ale dała za wygraną, zaczęli rozmawiać.
Zaśmiałam się patrząc na urzeczoną minę wilczycy i...no, w końcu! Wypatrzyłam potrzebną roślinę, zerwałam ją i szybkim krokiem oddaliłam się w stronę jaskini medyków.

Evelynn? Morgul? ;P

Uwaga !

Wracam z weekendu i wchodzę na bloggera i widzę, że wataha się rozrasta ! Super ! Dziękuję wam w imieniu swoim i kochanej graczki Koń trojański (Yseavyan). Teraz i do mnie możecie pisać opowiadania i wysyłać formularze !

Kiarei

Od Shadow'a

Wracając syty po polowaniu, postanowiłem przejść się po obrzeżach naszego terytorium. Wolnym pewnym krokiem kroczyłem przed siebie. Dotarłem do kryształowych wodospadów. Wskoczyłem na wystający środkowy kamień i popatrzyłem w taflę wody, która była wzburzona. Usiadłem, przypomniało mi się, jak kiedyś wraz z bratem uwielbialiśmy wskakiwać do wody z wysokich wodospadów. Rozejrzałem się, i wskoczyłem do wody. Wygłupiałem się tak jak kiedyś. Po upływie kilku chwil, wyszedłem i otrzepałem się. Wszystko do mnie wróciło. Chciałem jak najszybciej być w domu. Przez drogę powrotną wszystko mnie rozpraszało. Zdenerwowałem się i zacząłem biec. W końcu jestem w domu. Usiadłem obok jamy i patrzyłem na resztę watahy. Nie rozmawiałem jeszcze z żadnym wilkiem poza Kiarei, w końcu przyłączyła mnie do watahy. Podoba mi się jej charakter. Jest niesamowita, podziwiam ją za to, że podjęła taką decyzję jak opieka nad własną watahą i dobrze się sprawuje na swoim stanowisku. Nie każdy to potrafi, tym bardziej samotne wadery. Dzięki niej ta wataha ma duże szanse na długie życie.

Ktoś ?

Od Pirit cd. Thresh'a

-Mam na imię Pirit ale większość woła na mnie Bloody Dancer ...
Basior starszy ode mnie . Wyglądał inaczej niż inne wilki albo mi się tak wydawało .
-Oryginalnie . - Wyraźnie zwrócił uwagę na mój miecz .
Nie mam zamiaru się popisywać przed kimś kogo nie znam .
-Dzięki .
-Czemu akurat Bloody Dancer ? -zapytał
-Nie wiem , ze strachu , politowania ,a może odzwierciedla mój charakter - zamachnęłam się mieczem i wbiłam go w ziemię . -Nie wiem .
Wilk odwrócił wzrok . Kto by chciał na mnie patrzeć ? Jestem za INNA.
-Słyszałem o tobie już kiedyś albo mi się wydaje .-zaczął
-Tak , ciekawe raczej ci się wydaje bo ja cię nie znam - gdy już miałam odwrócić się i odejść stanął centralnie przede mną . Jak on to zrobił w tak krótkim czasie ? Patrzył mi się przez chwilę w oczy , ja widziałam w jego oczach nienawiść i ból , chyba zdradę .Opuściłam wzrok ,wzięłam miecz i usiadłam .
-Jak tu trafiłeś ? - zapytałam nie patrząc na niego.

<Thresh, sorry że mało i dziwnie ale brak mi weny :/>

Od Gwyneth cd. Morgul'a

Długa wędrówka przez las była czymś co zawsze mnie uspakajało. W lesie czułam się wolna, zapominałam o smutkach. Słyszałam szepty drzew. Czasem dowiadywałam się od nich naprawdę niesamowitych historii. Uwielbiałam z nimi rozmawiać. Czasami wydawało mi się, że tylko one mnie rozumieją. Były niesamowitymi istotami, które nigdy nie wydałyby moich tajemnic, toteż tylko one znały mnie naprawdę. Właśnie rozmawiałam z okazałym, starym dębem, próbując dowiedzieć się czegoś o tych terenach, gdy usłyszałam głuchy huk. Wyjrzałam zza grubego pnia i zobaczyłam jakiegoś ciemnego wilka z poranionymi łapami, który teraz wpatrywał się we mnie gotowy do ataku. Obserwowałam jego ruchy. Wydawał się inny. Tak jakby, dopiero uczył się, jak być wilkiem. Jego ruchy, nie były płynne, raczej pokraczne.
Spojrzałam na niego chłodno i odwróciłam się aby odejść w miejsce, w którym nikt by mi nie przeszkadzał. Za sobą usłyszałam jednak trzaski pękających gałęzi, więc odwróciłam się gwałtownie, tak że wilk prawie na mnie wpadł.

Morgul?

Gwyneth!

http://fc01.deviantart.net/fs70/f/2013/005/a/8/a8f95849a6a8bb97e74e4e10db3ba639-d3px2sy.png 
Morderczyni

Od Sparty cd. Dascar'a

- Miło cię poznać - uśmiechnęłam się szeroko. Matt trochę się niecierpliwił. Chciał już wyjść? W sumie mogłam mu to zapewnić. - Kiarei, może oprowadzę Matt'a, a wy sobie tu zostaniecie? - puściłam "pawie oczko" do Alfy. Kia oblała się rumieńcem, po czym spojrzała na mnie tak jakby chciała powiedzieć "Sparta, dorwę cię później!". Zaśmiałam się w duchu.
Matt już wyszedł, ja również pośpiesznie opuściłam jaskinię. Basior stał obok kępki krzaków różanych. Podeszłam do niego.
- To co? Oprowadzić cię? - zagadnęłam.
- Może, byle tylko daleko od tej całej zgrai - westchnął.
- Oczywiście, ale zmartwię cię, gdyż coraz więcej wilków dołącza do watahy - zaśmiałam się serdecznie.

Matt?

Od Sparty

Wiosna była w pełni! Żółciły się dzikie z zboża na polach, zieleniły się świeżutkie pąki na młodych jeszcze drzewach, ptaki wesoło wyśpiewywały swoje pieśni. Wokoło łąk i pół ciągnęły się wielkie lasy, a w lasach leżały głębokie, krystaliczne jeziora. W blasku słońca, otoczone głębokimi rowami znajdowały się zaciszne, chłodne jaskinie, gdzie wilki spędzały upalne dni i noce.
Usiadłam na progu swojej groty i wyjrzałam na zewnątrz. Koło drzew krzątała się Alfa, Matt i jeszcze kilka jakiś innych innych wilków, których nie kojarzyłam. Naprężyłam grzbiet i przeciągnęłam się ziewając leniwie. Dzisiaj było wyjątkowo ciepło i prawie wszyscy spędzali czas na pogawędkach w zacienionych obliczach drzew. Przesunęłam się bliżej książek, które podarowała mi Kiarei. Ach, miałam je wszystkie przestudiować... nuda... Otworzyłam księgę na pierwszej stronicy i zdmuchnęłam kurz ją "porastający". Bez namiętności zatopiłam się w lekturze.
- Dzień... dzień dobry - usłyszałam za sobą wręcz łamiący się głos. Odwróciłam się i zobaczyłam wilczycę średniego wzrostu o rudo kremowym futrze.
- O, witaj! - uśmiechnęłam się szeroko. Odetchnęłam z ulgą kiedy choć na sekundę odeszłam od tych starych książek. Przynajmniej będę mogła się czymś przed Kiarei wytłumaczyć... - Co cię tu sprowadza, hm? - zagadnęłam.
- Cóż... więc Alfa prosiła byś mnie oprowadziła... yyy... tak - odpowiedziała trochę nieśmiało.
- Oczywiście, z przyjemnością cię oprowadzę - uśmiechnęłam się. Wyszłyśmy z mojej jaskini.
- A tak w ogóle to jestem Sparta - podałam jej moją śnieżnobiałą łapę.
- Nazywam się Yume - przedstawiła się i spojrzała na mnie wdzięcznie.
- Ostatnio poznałam tyle wspaniałych wilków o jeszcze wspanialszych imionach, moje przy tym wydaje mi się jakieś takie... zwyczajnie - jęknęłam i spojrzałam w błękit nieba.

Yume?

Od Morgul'a

Moja żmudna wędrówka donikąd zdawała się nie mieć końca.Nie przerywałem marszu już od 24 godzin i sam potykałem się o własne łapy.Wizja przede mną była zamazana i ze zmęczenia kręciło mi się w głowie.Bezwładnie opadłem na grunt.Kilka sosnowych igieł wbiło się w me kończyny.Dyszałem ciężko wywalając język.Bycie wilkiem jest okropne.Nie mam już moich zgrabnych, długich nóg ani pięknego poroża-mej dawnej dumy.Westchnąłem ciężko dręczony miłymi wspomnieniami.Położyłem głowę na poranionych łapach i zamknąłem oczy pragnąc tylko jednego-wypoczynku.Wtem jakiś trzask podniósł mnie do góry.Nadstawiłem czujnie uszu gotowy do ataku.Nagle zza dorodnego dębu wyszedł wilk którego nigdy wcześniej nie widziałem

<Ktoś?>

Anavil!

http://fc01.deviantart.net/fs71/f/2013/025/6/9/first_snow_by_hioshiru-d5smwnh.png 
Obrońca

Melanie!

http://fc00.deviantart.net/fs71/i/2012/214/c/e/mellow_sunset_by_electricalflame-d59j1gz.jpg 
Medyczka

sobota, 22 marca 2014

Od Dascar'a cd. Sparty

Wszedłem do jaskini, były w niej trzy wilki, jednego miałem już okazję poznać, pozostałą dwójkę widzę pierwszy raz. Przypadkowo podsłuchałem kawałek rozmowy, więc tym co powiedziałem lekko ich zaskoczyłem :
- Więc nowy wilk powiadacie? - powiedziałem to sennie, lecz stanowczo.
- No to wygląda - powiedział basior, lekko znużonym głosem.
- Wy się jeszcze nie znacie, prawda ? - powiedziała alfa uśmiechając się.
- To prawda - powiedziałem spoglądając najpierw na stojącą obok mnie białą waderę, a potem na tego basiora.
- Jastem Sparta, a to Matt - powiedziała biała wadera, wskazując gestem głowy na basiora.
- Jestem Dasco - odpowiedziałem równie sennie co wcześniej.

< Sparta?,Matt?,Kiarei?>