Byłem sam oczywiście jak zwykle...Nagle usłyszałem szelest a więc się schowałem za ogromnym pniem. Myślałem że już poszedł a więc wystawiłem głowę i zobaczyłem go, to szczeniak patrzył mnie jakbym był jego ofiaro.W tym samym czasie wskoczył na mnie i gryzł za uczy jak opętany.
-Eee! Weź zejdź ze mnie!- Wurknełem ze złości.
-Nie...-Powiedział głośno i nadal mnie gryzł w uszy.
Ugryzłem go w kark, i rzuciłem go aby mnie nie gryzł. Ale on miał moc ognia i podpalił mech dokoła mnie.
-No i co? Teraz nigdzie się nie ruszysz.-Uśmiechnął się i pobiegł.
-Ty wredny...-Nie dokończyłem bo ogon mi się ogień przypalił.
-A może, przeskoczę przez ogień? Pomyślałem ale i tak do był głupi pomysł.
Przeskoczyłem ten ogień, i biegłem za śladami tego szczeniaka. Za kilka min. byłem na miejscu. Był a tam wataha, raczej duża bo było tam ok. 15 wilków a reszta napewno na polowaniach.
-Kim jesteś?- Powiedział biały basior.
-Ja jestem Black, szukałem akurat wody ale ten szczeniak zaatakował mnie.- Wurknełem i spojrzałem na tego szczeniaka który siedział obok jakiejś samicy.
(Shadow? Bloodspill?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz